Zaloguj
Reklama

Kreatywność a choroby psychiczne

Kreatywność a choroby psychiczne
Fot. Panthermedia
(4)

Już starożytni Grecy odkryli, że może istnieć zależność między kreatywnością a zachorowaniami na choroby psychiczne, jednak na dobrą sprawę motyw geniusza sztuki targanego wewnętrznymi demonami utrwalił się dopiero w XIX wieku, wraz ze zmianą statusu społecznego „artysty”. Współczesna nauka i psychiatria starają się przekuć ten stereotyp na konkretne liczby i udzielić odpowiedzi na podstawie wniosków wyciągniętych z badań. 

Istnienie kliszy geniusza cierpiącego na zaburzenia psychiczne można w pewnym sensie racjonalnie uzasadnić - zarówno szeroko pojęte skłonności do tworzenia nowych rzeczy, jak i choroba psychiczna oznaczają balansowanie na krawędzi określonych standardów, odejście od normy. Kreatywność często oznacza postępowanie na granicy oswojonego „zdrowego rozsądku”, intensywne poszukiwanie i wykraczania w strefy nieznane. Wystarczy jednak przyjrzeć się, nawet dość powierzchownie, namacalnym efektom wyżej wymienionych schematów zachowań, które stanowią pewien odchył od tak zwanej „normy”. W wypadku choroby można mówić o efektach w postaci obserwowanych symptomów, takich jak kompulsje, obsesje, omamy, ataki paniki, zaburzenia osobowości i cały szereg innych działań kwalifikujących się do leczenia, podczas gdy „symptomami” kreatywności są lepszej lub gorszej jakości dzieła sztuki lub wynalazki. Stan ekstremalnej euforii czy przeciwnie, głębokie cierpienie, u osoby kreatywnej mogą stanowić raczej wynik określonego zdarzenia lub być konsekwencją reakcji otoczenia na przedmiot kreatywności, ale nie pojawiaję się samoistnie, bez określonego, zewnętrznego powodu. Co na ten temat mówią badania i statystyki? 

Twórcza dwubiegunowość

Istnieją także pewne interesujące zbieżności – najczęściej gdy mówimy o chorej psychicznie wybitnej jednostce, na dobrą sprawę nie mamy wcale na myśli dowolnej choroby. Warto zauważyć, że najczęściej są to zaburzenia związane ze zmianami nastrojów, w tym w dużej mierze zaburzeniami dwubiegunowymi. W pewnym stopniu tę teorię potwierdziły badania przeprowadzone w Szwecji, gdzie zbadano poziom inteligencji 700 tysięcy szesnastoslatków, po czym dziesięć lat później sprawdzono na ile rozwinęły się u nich choroby psychiczne. Okazało się, że ci, którzy mieli jako nastolatkowie najlepsze wyniki testów na inteligencję, mieli cztery razy wyższe skłonności do zachorowania na zaburzenia dwubiegunowe jako młodzi dorośli. Neurobiolog James Fallon z Uniwersytetu w Kalifornii podkreśla, że najwięcej twórczych skłonności mają te dwubiegunowe osoby, które wychodzą ze stanu depresji. Ma to ścisły związek ze zmianą aktywności mózgu, która obniża się w niższej części mózgu zwanej płatem czołowym, zaś podwyższa się w jego wyższej części. Zdaniem badacza, ten sam proces zmiany aktywności mózgu zachodzi podczas pracy kreatywnej w ogóle, także u całkowicie zdrowych osób. Twórczym okresem jest także stan hipomanii. Badania skojarzeniowe pokazały, że pacjenci w tym stanie są zdolni wygenerować w tym samym czasie trzy razy więcej skojarzeń związanych z danym słowem niż ogół populacji nie cierpiący na żadne zaburzenia natury psychiatrycznej. 

