Zaloguj
Reklama

Psychologia ewolucyjna w praktyce, czyli Ted Bundy super star

Autor/autorzy opracowania:

Adres www źródła:


Psychologia ewolucyjna w praktyce, czyli Ted Bundy super star
Fot. medforum
(5)

Zainteresowanie czytelników “mroczną” częścią ludzkiej osobowości nie słabnie na przestrzeni ostatnich lat. Z sadystyczną ciekawością poszukujemy biografii, informacji na temat złoczyńców czy ich czynów. Wśród licznych publikacji na temat osobowości morderców ważny wydaje się głos psychologów ewolucyjnych, wrzucających zjawisko morderstwa w ramy rozumienia ewolucyjnego.

Przez 290 stron David Buss w swojej książce pt. „Morderca za ścianą” przeprowadza dowód swojej teorii na ewolucyjne podłoże tendencji do zabijania. Autor stara się utwierdzić czytelnika w przekonaniu, że w każdym z nas jest potencjalna możliwość zostania mordercą, uaktywniana w chwili zaistnienia ściśle określonych okoliczności. Kolejne wielokrotnie rozważane twierdzenie: swoisty kod wyzwalający mordercze tendencje, ma swoje korzenie w rywalizacji o partnerów seksualnych, zatem klucz do zrozumienia, dlaczego istnieją mordercze fantazje, tkwi w ewolucyjnej grze. Esencja socjobiologii.

Rozpoczynając jakakolwiek dyskusję o wartości niniejszej publikacji, należy pamiętać, iż rozumienie zjawiska zabójstwa tylko i wyłącznie w paradygmacie psychologii ewolucyjnej, powiela ograniczenia owej koncepcji. Psycholodzy ewolucyjni starają się połączyć psychologię i biologię ewolucyjną, poszukując wytłumaczenia zjawisk psychologicznych w koncepcjach neodarwinowskich. To, co może budzić opór w akceptacji tych teorii, to założenie, że jakiekolwiek przejawy ludzkiego zachowania, zarówno te potępiane (tj. morderstwo), jak i najszlachetniejsze (tj. altruizm) są głęboko zakodowane w naszych genach i stanowią jedną z możliwych strategii, prowadzących do sukcesu reprodukcyjnego. Książka Bussa, wpisując się w ten nurt, prezentuje tezy w rodzaju :”niemal wszystkie rodzaje morderstwa – od zbrodni w afekcie po metodycznie zaplanowane zabójstwo na zlecenie, można wyjaśnić odwołując się do (…) logiki procesu ewolucji”. Autor niestety nie sili się na przywołanie kontrargumentów dla swoich tez.

Podstawowym ograniczeniem psychologii ewolucyjnej jest jej zawężona perspektywa rozumienia rzeczywistości; celem jakichkolwiek wyborów ma być sukces reprodukcyjny. Zaryzykuję stwierdzenie, że sukcesem ewolucyjnym jest … nasz mózg. Różnorodność zachowań możliwych u homo sapiens jest nieporównywalnie większa aniżeli u jakiegokolwiek innego gatunku. Próba znalezienia wspólnego mianownika dla z pozoru identycznych zachowań ludzi i zwierząt może w takim przypadku być zbyt dużym uproszczeniem. Trafnie ujął to ewolucjonista Stephen J. Gould : "jesteśmy zarówno podobni do zwierząt, jak i odmienni od nich. Nacisk na jedną i na drugą stronę tej fundamentalnej prawdy spełnia użyteczną rolę społeczną w zależności od kontekstu kulturowego. W czasach Darwina teza o naszym podobieństwie do zwierząt przełamywała wiekowe i szkodliwe przesądy. Dziś trzeba raczej podkreślać naszą odmienność jako zwierząt obdarzonych elastycznością i ogromnym zakresem możliwych sposobów zachowania". Można zatem odnieść wrażenie, że ksiązka Bussa po raz kolejny odgrzewa dyskusję - kultura versus natura.

