Zaloguj
Reklama

Uzależnienie od Internetu - wywiad z dr Habratem

Autor/autorzy opracowania:


Uzależnienie od Internetu - wywiad z dr Habratem
Fot. iStock
(0)

Uzależnienie od Internetu - wywiad z dr Habratem.

Maciej Matuszczyk: Panie Doktorze. Chciałbym zapytać o Pana stosunek do wpływu nowych mediów, np. Internetu na zdrowie psychiczne.

Bogusław Habrat: Ponieważ zajmuję się uzależnieniami, często zwracają się do mnie przedstawiciele różnych mediów z pytaniem, ilu pacjentów uzależnionych od Internetu albo bardziej ogólnie od komputera, leczy się z tego powodu w moich w należących do mojego Zespołu oddziałach. Większość jest zdziwiona, iż nie jest to zaburzenie, które wymaga hospitalizacji, stosowania wyszukanych metod biologicznych lub bardzo intensywnej psychoterapii. Obiegowe opinie jednak mówią, iż obcowanie z komputerem (grami, internetem etc.) jest to bardzo uzależniające, podobnie jak uzależnienie od substancji psychoaktywnych.
Staram się szerzyć pogląd, że jest to zaburzenie pod wieloma względami różniące się od uzależnień od substancji psychoaktywnych. Co prawda, psychologiczne i neurobiologiczne mechanizmy są obu „uzależnień” są podobne, jednak w przypadku substancji psychoaktywnych mamy do czynienia z brutalną ingerencją w delikatne mechanizmy neurofizjologiczne, podczas gdy bodźce prowadzące do „uzależnienia od przyjemności” jakościowo mają charakter fizjologiczny, a co najwyżej dochodzi do ich ilościowego nadmiaru. Należy zawsze brać pod uwagę, że można wiele godzin spędzać przed komputerem, a jednocześnie doskonale funkcjonować we wszystkich rolach społecznych. Z drugiej strony nadal jeszcze w wielu zawodach można sobie zupełnie dobrze radzić nie używając w ogóle Internetu.

MM: Jednak w przeciwieństwie do innych uzależnień często nie można całkowicie odstawić komputera. Praca na nim może stanowić podstawowe źródło utrzymania danego człowieka, np. informatyka

