Zaloguj
Reklama

Jesienny smutek, a może coś więcej? Kilka słów o depresji sezonowej

Autor/autorzy opracowania:

Źródło tekstu:

  • 1. Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych. Rewizja dziesiąta. Klasyfikacja zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania w ICD-10. Badawcze kryteria diagnostyczne. Uniwersyteckie Wydawnictwo Medyczne „Vesalius”i Instytut Psychiatrii i Neurologii, Kraków–Warszawa 1998
    2. Marek Jarema, Jolanta Rabe-Jabłońska i wsp.: Psychiatria. Podręcznik dla studentów medycyny. Warszawa PZWL 2011
    3. Norman E. Rosenthal: Zimowe smutki. wyd. W.A.B, 1995
    4. Agnieszka Sieczka, Instytut Psychologii Zdrowia PTP, Jesienny smutek – czym jest depresja sezonowa na: www.psychologia.edu.pl

Kategorie ICD:


Jesienny smutek, a może coś więcej? Kilka słów o depresji sezonowej
Fot. Shutterstock
(0)

Jak co roku, tak i tym razem przyroda rozgrywa wszystko zgodnie z planem. Po słonecznym i ciepłym lecie przyszedł najtrudniejszy czas dla meteoropatów, czyli okres jesienno – zimowy. Dzień postanowił się skrócić do minimalnej długości i trwa już tylko 8h i 33min (stan na 19 listopada, a będzie tylko gorzej!). Słońce pojawia się na niebie średnio raz na tydzień, najczęściej do połowy przykryte chmurami. Czy to wszystko musi oznaczać apatię, ospałość i zły nastrój? Przeciwdziałać możemy tylko za pomocą czekolady? Czy istnieje taka choroba jak depresja sezonowa? A może problem leży gdzie indziej?

Pora roku a nastrój

Paradoksalnie, mimo iż mamy świadomość, że każda z następujących po sobie pór roku niesie kolosalne zmiany klimatyczne, w dalszym ciągu w niewielkim stopniu łączymy ten fakt z naszym stanem zdrowia. Wydaje się, że w tym względzie już ludy pierwotne były od nas mądrzejsze. Przecież wiosna i lato były okresami, w których mężczyźni udawali się na polowania, które przynosiły zapasy pożywienia dla całej społeczności. Kobiety z kolei zajmowały się wtedy uprawianiem okolicznej ziemi, przygotowaniem odpowiednich ubrań, pielęgnacją domu. Wszystko po to, aby móc spokojnie przetrwać zbliżający się trudny czas zimowy. Nie piszę o tym, aby podkreślić patriarchalny model rodziny, ale by zwrócić uwagę, że już wtedy zdawano sobie sprawę, że wszystko ma swój czas i należy się temu naturalnemu przebiegu zdarzeń podporządkować. Nie próbowano walczyć z gorszą zimową pogodą – nie posiadano elektryczności, czy innych dobrodziejstw naszych czasów. Zamiast tego starano się dobrze wykorzystać porę letnią i tak cykl roczny zostawał zachowany.

W dzisiejszych czasach tempo życia wymaga od nas, aby każdy dzień, bez względu na otaczającą aurę, wykorzystywać maksymalnie. Nie ma miejsca na podział na czas aktywny i czas względnej stagnacji. Praca, nauka, życie rodzinne – wszystko musi nieustannie pracować na najwyższych obrotach. Jeżeli klimat nie sprzyja, na przykład w postaci następujących po sobie pochmurnych i deszczowych dni, to używamy elektryczności, centralnego ogrzewania, czy odpowiednio przetworzonej żywności – tak aby oszukać naturę. I w pewnym sensie także nas samych.

Jednak nie ulega dyskusji, że pory roku mają wpływ na nasz umysł, choć obraz ten nie jest jednakowy dla wszystkich. Jesień jednych może oczarować paletą barw, lecz innym przynosi lęk przed zimą. Ta z kolei dla wielu jest szara i ponura, przywodzi na myśl stagnację, rozkład i śmierć. Ale niektórzy znają inną zimę – czas gdy wygodnie usadowieni, w miłym cieple kominka, słuchają trzasku palącego się drewna. Wiosna przynosi pąki i kwiaty, w drzewach ruszają soki, a w ludziach budzi się gorączkowe pragnienie aktywności. Ale dla niektórych jest to czas zmagań z jedną z chorób naszych czasów, czyli alergią. Samo pozorne „oczekiwanie” na wystąpienie objawów może wywołać lęk przed dolegliwościami.

Chyba trochę zapomnieliśmy, że niegdyś nasze życie toczyło się bardziej w harmonii z naturą. Uciekamy przed ciemnością, zimnem, wilgocią. Nie wyeliminowało to naszych reakcji na zmiany pór roku, choć w znacznym stopniu podporządkowaliśmy sobie te przemiany. I dobrze, bo dzięki temu, jak to ładnie pisze Norman E. Rosenthal, „przemijanie pór roku to dla wielu osób zaledwie zmiana scenografii, na tle której toczą swe normalne życie”.

Depresja sezonowa (seasonal affective disorder – SAD)

U wielu osób jednak zmiany, które przynosi okres zimowy, czyli znacznie mniej światła słonecznego, wyraźne obniżenie temperatury, częsty deszcz, wywołują reakcje znacznie przekraczające stan chandry, czy obniżonego nastroju. Etiologii tego zaburzenia upatruje się w zmniejszonej ilości światła, które dociera do światłoczułych komórek siatkówki w oku, co z kolei powoduje większy wyrzut melatoniny z szyszynki. Taki proces jest naturalny w godzinach wieczornych – melatonina bowiem słusznie nazywana jest „hormonem snu”, gdyż w taki sposób aktywuje okołodobowy zegar człowieka, że przestraja go ze stanu czuwania na sen. Jednak ma także inne działanie, które bardziej wiąże się z rozwojem depresji, a mianowicie powoduje obniżenie stężenia serotoniny w mózgu, czyli neuroprzekaźnika, którego niedobór uznaje się za jedną z możliwych przyczyn depresji.  

fot. shutterstock

Cechą charakterystyczną tego rodzaju depresji jest silnie zaznaczona cykliczność. Objawy pojawiają się rokrocznie, najczęściej na przełomie listopada i grudnia. Osoby dotknięte tym zaburzeniem mówią, że są w stanie przewidzieć moment ich wystąpienia tak, jak można przewidzieć porę w jakiej kwitną konkretne kwiaty. Depresja sezonowa dotyka częściej osoby, które żyją w miejscach o większych szerokościach geograficznych (np. na Islandii jest powszechnym problemem, podczas gdy w południowych Włoszech praktycznie nie występuje).

(0)
Reklama
Komentarze