Zaloguj
Reklama

Felieton: Pacjentka której „uciekały oczy”

Autor/autorzy opracowania:

Kategorie ICD:


(5)

Pani C była trzydziestokilkuletnią kobietą od kilku lat leczoną z rozpoznaniem schizofrenii. Została wypisana przed kilkoma miesiącami z oddziału z zaleceniem przyjmowania jednego z atypowych leków przeciwpsychotycznych.

Jej poprzednia historia leczenia obejmował kilka okresów przyjmowania leków przeciwpsychotycznych zarówno I jak i II generacji. Od razu można tu dodać, że obecnie przyjmowany przez nią lek charakteryzował się między innymi brakiem wywoływania objawów pozapiramidowych, choć oczywiście nie był pozbawiony innych potencjalnych działań niepożądanych.


Pani C zgłosiła się celem kontynuowania leczenia w naszym zespole robiąc wrażenie osoby nadzwyczaj grzecznej, bardzo starającej się zapanować nad swoim wyglądem i zachowaniem i niezwykle wrażliwej na wszystkie sygnały z otoczenia. Starała się być bardzo poprawna i nie zwracać niczyjej uwagi. Po wypisie ze szpitala nie była już psychotyczna, jednak ujawniała bardzo niską tolerancję jakichkolwiek sytuacji stresowych, zarówno w interakcjach z innymi osobami jak i w odniesieniu do spraw codziennego życia.


Po kilku miesiącach, które upłynęły we względnym spokoju, kiedy jej stan psychiczny i poziom radzenie sobie z życiem poza szpitalem wydawały się stabilizować, Pani C poskarżyła się w trakcie rozmowy, że „oczy jej uciekają”. Chociaż symptom ten nie był widoczny podczas spotkania, Pani C zapytana o wygląd tej dolegliwości zademonstrowała chętnie ruch gałek ocznych ku górze, w sposób, który żywo przypominał ostre dyskinezy wywołane przyjmowaniem neuroleptyku. Takiego rodzaju objawów Pani C doświadczała w przeszłości, będąc leczona w szpitalu i budziło to w niej w tamtym czasie olbrzymi lęk. Czy tego rodzaju dyskinezy mogły pojawić się nagle, po kilku miesiącach leczenia stabilną dawką leku, który w dodatku jak mówiły podręczniki, nie powinien wywoływać tego rodzaju objawów ? Pani C pospiesznie sama odpowiedziała na to pytanie mówiąc, że „przez to uciekanie oczu nie może wrócić do pracy”. Miała na myśli powrót do zakładu pracy chronionej, w którym zatrudniona była poprzednio. Nagle pojawienie się „uciekania oczu” stało się dużo bardziej zrozumiałe, choć nie dla samej Pani C.


Ale też w dla niej samej pod koniec tejże rozmowy stało się widoczne, że „uciekanie oczu” pojawiło się odkąd zaczęła się przejmować i denerwować możliwością powrotu do pracy. Rozmyślała o tym, że sam powrót do pracy nie byłby nawet złym pomysłem. Ale, jak dodała po głębszym zastanowieniu, czasami zdarzało się jednak, że wiązało się to z koniecznością pracy na akord. A to było coś dużo powyżej jej możliwości znoszenia wyzwań – czuła że w takich sytuacjach nie radzi sobie, zawodzi, jest negatywnie oceniana, „jest do niczego.” Na szczęście pojawienie się tak dokuczliwego objawu jak „uciekanie oczu” czyniło rozważania na temat powrotu do pracy bezprzedmiotowymi. Nie można przecież wrócić do pracy, kiedy komuś „uciekają oczy”, ponieważ wszyscy by to dostrzegli, komentowali, wskazywali palcami. Stałaby się nieomal pośmiewiskiem. Tak więc niestety (i szczęśliwie zarazem) ta dolegliwość nie pozwalała jej na uczynienie kolejnego życiowego kroku.


Zrozumienie tego zaowocowało nieoczekiwanym wyznaniem Pani C, że są dwa rodzaje „uciekania oczu”. Pierwsze pojawiało się, kiedy była daleko od domu, załatwiała sprawy urzędowe lub związane z pracą. Drugi rodzaj „uciekania oczu” miał miejsce, gdy była sama w domu i rozmyślała bezradnie na trudne dla niej tematy, nie mogąc znaleźć dobrego wyjścia z sytuacji. Pani C powiązała obie te sytuacje ze zdenerwowaniem, lękiem, ze „stresem” i podjęła decyzję o zastanowieniu się jak wrócić do pracy, nie narażając się na okresowe przenoszenie do systemu akordowego.


Kolejną wizytę Pani C rozpoczęła od stwierdzenia, że „ z oczami lepiej”, ale „jak jestem gdzieś daleko od domu, albo coś załatwiam, to czuję się obserwowana.” Wydawało się że w wyniku omówienie symptomu w trakcie poprzedniej wizyty nastąpiło niemal pełne „wyleczenie” „uciekania oczu”, któremu jednakże towarzyszył „nawrót” „objawów psychotycznych.” Uczucie, że jest obserwowana przez inne osoby pojawiało się dokładnie w tych samych momentach, w których poprzednio pojawiały się symptomy dotyczące gałek ocznych. W miejscach zbyt odległych, jak to subiektywnie odczuwała, od bliskości domu. W sytuacjach zmuszających do kontaktu z innymi osobami. W domu Pani C nie czuła się obserwowana, jednak nękało ją zdenerwowanie, które było dla niej nie do zniesienia.


