Zaloguj
Reklama

Pobyt w szpitalu - jak przygotować dziecko do jednego z trudniejszych przeżyć w życiu

Autor/autorzy opracowania:

Źródło tekstu:

  • Medforum

Pobyt w szpitalu - jak przygotować dziecko do jednego z trudniejszych przeżyć w życiu
Fot. medforum
(0)

Hospitalizacja stanowi zawsze traumatyzujący czynnik, który ma istotny wpływ na psychikę dziecka. Każde dziecko boi się choroby, personelu medycznego, badań a przede wszystkim czekającego je bólu. Dlatego ważne jest umiejętne przygotowanie dziecka do tego przeżycia. W artykule przedstawiono kilka wskazówek pomagających rodzicom pokonać tę trudną sytuację.

Jak przygotować dziecko na pójście do szpitala:

  • jeśli to możliwe zebrać jak najwięcej informacji o oddziale – czy jest to oddział zamknięty, ile osób może odwiedzać dziecko, czy mogą przychodzić rówieśnicy i przekazać to dziecku; jeśli się czegoś nie jest pewnym – nie mówić,
  • porównywać sytuacje w szpitalu do tego, co dziecko lub bliscy doświadczyli (np. zastrzyk do ukąszenia przez pszczołę, kroplówkę do deszczu),
  • wyjaśnić konieczność pobytu w szpitalu (opieka lekarzy przez całą dobę, specjalne badania, kroplówki),
  • powiedzieć: “wiem, że jest to sytuacja trudna, ale wierzę, iż z nasza pomocą oraz pomocą lekarzy poradzisz sobie z chorobą”,
  • dopilnować, by wzięło “cenne” dla niego rzeczy (ulubioną maskotkę, zdjęcia rodziców, przyjaciół, rodzeństwa) oraz gry, książki, zeszyty, kartę telefoniczna lub telefon komórkowy,
  • dać dziecku kilka rad jak zachowywać się w trudnych sytuacjach np. gdy nie może zasnąć,
  • powiedzieć o ubiorach lekarzy i pielęgniarek (białych fartuchach) – małe dziecko może przeżyć szok,
  • nie składać obietnic bez pokrycia (np. będę Cię odwiedzać codziennie, jeśli zdajemy sobie sprawę, iż nie będzie to możliwe tak często).

Bardzo dobre efekty przynosi opowiadanie dziecku wieczorem bajki o rówieśniku, które miało podobny problem do niego – znalazło się w szpitalu (można stworzyć własną lub posłużyć się gotowymi np. Opowiadaniem “Ufuś” z książki Marii Molickiej: Bajki terapeutyczne pokazującej przeżycia chłopca mającego wycinany wyrostek); chory, który świadomie nie utożsamia się z bohaterem (a jedynie nie zdając sobie z tego sprawy), może bez strachu rozmawiać na trudny temat, dyskutować oraz dowiadywać się istotnych dla niego informacji. Poniżej znajduje się przykładowy tekst opowiadania.

- To musi być sen... Niemożliwe, żebym był chory. Na pewno się pomylili albo ktoś zamienił wyniki – mówił Marek sam do siebie.

Marek był siedmioletnim chłopcem ani wysokim, ani niskim – w sam raz na swój wiek. Miał duże niebieskie oczy i blond czuprynkę. Chciał być samodzielny i dużo rzeczy robić bez pomocy rodziców, choć – do czego nie przyznawał się przy kolegach – bardzo ich potrzebował.

Pewnego dnia Marek zachorował. Początkowo wyglądało to na zwykłe przeziębienie, tylko nie za bardzo chciało przejść. Pomimo zażywania różnych niedobrych lekarstw, chłopiec czuł się coraz bardziej słaby. Po zbadaniu krwi, moczu i jeszcze innych badaniach lekarz skierował Marka do szpitala dziecięcego. Chłopiec nigdy przedtem nie był w szpitalu i bardzo wystraszył się, że musi tam pójść. Na dodatek w szpitalu miał zostać sam a rodzice mieli go odwiedzać po pracy.

