Zaloguj
Reklama

Relacyjna rzeczywistość lekarz-pacjent, nauki i refleksje

Relacyjna rzeczywistość lekarz-pacjent, nauki i refleksje
Fot. medforum
(5)

Prawidłowy kontakt lekarza z pacjentem stanowi jeden z podstawowych czynników sukcesu terapeutycznego. Nie tylko w psychiatrii.

Jednym z istotnych czynników leczących w psychiatrii jest relacja lekarza z pacjentem. Najważniejszym zadaniem leczącego wydaje się być nawiązanie dobrego kontaktu z chorym. Oznacza to szukanie wspólnej płaszczyzny porozumienia i to w sposób, który umożliwiłby osiągnięcie równowagi pomiędzy empatią, a dystansem. Zbytnia bliskość może być zagrażająca dla autonomii chorego. Jednocześnie nie wszystko można rozwiązać w empatii. Czasami konieczne jest oddalenie i umiejętność spojrzenia z boku. Chory przeżywa zarówno silne pragnienie kontaktu interpersonalnego jak i dużą obawę przed nim. Przed wtargnięciem w jego wewnętrzny świat, utratą kontroli, tożsamości oraz poczucia siebie. Należy szanować prawo pacjenta do zachowania dystansu. Wiele osób czuje się zdecydowanie lepiej, gdy traktuje się ich powściągliwie i formalnie, ale z szacunkiem, bez okazywania nadmiernej serdeczności i współczucia. Generalnie celem lekarza jest zmniejszenie poczucia chaosu, osamotnienia i przerażenia. Swoistego rodzaju sprawdzianem, czy kontakt jest dobry czy zły jest zaufanie jakie pacjent ma do leczącego.[1,2]
Elementami koniecznymi przy wchodzeniu w kontakt są: otwartość, akceptacja i przyzwolenie. Ważne jest bycie z chorym, rozmowa, okazywanie wsparcia, przeżywanie wspólnych sytuacji, a czasem dawanie (adekwatnie do możliwości) zadań. Należy uważnie słuchać jak chorzy przeżywają świat, próbować rozpoznać uczucia, które kryją się za objawami chorobowymi. Czasami, w przypadku osób głęboko chorych, można tylko być z pacjentem, towarzyszyć mu dopóki nie będzie się w stanie do nas wprost zwrócić.
Podstawowe błędy, niedopuszczalne w psychiatrii postawy, których powinien unikać lekarz wchodzący w kontakt z osobą chorującą psychicznie to wg Antoniego Kępińskiego:
- błąd postawy „podmiotu do przedmiotu”,
- błąd maski oraz
- błąd sędziego.

