Zaloguj
Reklama

„Jednodniowy heroizm” czy „wielodniowe postanowienie” – jaka postawa jest nam bliższa?

Autor/autorzy opracowania:


„Jednodniowy heroizm” czy „wielodniowe postanowienie” – jaka postawa jest nam bliższa?
Fot. medforum
(0)

W tym roku jest to czas od 5. marca do 16. kwietnia. Okres ten rozpoczyna Środa Popielcowa a kończy Dzień Zmartwychwstania. Tak, mowa o przeżywanym przez katolików czasie Wielkiego Postu. Dla osób wyznających wiarę w Jezusa Chrystusa jest to czas szczególny, czas ciszy, zatrzymania i przemyślenia spraw najważniejszych. Kościół zaleca katolikom trzy wielkopostne praktyki – post, modlitwę i jałmużnę. Postawy te mogą być wyrażone skrajnie – od drobnych zmian w codziennym jadłospisie do całkowitego poświęcenia modlitwie i wielogodzinnych pobytach w kościele. Który model zwykle jest nam bliższy?

Reklama

Post

Starożytne rozumienie tej praktyki oznaczało powstrzymywanie się od spożywania pokarmów i napojów w ogóle. Starodawne podejście do postu było więc znacznie bardziej rygorystyczne niż nasze teraźniejsze. Na pewno wpływ na taki stan rzeczy miała medycyna i coraz powszechniejsza wiedza o prawidłowym odżywianiu. Wszak Kościół nigdy nie wymaga od wiernych postaw, które miałyby znamiona heroizmu. Zwraca uwagę przede wszystkim na aspekty duchowe, a fizyczne dopiero w drugiej kolejności. Heroizm zawsze powinien być postawą dobrowolnie przyjętą przez daną osobę, a nigdy narzuconą odgórnie. Z bardzo prostego powodu – traci wtedy znamiona heroizmu, jako postawy nad wyraz szlachetnej, a zyskuje miano terroru. To nie o to chodzi. Jednak okazuje się, że człowiek w głębi duszy nosi potrzebę zachowań heroistycznych. Niezwykle trudno jest nam podjąć choćby jedno, najmniejsze zobowiązanie i być w nim wiernym przez dłuższy czas. Taką mamy konstrukcję psychiczną. O wiele ciężej jest wyrzec się np. alkoholu, słodyczy, czy innego produktu i trwać w tym postanowieniu przez cały okres Wielkiego Postu. Za to podejmujemy próby zrekompensowania naszego słomianego zapału za pomocą jednodniowych „heroizmów” – jesteśmy w stanie wytrzymać całą Środę Popielcową czy Wielki Piątek (czyli dni w czasie Wielkiego Postu, kiedy Kościół zachęca do postu ścisłego – zarówno jakościowego jak ilościowego; posiłki bezmięsne, dwa lekkie i jeden do syta) nie jedząc absolutnie nic, ewentualnie posilając się jedynie chlebem i wodą. To praktyki oczywiście szlachetne i piękne, jednak mam poczucie, że to nie dokładnie to ma największe znaczenie. Bowiem ważne nie jest narzędzie, a intencja z jaką po niego sięgamy. Jeżeli celem w samym sobie pokazanie sobie i innym jak bardzo potrafię być wstrzemięźliwy i mogę wyrzec się pożywienia to chyba mijamy się z tym, co naprawdę ważne. Jeśli natomiast odejmę sobie jeden produkt, a przez to mój żołądek nie będzie całkowicie syty to może lepiej zrozumiem cierpienie naprawdę potrzebujących albo bardziej będę skłonny do duchowego przeżywania tajemnic Wielkanocy. 

Należy też zwrócić uwagę, że w dawnych czasach nie znano elektryczności, portali społecznościowych, internetu i wielu innych dóbr medialnych naszych czasów. Post więc, jako wyrzeczenie, nie musi dotyczyć koniecznie przyjemności fizycznych. Może się okazać, że cenniejsze będzie ograniczenie używania komputera dla własnej przyjemności. Na pewno zyskają na tym od dawna odkładane sprawy – czas dla rodziny, spotkania z przyjaciółmi, czas na modlitwę, którego nie mamy (a przynajmniej wydaje nam się, że nie mamy). Oczywiście jeżeli używanie komputera jest niezbędne w wykonywanej pracy to nie znaczy, że na czas Wielkiego Postu mamy wziąć 40 dni urlopu, bo chcemy wyłączyć się z sieci. Wszystko w oparciu o zdrowy rozsądek. Wielki Post ma być czasem, kiedy rezygnując z jakiejś przyjemności, rzeczy zbędnej zyskujemy podwójnie. Jeżeli podjęty przez nas post doprowadza do rozstroju zdrowia fizycznego czy psychicznego to oczywiście nikt nas nie będzie namawiał do jego podjęcia. Efektem postu powinna być pogoda ducha i pozytywne nastawienie. Jeżeli zamiast tego pojawia się poczucie krzywdy i straty to bardzo prawdopodobne, że z naszą motywacją do podjęcia wyrzeczenia jest coś nie tak.