Trzecia z opisywanych tu wizyt przyniosła nawrót dawnych symptomów. Pani C udała się w międzyczasie do przychodni ogólnej po wyniki badań laboratoryjnych, z których to wyników jeden był nieco podwyższony. I cóż? „Jak to zobaczyłam, od razu oczy mi zaczęły uciekać” zrelacjonowała. I tak już zostało. Natomiast gdzieś zniknęło poczucie bycia obserwowaną. Już bez objawów „psychozy”, ale z „uciekającymi oczyma” dotrwała do kolejnej wizyty. Dla niej samej było już w tym momencie aż nadto widoczne, że oczy jej „uciekają” w momentach lęku i zdenerwowania, które mogłaby odczuwać jako „stresujące”. Przypomniała sobie, że kiedyś prowadziła pamiętnik, w którym zapisywała „jak ją coś zdenerwowało”. Postanowiła wrócić do pisania w momentach, kiedy pojawiają się objawy, jednak czy przyniesie jej o ulgę, to dopiero pokaże przyszłość.


Jeden ze współautorów tej pracy (Maciej Karaszewski) w trakcie warsztatu prowadzonego w trakcie Konferencji Schizofrenia Forum w styczniu 2010 [1] zwrócił uwagę, że pacjenci z doświadczeniem psychozy, mogą używać struktur poznawczych związanych z psychozą dla opisania i zrelacjonowania swoich przeżyć o nie-psychotycznym charakterze. Tak jak w opisanej tu historii, pacjentka zamiast powiedzieć „czuję się zdenerwowana, czuję lęk kiedy jestem daleko od domu”, mówi „czuję się obserwowana, kiedy jestem daleko od domu.” Używa doświadczeń pochodzących z obszaru doznań psychotycznych, aby opisać i nadać znaczenie swoim przeżyciom. Nie nazywa ich jednak w kategoriach adekwatnych dla opisu tych przeżyć, dokonuje atrybucji innych znaczeń dla ich opisania i zinterpretowania.


Procesy te mają miejsce w sytuacji wystąpienia lęku (stresu). Tak jak wystąpienie ostrych dyskinez czy psychozy było dla niej związane z przeżyciem lęku. Tak, jakby pojawienie się lęku przywoływało inne sytuacje, które były z lękiem związane i dostarczały temu lękowi adekwatnego (w tamtym czasie) wytłumaczenia.


Pacjentów ze schizofrenią charakteryzuje bardzo często bardzo niska tolerancja sytuacji stresowych, opisywana bardzo często jako wrażliwość lub nadwrażliwość. Pani C zdecydowanie taki niski próg tolerowania wyzwań codziennego życia odczuwała boleśnie na własnej skórze i nawet drobne codzienne sytuacje bywały dla niej trudne do zniesienia emocjonalnego i poradzenia sobie. Pojawiał się w tym sytuacjach lęk, który wymagał nadania mu znaczenia. Jednak proces ten odbywała się u niej na zasadzie „zapożyczenia” z innych doświadczeń. Mówiąc inaczej na zasadzie błędnej atrybucji (błędnej interpretacji).

Procesy atrybucji u osób chorujących na schizofrenię były także wielostronnie badane wskazując na pewne szczególne cechy w tym zakresie. Zwłaszcza dotyczy to atrybucji zewnętrznej do negatywnych wydarzeń. Pani C przypisywała swój problem czynnikom niezależnym od niej – raz było to uciekanie oczu, innym razem poczucie bycia obserwowaną. Tak czy inaczej przypisywała swoje własne przeżycia do przyczyn i czynników które, jak sądziła, nie wynikały z niej samej ( z jej doświadczeń i stanów psychicznych), lecz powstawały bez jej udziału.


Można sądzić, że na podobnej zasadzie pojawiało się u Pani C doznanie „uciekania oczu”. W sytuacjach związanych z lękiem Pani C nie rozpoznawała bezpośrednio swojego zaniepokojenia, rozdrażnienia czy niepokoju. Spostrzegała i przypisywała swój stan do „uciekania oczu”, objawu, którego doświadczała wcześniej (jako wczesnych dyskinez) i który niegdyś wzbudzał w niej duży lęk. Teraz jednak służył jako poznawcze „zapożyczenie” pozwalające nazwać (określić) swój stan i nadać mu znaczenie. To, co wydaje się interesujące w historii Pani C miała ona zdolność do naprzemiennego „nakładania” na swoje stany zdenerwowania obu „zapożyczonych” treści – zarówno czerpanych ze stanu psychozy jak i zaczerpniętych z działań niepożądanych leczenia, których doświadczyła w przeszłości.


Pani C obrazuje, że nie zawsze to co wygląda na działania niepożądane leków lub co sprawia wrażenie objawów psychotycznych musi być tym, czym mogłoby się wydawać. Możliwe jest także rozważnie, czy pacjent nie używa swoich poprzednich doświadczeń związanych z psychozą lub działania niepożądanymi farmakoterapii w celu nadania znaczenia poznawczego innego rodzaju przeżyciom, nie związanym ani z chorobą ani z przyjmowanymi lekami.

1. Murawiec S., Karaszewski M.: (warsztat) Postępowanie terapeutyczne w kolejnych fazach leczenia urojeń i w okresie po przebytej psychozie. Konferencja III Kliniki Psychiatrii Instytutu Psychiatrii i Neurologii. Schizofrenia Forum. Warszawa 14-15.01.2010.
 

(5)
Reklama
Komentarze