Spróbuję je poniżej krótko scharakteryzować.
Nie można nigdzie, a w szczególności w medycynie traktować drugiego człowieka jak przedmiot. Lekarz powinien być przewodnikiem, który ma doprowadzić chorego do zdrowia. Podejmuje odpowiedzialność wzmocnioną autorytetem wiedzy. Związane z zawodem przyjmowanie roli dominującej odbija się czasami na osobowości lekarza tworząc to co określa się jako zawodowy charakter. Należą tutaj takie cechy jak przesadna pewność siebie, skłonność do arbitralnych decyzji oraz maska powierzchownej życzliwości. Poprzez maskę rozumiemy nabyte w ciągu życia i utrwalone w kontaktach z otoczeniem sposoby zachowania się, za pomocą których człowiek nie objawia na zewnątrz tego, co w nim się dzieje, kieruje swoimi reakcjami w ten sposób, że są akceptowane przez społeczne otoczenie. Według Kępińskiego lekarz nie powinien być wobec chorego sztuczny, przybierać takiej czy innej maski, która jest niezgodna z jego aktualnym psychicznym przeżyciem. Powinien być w miarę możliwości sobą. Nie starać się przyjmować postawy współczującej, naukowej, koleżeńskiej, moralizatorskiej itd. Lepiej pokazać swoje uczucia, choćby w danym momencie dla chorego negatywne (np. zirytowanie bądź znużenie rozmową czy zachowaniem się chorego) niż nakładać maskę wyniosłej obojętności lub udawanego współczucia. Chorzy, zwłaszcza psychotyczni są bardzo wrażliwi na nieszczerość uczuć, wbrew tradycyjnej opinii wydaje się, iż cechuje ich nadwrażliwość interpersonalna. Oczywiście psychiatra nie może sobie pozwolić na zbytnie manifestowanie emocji wobec chorego, złościć się na niego, okazywać swego lęku czy agresji. Uczucia muszą być szybko poddawane kontroli, nie można jednak robić tego połowicznie przez nałożenie ugrzecznionej maski. U każdego istnieje tendencja do oceny swych bliźnich w kategoriach wartościujących: miły-niemiły, sympatyczny-niesympatyczny, dobry-zły itp. Wartościując napotkanego człowieka z góry determinuje się własne, w stosunku do niego, nastawienie emocjonalne. Takie nastawienie „z góry” (na podstawie posiadanych informacji) bywa nieraz krzywdzące i utrudnia wzajemny kontakt. Nerwica, psychopatia czy psychoza prawie z reguły spotykają się w społeczeństwie z postawą negatywną. Lekarz nie powinien należeć do tego kolegium sędziowskiego; postawa tego typu często uniemożliwia badanie i niweczy wysiłek terapeutyczny, a chory wobec takiego nastawienia mobilizuje mechanizmy obronne. Czując, że lekarz go ocenia broni się gwałtowną manifestacją swych objawów chorobowych, które go mają w jakimś sensie usprawiedliwić, wzbudzić współczucie otoczenia (nerwice). Przyjmuje postawę zaczepną, wręcz wrogą, przed potępieniem broni się nienawiścią (np. w schizofrenii) lub antycypując wyrok sędziów sam siebie potępia, wymierza karę w postaci psychicznego samobiczowania, udręki potępiania przez siebie samego (np. w depresji). Trudno wyzbyć się pozy oceniającej, wszyscy ją prezentujemy. Powinno się jednak zdawać sobie sprawę ze swojego nieraz irracjonalnego stosunku do chorego, przeanalizować go i ewentualnie zmienić. Chodzi głównie o to, by nie usztywniać się w swoich nastawieniach uczuciowych do chorego, by móc je zmieniać w zależności od tego jak rozwija się przed nami obraz chorego.[2]
Źródłem trudnego kontaktu z chorym może być uporczywość objawów, mogąca budzić irytację oraz gniew. Ta deprywacja potrzeby sukcesu może wywoływać chęć porzucenia pacjenta. Zagrożenie poczucia bezpieczeństwa związane z poczuciem braku kontroli, gwałtowną zmiennością, domniemaną nieprzewidywalnością zachowań chorego powoduje czasami narastanie strachu. Odmowa kontaktu przez chorego, jego izolowanie się również stanowi trudność ze względu na obawę przed zburzeniem obrazu siebie jako osoby, z którą wszyscy lubią rozmawiać. Często w takich sytuacjach pomaga refleksja, że choremu jest obojętne z kim miałby rozmawiać (on po prostu nie chce). Czasami jak już wcześniej wspominałam konieczna jest metoda wolnych przybliżeń, bycie z kimś. Trudne może być również ograniczenie uczuć, tematów (np. lęk, agresja; w depresji znikomo mała lub żadna liczba tematów) i związana z tym monotonia wrażeń, doświadczeń. Brak współbrzmienia, a także sztywność relacji np. zatrzymanie się na poziomie dystansu.[1, 2, 3]
Lęk u leczącego, uczestniczącego w dialogu z pacjentem, może powodować i nasilać brak wprawy w nowej sytuacji, własna nadmierna ambicja zrobienia czegoś od razu dobrze, nadmierne poczucie odpowiedzialności, a także fakt poruszania w rozmowie zagadnień uważanych za drażliwe czy intymne. Skutkiem lęku u lekarza; jest osłabienie jego inwencji i wrażliwości. Czasami nadmierne gadulstwo, maniery w zachowaniu np. ciągły uśmiech na twarzy może stanowić wyraz wysiłku, aby za wszelką cenę wydać się pobłażliwym.
Mocno ściągnięte brwi mogą wskazywać na desperacką próbę okazania uwagi i zainteresowania pacjentowi i przyjęcie postawy specjalisty, dla którego nie ma tajemnic.
Patrzenie na badanego z ukosa, podnoszenie brwi, mruczenie przy tym „uhm, uhm”, tak, żeby nie budziło wątpliwości, że nie są im obce nawet najgłębsze sekrety.
Najgorsze skutki powodują zachowania wywołujące u pacjenta poczucie winy i bezwartościowości np. wykazywanie niekonsekwencji w jego opowiadaniu, wypowiadanie lekceważących sądów o jego czynach lub postawach, strofowanie pacjenta, pouczanie go, wskazywanie mu konieczności bezwzględnej uczciwości i poważnego traktowania sprawy.
Te metody dają klinicyście złudne poczucie własnej wyższości oraz możności zrzucenia winy na badanego, jeżeli relacja układa się niepomyślnie. Zdobycie doświadczenia powoduje złagodzenie lęku. Ważne jest uświadomienie sobie w jakich okolicznościach zaczynamy się denerwować, jak się wówczas zachowujemy. Pomaga również zdanie sobie sprawy z tego, że większość osób chętnie mówi o sobie. Klinicysta powinien widzieć siebie jako kogoś kto usuwa zapory w wypowiadaniu się pacjenta, kogoś kto działa przede wszystkim w jego interesie, niż jako groźnego sędziego śledczego. [3]
Chciałabym, żeby ten artykuł stanowił wstęp i inspirację do refleksji, a może i dyskusji nad relacją jaka łączy lekarza i pacjenta chorującego psychicznie. Wydaje się, iż w tej dziedzinie medycyny jest to szczególnie ważny temat, często jednak „zapominany” w codziennej praktyce.

Literatura:
1 Kaplan H., Sadock B.: Psychiatria kliniczna. Wrocław, Urban i Partner 1998
2. Kępiński A.: Poznanie chorego. Warszawa, PZWL 1978
3. Wallen R.: Psychologia kliniczna. Warszawa, PWN 1964

autorka jest psychologiem, asystentem na
Katedrze i Klinice Psychiatrii i Psychoterapii ŚlAM
Katowice, ul. Ziołowa 45
 

Sponsor projektu:
(5)
Reklama
Komentarze