Choroba, kreatywność i genetyka

Naukowcy postanowili zbadać na ile kreatywność może iść w genetycznej parze z zapadalnością na choroby psychiczne. Badania zostały przeprowadzone najpierw na populacji Islandii, gdzie zebrano genetyczne i medyczne informacje od 86 tysięcy mieszkańców. Na podstawie zebranych danych udało się stwierdzić, że wśród osób przynależących do związków artystycznych, prawdopodobieństwo na zachorowalność na schizofrenię i zaburzenia dwubiegunowe było o 17% większe niż wśród ludzi pracujących w zawodach, które w znacznie mniejszym stopniu wymagają kreatywności. Podobne badania zostały przeprowadzone w Szwecji i Holandii. Wśród 35 tysięcy osób, które uznano za „kreatywne” - ze względu na wykonywaną profesję lub bazując na opinii badanych wyrażonej w kwestionariuszu – około 25% z nich istniało zwiększone genetycznie ryzyko zachorowania na chorobę psychiczną.

Kari Stefansson, dyrektor islandzkiej organizacji deCODE, zajmującej się genetyką, w swojej wypowiedzi dla Guardiana stwierdza, że myślenie o ludziach kreatywnych i osobach cierpiących na zaburzenia psychiczne opiera się na dobrą sprawę na naklejaniu podobnych metek - gdyż obie te grupy myślą odmiennie od reszty społeczeństwa i ta odmienność sprawia, że z łatwością można im nakleić metkę osób dziwnych, zwariowanych czy nawet szalonych. Stefansson wierzy, że może istnieć genetyczne powiązanie między chorobą psychiczną a kreatywnością, ale jednocześnie zaznacza, że na chorobę psychiczną składa się także szereg uwarunkowań niegenetycznych, takich jak życiowe doświadczenia, wrażliwość, sposób reagowania na bodźce. Oznacza to, że nie każdy człowiek o określonym, obciążonym chorobowo wariancie genetycznym, musi zachorować, jest to o wiele bardziej kompleksowy problem.

Czy jednostka wybitna musi chorować?

Choć wielu artystów, którzy zapisali się na kartach historii sztuki zachodniego świata zostało uznanych za cierpiących na zaburzenia psychiczne, to należy też wziąć pod uwagę fakt, że psychiatria w swoim współczesnym kształcie jest wynalazkiem XX wieku, w związku z tym to, co wiemy o dwubiegunowym Beethovenie czy Mozarcie, to kwestie które możemy wywnioskować na podstawie biografii, listów i wspomnień, nie zaś istniejącej ścisłej dokumentacji medycznej.

Albert Rothenberg, profesor psychiatrii na Harvardzie badający rozmaite strategie kreatywności, także u laureatów nagrody Nobla, widzi tę kwestię nieco inaczej niż wyżej opisany Stefansson. Przede wszystkim podkreśla, że problematyczne staje się już nakreślenie kryteriów oznaczających bycie „osobą kreatywną”, ponieważ sama przynależność do związku artystycznego czy praca w sektorze kultury nie musi się z tym wiązać. Zwraca za to uwagę na to, że osoby, które cierpią na zaburzenia psychiczne, często wybierają takie, a nie inne zawody, nawet niekoniecznie dlatego, że specjalnie dobrze je wykonują, ale po prostu właśnie te, a nie inne profesje ich przyciągają. Nie bez wpływu pozostaje także sama terapia sztuką, której poddawani są pacjenci szpitali psychiatrycznych. Rothenberg, który przebadał 45 noblistów, nie znalazł śladu choroby psychicznej u żadnego z nich. Na podstawie zebranych badań opracował z kolei trzy główne modele kreatywności, kompleksowo opisujące różne strategię tworzenia.

fot. panthermedia

Trudno o jedną, klarowną odpowiedź na pytanie dotyczące związku między kreatywnością i podwyższoną inteligencją a skłonnością do zapadania na choroby psychiczne. Ta kwestia ma z pewnością swoją fascynującą stronę – w naturze, w biologii, wszystko ma swój ustalony porządek, w którym jednostki wybitne w pewnych dziedzinach muszą płacić cenę za swoje uzdolnienia. Może warto tutaj zacytować Van Gogha, który stał się niemalże popkulturową ikoną udręczonego geniusza - w jednym ze swoich ostatnich listów żalił się: „gdybym tylko mógł pracować bez tej przeklętej choroby, jakie wówczas rzeczy mógłbym stworzyć”.

 

(4)
Reklama
Komentarze