Czytając wielokrotnie w książce powtarzaną  hipotezę, iż „skłonność do zabijania jest wytworem głęboko zakorzenionych instynktów, stanowi skuteczną (!) strategię zapewniającą przetrwanie”, odnoszę wrażenie, że autor niejako dopuszcza ten sposób rozwiązywania „konfliktu”. Dalej możemy przeczytać :„w kategoriach ewolucyjnych zabijanie przynosi (…) ogromne korzyści” (!). Po lekturze takich stwierdzeń zastanawiam się czy autor skupiając się na swojej koncepcji nie zatraca etycznego jej wymiaru, determinując jednostkę do wyboru najkorzystniejszych strategii zapewniających przetrwanie? Jeżeli autor permanentnie utwierdza mnie w przekonaniu, że „każdy z nas może być mordercą”, a teza ta jest często podsycana określeniami typu: ”mogą [to] zrobić osoby, po których nigdy byśmy się nie spodziewali” czy „zdolność do zabijania (…) czai się w każdym z nas, nawet w osobach, które darzymy odwzajemnioną miłością” itp., wzmacnia to u mnie przekonanie, że natura przystosowała mnie do zabijania, a dziwne, że jeszcze nie mam takiego czynu na sumieniu. No właśnie na sumieniu.

Książka napisana jest w sposób przystępny, choć nie jest wolna od znacznych uproszczeń. W publikacji roi się od stwierdzeń typu: ”w mózgu istnieją wyspecjalizowane obwody psychiczne, które pozwalają nam rozważać zabójstwo jako rozwiązanie konkretnych problemów adaptacyjnych”(?). Dalej, w rozdziale : „Kiedy miłość zabija”,  możemy odnaleźć następujący fragment: „W miarę jak analizowaliśmy [Buss i współpracownicy] dane dotyczące morderstw w związkach intymnych (…) odkrywaliśmy wzorce wskazujące na głębszą „logikę” psychologiczną”. O jaką to „głębszą logikę” chodzi autorom badania? „Na podstawie rozważań przedstawionych w poprzednich rozdziałach  można przypuszczać (!), że mężczyźni częściej zabijają partnerki, które darzą miłością; dane te pochodzą ze statystyk FBI ….częściowo ujawnionych – są to spekulacje urastające do prawd naukowych. W publikacji, przynajmniej pretendującej do naukowej, „dowody” tego typu  są niedopuszczalne. Na marginesie: takie zabiegi mają tylko podnieść ciśnienie w żyłach czytelnika, lecz zaciemniają naukowy wywód. Autor wielokrotnie powtarza te same dowody na swoje tezy- jakby przez sam fakt częstości występowania danego stwierdzenia rosła jego wartość jako jedynej obowiązującej prawdy. Ilustracją dla prezentowanych hipotez stanowią liczne przykłady, co stanowi istotny walor publikacji. Jednak odnoszę wrażenie, że wsród „tysięcy” przebadanych osób, o których wspomina autor, można by było znaleźć dowód na każdą, nawet najśmielszą koncepcję. W publikacji brakuje elementarnych analiz statystycznych przebadanej grupy, prezentowane są tylko fragmentaryczne dane procentowe.