Modlitwa

Często rozumiemy post jako konieczność natężenie modlitwy. I słusznie - jest to dobry czas, aby odbudować nasze nawyki modlitewne. Wielki Post stwarza ku temu możliwości – organizowane są dodatkowe nabożeństwa, każdy znajdzie w Kościele dla siebie miejsce i czas, które mu odpowiadają. I podobnie jak w poście – niekoniecznie najważniejsze jest, aby codziennie wiele godzin spędzać w kościele po kolei „zaliczając” nabożeństwa, uspokajając tym samym swoje sumienie. Naprawdę, jak będziemy chodzić na Mszę świętą dwa razy dziennie to nie staniemy się bardziej święci. Za to odnowienie praktyki rozpoczynania każdego dnia od krótkiej modlitwy (nawet od tej najkrótszej możliwości, czyli wykonania znaku Krzyża) to kolejne części dnia będą oddane Bogu i przez to pełniejsze. Nie ilość, a jakość i intencja naszych czynów są najistotniejsze. Znów mam przekonanie, że o wiele łatwiej jest nam większość czasu od Wielkiego Czwartku do Wielkanocy spędzić w kościele niż postanowić, że każdy dzień rozpocznę i skończę czyniąc znak Krzyża. A przecież wydawać by się mogło, że zajmuje to znacznie mniej czasu, którego przecież „nie mamy”.

Która postawa jest lepsza?

Przede wszystkim myślę, że nie ma konieczności wartościowania postawy „jednodniowego heroizmu” i „wielodniowego postanowienia”. Terminy te stworzyłem raczej, żeby uzmysłowić sobie i odbiorcom tego tekstu, jaka postawa bardziej pasuje do mnie i jakie są jej efekty. Żadnej z nich nie oceniam i nie stawiam ponad drugą, ponieważ wiem, że człowiek czasami potrzebuje „wstrząsu”, który zmieni dotychczasowe postępowanie (tak jak defibrylacja serca przywraca właściwy dla niego rytm pracy), a innym razem do celu może dojść tylko poprzez mozolne pokonywanie kolejnych schodków. Zwracam jedynie uwagę, aby zastanowić się jaka jest moja motywacja? I czy przypadkiem krótkotrwałym wspięciem się na wyżyny nie próbuję zagłuszyć poczucia winy, wyrzutów sumienia i chcę nadrobić stracony czas. 

fot. panthermedia

Jednak wydaje się, że konsekwencja w działaniu przynosi zwykle lepsze rezultaty niż chwilowe zrywy, nawet najbardziej szlachetne. Dla przykładu, bardzo istotną częścią leczenia np. depresji, schizofrenii, choroby afektywnej dwubiegunowej jest regularne przyjmowanie leków. Regularnie, dzień po dniu, jedna tabletka przez długi czas. Tylko wtenczas mamy szansę, lekarz z pacjentem, osiągnąć sukces terapeutyczny. Jeżeli zapomnę o sześciu dawkach leku i w sobotę przyjmę na raz 7 tabletek to cel nie zostanie osiągnięty, a dodatkowo, przez przyjęcie jednorazowo zbyt dużej dawki leku, mogę nabawić się przykrych objawów niepożądanych. W wielu chorobach przewlekłych największą trudnością jest właśnie konsekwencja w oddalaniu skutków długofalowych choroby. Np. osoby z nadciśnieniem tętniczym nie odczuwają bólu, wyższe parametry ciśnienia skurczowego i rozkurczowego w niczym im nie przeszkadzają. Jednak możliwym następstwem nadciśnienia są poważne schorzenia serca, oczu, nerek i innych ważnych narządów, których ryzyko można wyeliminować właśnie konsekwentnym przyjmowaniem leków i wykonywaniem badań kontrolnych.

Oczywiście zbyt żelazne przestrzeganie wszelkich reguł, wytycznych, postanowień też nie służy zdrowiu, zwłaszcza psychicznemu. Człowiek, który nie dotrzyma podjętego postanowienia i w konsekwencji tego odczuwa bardzo nasiloną złość, niechęć do siebie, zamyka się w sobie również nie działa racjonalnie. Ostatecznie, gdy jednorazowo coś nam się nie uda, nie jest to jeszcze tragedia.

Istnieją także zaburzenia psychiczne, które objawiają się natrętnymi myślami (czyli niechcianymi, przykrymi, których pacjent nie może się pozbyć), które powodują napięcie, lęk, który może zostać zniwelowany tylko przez wykonanie jakiejś czynności. Zaburzenie obsesyjno – kompulsywne, bo o nim tu mowa, w niczym nie przypomina zdrowo i w wolności podjętego postanowienia i wymaga leczenia. 

Podsumowanie

W trakcie Wielkiego Postu podejmujemy różne postanowienia. Warto, aby pamiętać, że tylko wtedy przyniosą one oczekiwane rezultaty, gdy będą podejmowane z dobrą intencją. Życzę wiele konsekwencji w działaniu! Tak potrzebnej w codziennym życiu, czy to duchowym, czy codziennym. W podejmowaniu postanowień, walce z nałogami, przyjmowaniu leków i innych, bardziej przyziemnych rzeczach jak na przykład mycie zębów.

Reklama
(0)
Komentarze