Zaloguj
Reklama

Smutek mam we krwi

Autor/autorzy opracowania:

Źródło tekstu:

  • Psychiatria.pl

Adres www źródła:

Kategorie ICD:

Kategorie ATC:


Smutek mam we krwi
Fot. ojoimages
(4)

Przyznam się już na początku, że tytułu tym razem nie wymyśliłam sama. Kto słyszał ten wie, że to tytuł piosenki. To jednak właściwie nie jest takie ważne, pomyślałam tylko, że to zdanie określa dobrze całą populację ludzką. Jakby się dobrze zastanowić, to każdy z nas ma smutek we krwi.

 

Każdy się smuci, nie raz, nie dwa, po prostu przez całe życie. Niektórzy twierdzą nawet, że są smutni bardziej teraz, to znaczy jesienią. Zapytam więc od razu: czym właściwie jest smutek? Odpowiedź, która nasuwa mi się jako pierwsza, brzmi: emocją, którą reagujemy na negatywne aspekty naszego życia. Po chwili zastanowienia dodałabym jeszcze, że nieodłączną częścią naszego życia. A kiedy się jeszcze głębiej zastanowię, to właściwie już sama nie wiem, czym on jest.
 
Nie jestem też w stanie wyobrazić sobie życia ludzkiego, w którym nie byłoby smutku. Przypomina mi się wiersz mojego ulubionego poety, ks. Jana Twardowskiego, który pisze w swojej Odzie do rozpaczy : „a przecież bez Ciebie/ byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz”. Gdyby smutek nigdy nie istniał, oczywiście nikt nie tęskniłby do niego. Jednak gdyby nagle go zabrakło? Czy nie poczułbyś się zmęczony ciągłą radością?
 
Być może znajdzie się ktoś, kto odpowie na to pytanie twierdząco. Ja osobiście, żywo bym zaprzeczyła a to dlatego, że jestem melancholikiem i to bardzo wrażliwym. Okazuje się więc, że jak zwykle wiele zależy od osobowości. Wracając na ziemię, w razie czego przypomnę: smutek istnieje i czyha na nas tej jesieni. Nie odgoni go zapewne witamina C, niezawodna w przypadku przeziębienia. Jednak istnieje niezliczona ilość sposobów, aby go przegonić. Który ja polecam? Dobra, klimatyczna książka, przeczytana pod ciepłym kocem.
 
Czasami bywa tak, że żadna książka, żaden film, żadna przyjemność nie potrafi odgonić smutku. Człowiek smuci się coraz częściej, aż w końcu w ogóle nie przestaje. Stąd już bardzo prosta ścieżka do choroby zwanej depresją (dziś już obarczonej mianem choroby cywilizacyjnej). Niestety w takim przypadku trzeba wybrać się w bardzo długa podróż zwaną leczeniem. Właśnie w takich przypadkach mówi się często o tym „niezdrowym” smutku.
 
Skoro istnieje ciemna, to musi również istnieć jasna strona tego medalu. Co można nazwać zdrowym smutkiem? Myślę, że krótki płacz pozwalający rozładować nerwy albo moment potrzebny tylko dla samego siebie, aby trochę rozczulić się nad swoim losem. Nieważne, co byśmy jeszcze wymienili i tak najważniejszą różnica jest fakt, że zdrowy smutek nie przechodzi nas aż do kości, nie wypełni nas całych do tego stopnia, że nie tylko zechcemy umrzeć, ale w ogóle przestać istnieć. Zdrowy smutek przychodzi na chwilę, tak jak chwila oddechu, jak deszcz w ciepłe dni. Przychodzi po to, aby następnie odejść, a nie po to, żeby nas zniszczyć. Pozostaje tylko problem, jak rozpoznać, który smutek nas dotyczy? Na to już chyba nie odpowiem.
 
Teraz to już chyba wszyscy się ze mną zgodzą, że smutek jest nam wszystkim potrzebny. Przypomina mi się kiedyś usłyszane zdanie, które mówi o tym, że „najpiękniejsze dzieła sztuki powstały ze smutku”. Dowodzi to, że smutku nie trzeba od razu łączyć z destrukcją. Można by go nawet odpowiednio wykorzystać, wystarczy postawić na ten zdrowy smutek. Tak czy inaczej, smutek mamy we krwi i nie wygląda na to, żeby coś się miało zmienić. Dlatego, zamiast cały czas z nim walczyć, dla własnego dobra, jeszcze raz spróbujmy go zaakceptować.
(4)
Reklama
Komentarze