Oceniając tekst Bussa zaproponuję również soczewkę gender. Gender studies to „interdyscyplinarna refleksja nad socjo-kulturowymi uwarunkowaniami płci” (Agnosiewicz). Wyznawcy tego prądu intelektualnego twierdzą, że zarówno męskość jak i kobiecość stanowią konstrukt kulturowy. Próbując usytuować gender studies na osi kultura – natura, koncepcję tę usytuowalibyśmy na przeciwległym krańcu względem socjobiologii. Autor wyraźnie rozgranicza płeć morderców, przypisując mężczyznom prym w pozbawianiu życia jednostek. Tłumaczy agresję „samców” w następujący sposób: „Mężczyźni maltretują swoje partnerki, aby rozwiązać konkretne problemy adaptacyjne”. Twierdzi dalej, że w kategoriach sukcesu reprodukcyjnego przemoc jest bardziej kosztowna dla kobiet aniżeli mężczyzn, ponieważ śmierć „samicy” przyniosłaby nieodwracalne skutki, gdyż to kobieta (sic!) ma za zadanie wprowadzić dziecko w dojrzałość. Wynika z tego, że partner na pewnym etapie jest zbędny, a wręcz niepożądany, zważywszy na jego statystycznie częstsze mordercze skłonności. Odniosłem wrażenie, że książka ma za zadanie legitymizować męską agresję, dać jej biologiczne uzasadnienie; rozgrzeszając rzesze „damskich bokserów” czy skrajnie – zabójców. Przecież robią to mimo woli realizując plan ewolucyjny. Na końcu rozdziału „Złodzieje partnerów” autor dostarcza puenty (bazującej na mądrości ludowej): „W miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone”. Zatem… chwytam za nóż. Autor za wszelka cenę stara się znaleźć namacalną różnicę pomiędzy płciami w akcie morderstwa. Należy się jednak zastanowić, czy bazując na stereotypach związanych z płcią, nie zatraca się naukowej perspektywy. Faktem jest, że i kobiety mordują, czego wytłumaczenie autor stara się przedstawić, jednak próba wyjaśnienia tego zjawiska niespecjalnie mnie przekonuje.

Zastanawiam się, czy może walorem tej „lekkiej” książki nie jest jej walor poradnikowy. Z jednej strony dostajemy jednoznaczne tłumaczenie agresji homo sapiens, co pozwala lepiej „zrozumieć” morderców, z drugiej zaś otrzymujemy receptę, co zrobić aby jednak nie mordować, ustrzec się przed byciem ofiarą (jak zapanować nad morderczym umysłem?). Na koniec książki dostajemy pouczenie abyśmy walczyli z morderczymi instynktami, które zakorzenione są w naszej naturze. Jak już wspomniałem, wielokrotność powtórzeń daje czytelnikowi wrażenie jedynej prawdy, której dostarcza autor. Dalej, iż „jeżeli chodzi o morderstwo, to w naturze tkwi źródło problemu, jak i klucz do jego rozwiązania”. Jakie przestrogi dostajemy na koniec? Mamy być świadomi realności zabójstwa, „zwłaszcza z ręki tych,których znamy i kochamy”. Mamy się strzec mężczyzn, którzy „o sekundę za długo wpatrują się (w[nas] pożądliwym wzrokiem”, „uważaj na partnera kobiety, którą wcześniej uwiodłeś”, „miej baczenie na byłego partnera, który po rozstaniu zmienił się w prześladowcę” itp.

Z dobrze zapowiadającej się książki zrobił się magiel. Istotnym faktem jest zwrócenie uwagi na biologiczne podłoże niektórych społecznych zachowań, jednak formuła, jaką przyjął autor, zdewaluowała książkę do marnej publikacji popularnonaukowej.

Na koniec chciałbym wrócić do wstępu, w którym zasugerowałem, iż niesłabnącą ciekawością cieszą się informacje na temat morderstw, złoczyńców. Media wyłapują co ryzykowniejsze tezy i wygłaszają je jako obowiązującą prawdę, potęgując poczucie zagrożenia. Zastanawiam się czy w przekazie medialnym nie następuje zamazanie negatywnej oceny zabójców. W ten nurt wpisuje się też książka Bussa. Zbrodnia sama w sobie zaczyna być intrygująca, budząca częściej zaciekawienie aniżeli potępienie. Sam autor w rozdziale „Status i reputacja” wskazuje, że „masowi mordercy (…) zabijają po to, by wspiąć się na szczyt hierarchii [społecznej] i tam pozostać” nie zaś jak „większość z nas uważa, że przyczyną morderczych impulsów (…) jest czyste zło albo głęboka patologia”. Szkoda, że autor nie wysilił się na dostarczenie czytelnikowi przekonujących dowodów na zaprezentowane hipotezy i unikał jak ognia polemiki z rywalizującymi koncepcjami tłumaczącymi zjawisko morderstwa. Pomimo takiej oceny, jestem przekonany, że książkę warto znać choćby po to, aby zastanawiając się nad zjawiskiem zabójstw, brać pod uwagę inne, poza społecznymi koncepcje wyjaśniające.

(5)
Reklama
Komentarze