- Podczas pakowania rzeczy mama jakby “traciła głowę”. Na szczęście ja pamiętałem o misiu Bimku. Pomyślałem, że skoro rodzice nie będą mogli być zawsze przy mnie, będzie on. A poza tym tyle już razem przeżyliśmy: wyjazd nad morze z rodzicami i Kasią, pobyt u babci i dziadka na wsi. Mam dużo zabawek, ale pójście do szpitala to bardzo ważne wydarzenie dlatego muszę wziąć sprawdzoną zabawkę – przyjaciela.

- Już na początku przeżyłem pierwszy szok – z oddziału nie mogę sam wychodzić - nie mogę więc wyjść na spacer ani do baru po słodycze. Uspokoiła mnie jednak niedługo potem mama leżącego obok mnie małego chłopca, że jak tylko będę coś potrzebował mam jej powiedzieć i ona gdy będzie kupowała coś dla Michałka kupi i dla mnie.

- Na oddziale wszyscy lekarze i pielęgniarki byli ubrani na biało. Całe szczęście, że czasem podpatrywałem serial, który mama oglądała – było tak samo jak w nim. Tam też wszyscy mieli białe fartuchy a pomimo to byli sympatyczni.

- Pobrano mi krew. Gdy pielęgniarka wbijała igłę wyobraziłem sobie, że gryzie mnie komar. Przecież tyle mnie pogryzło jak ostatnio pojechaliśmy nad jezioro i nic mi się nie stało. Po ukłuciu igły na szczęście nie swędzi. Potem dowiedziałem się, że jedne dzieci patrzą jak pobiera się krew, a inne odwracają głowę. Każdy ma swoją metodę. Ja najpierw patrzę przy wkłuwaniu, a potem nie.

Teraz już wiem czego najbardziej się bałem jak myślałem w domu o szpitalu – że będę sam i nie będę miał kolegów. Na szczęście tak się nie stało. Michałek, który był ze mną w pokoju miał co prawda tylko 4 lata, ale umiał grac w Piotrusia i inne gry, których miał dużo, a jego mama była bardzo fajna. Raz nawet mnie tak mocno przytuliła jak moja mama i powiedziała, żebym się nie bał. Oprócz Michałka były także inne dzieci: Bartek – tez pierwszoklasista, Ania z drugiej klasy, Leszek, Paweł, Kinga z trzeciej. Wszyscy razem chodzimy do szkoły, ale nie takiej jak wcześniej. Mamy lekcje w świetlicy na oddziale. Wcześniej gdy byłem w domu często cieszyłam się, że nie muszę iść do szkoły gdy np. bolał mnie brzuch albo miałem gorączkę. Tu jednak było na odwrót. Byłem zadowolony, iż będę mieć lekcje, bo gdy wrócę do mojej klasy nie będę mieć takich zaległości a poza tym w szpitalu jest trochę nudno a bycie na lekcjach, odrabianie zadań powoduje, że coś się dzieje.

- Rodzice rzeczywiście mnie odwiedzali, Kasia przysyłała rysunki, a gdy byłem sam, miałem przy sobie misia Bimka. Bimek był ze mną przy badaniu krwi i na USG – jednym słowem we wszystkich trudnych dla mnie sytuacjach. To bardzo ważne dla dziecka. A poza tym Bimek nie był takim zwykłym misiem, tylko moim przyjacielem. Raz nawet siostra Jola zrobiła Bimkowi zastrzyk, żeby mi pokazać, że to nic takiego.

Najtrudniejsze jednak były noce. Nawet Bimek ani mama Michasia nie pomagali. Wtedy płakałem do poduszki – tak bardzo tęskniłem za mamą i tatą. Aż znalazłem receptę – może nie stu procentową, ale dobrą. Zawsze przed zaśnięciem myślałem o czymś miłym i przyjemnym: o miejscach, w których byłem albo chciałbym zobaczyć, o Disneylendzie, gdzie bardzo chciałbym pojechać i różnych innych ciekawych sprawach.

Teraz z czystym sercem mogę powiedzieć, że pobyt w szpitalu był trudny, ale nie aż taki straszny. Jak trzeba to trzeba. Zdarzają się tam – i to nie tak wcale rzadko – także chwile przyjemne, które na pewno będę wspominać po wyjściu do domu.

(0)
Reklama
Komentarze