BH: Mówienie, że nie ma żadnej dobrej pracy, którą można wykonywać bez komputera, jest dużą przesadą. Jednak jeśli komputer ma wpływ zupełnie niszczący życie, to należy go „odstawić”. Podobnie jak barman, pracownik gorzelni lub przedstawiciel firmy, którzy stali się alkoholikami na skutek specyficznych okoliczności związanych z pracą zawodową muszą znaleźć nową pracę lub zmienić zawód. Życie to umiejętność dokonywania wyborów...
Wydaje się, że nadszedł czas na przedefiniowanie terminu uzależnienia biorąc pod uwagę podobieństwa i różnice między uzależnieniami od substancji psychoaktywnych a innymi zaburzeniami o charakterze natręctw, u których podłoża leży uzależnienie od przyjemności. Bo unitarystyczne teorie mówią o jednym uzależnieniu: od przyjemności. Czasem nazywa się to wyuczonym zachowaniem, w którym istotną role odgrywa mechanizm warunkowania pozytywnego. Przyjemność, która może uzależnić nie jedno ma imię. Może być heroiną, alkoholem, seksem, hazardem, pracą zawodową, zbieractwem, jedzeniem, zakupami itd. itd.. Może być też surfowaniem po Internecie.
Propozycja zastanowienia się nad różnicami i podobieństwami miedzy uzależnieniem od substancji psychoaktywnych a natrętnymi zachowaniami hedonistycznymi jakoś na razie nie została podjęta.
A szkoda, bo chyba współczesne czasy niosą istotne zagrożenia, których nigdy nie było na taką skalę. Pierwsze z tych zagrożeń to powszechna dostępność różnego rodzaju atrakcyjnych dóbr. Drugi rodzaj zagrożeń - chyba niedoceniany – to zmiany kulturowe: szerzenie się postaw hedonistycznych, konsumpcyjnych i ludystycznych przy jednoczesnym zmniejszeniu atrakcyjności postaw wyrzeczeniowych, ascetycznych. Udane życie postrzegane bywa w kategoriach „ustawienia się” rozumianego głównie jako stworzenie dostępu do dużej różnorodności i częstości korzystania z atrakcji, jakimi w nadmiarze kusi współczesny świat.
W kategoriach behawiorystycznych można współczesne czasy jako zachwianie równowagi między warunkowaniem pozytywnym a negatywnym na „korzyść” tego pierwszego.
Myślę, że powinna powstać nowa definicja uzależnień, która uwzględnia różne fakty biochemiczne, psychologiczne oraz to, na ile te same mechanizmy psychologiczne znajdują odbicie w faktach etiopatogenetycznych, biologicznych.
Ostatnio obserwuje się wzmożoną czujność społeczeństw na różne uzależnienia i pseudouzależnienia. Istotną rolę odgrywa czynnik kulturowy. Do „starych” uzależnień społeczeństwa przyzwyczaiły się i nawet mimo powszechnych ogromnych szkód reagują na nie leniwie, bez paniki. Np. rocznie w Polsce umiera 60-70 tys. osób na choroby odtytoniowe, ale palacze nie budzą szczególnej opiekuńczości lub troski. „Pracoholizm” nie niepokoi, raczej ma pozytywną konotację („pracowitość”).
Nowe uzależnienia budzą nieadekwatne reakcje. Młodzież paląca papierosy najczęściej nie spotyka się z dezaprobatą, a co najwyżej z ogólnikowymi wypowiedziami na temat: „do czego ten świat zmierza”. Marihuana budzi panikę i chaotyczne zachowania, choć chorobowość i umieralność w wyniku jej palenia jest nieproporcjonalnie mniejsza niż w przypadku palenia wyrobów tytoniowych. Bycie molem książkowym jest raczej komplementem, choć trudno wykazać na czym polega przewaga poznawania świata przez czytanie nad poszukiwaniem informacji w Internecie. Argumenty o szkodliwości dla zdrowia komputera jako żywo przypominają argumenty o szkodliwości telewizji (były już wtedy, gdy cały nudny jeden program trwał nie dłużej niż 4-5 godzin dziennie), a wcześniej o szkodliwości „nadmiernego” czytania.
Opiekuńczość matek była oceniana pozytywnie i w zasadzie nie było górnych limitów takich zachowań. Dziś nieraz interpretuje się te zachowania w kategoriach patologii. „Tytani pracy” byli podawani za wzór, dziś przyczepia się im łatkę „pracoholików” i zaleca terapię. A kolekcjonerzy i inni „pasjonaci”... Casanovę stosunkowo (przepraszam za skojarzenia) od niedawna przesunięto z kategorii dziwactw lub przedmiotu podziwu do kategorii uzależnienia od seksu. Takie osoby były zawsze, ale dopiero teraz zostały „zpsychopatologizowane”.
To wszystko wymaga zrewidowania poglądów na temat normy, psychopatologii życia codziennego i „psychopatologii chorobowej”. Również pogłębionej dyskusji nad relatywizującą rolą czynników kulturowych
Czynnikiem, który do niedawna, miał największy różnicujący ciężar były skutki somatyczne. Tzn. zakładało się, iż przyjmowanie środków psychoaktywnych wywoływało konkretne szkody zdrowotne, natomiast uzależnienie od różnego rodzaju czynności, tych ubytków na zdrowiu, przynajmniej teoretycznie, nie powinno wywoływać. A mogą jednak powodować. Chociaż może się to wydawać za bardzo naciągane. Podobnie jak narkoman może spowodować szkody zdrowotne nie samym narkotykiem, ale jego zanieczyszczeniami biologicznymi (HCV, HBV, HIV) i chemicznymi, tak uzależniony od książek może dostać astmy od kurzu półek bibliotecznych. Ale to jest tylko pośrednio związane z mechanizmami uzależnienia.


MM: Szukając w piśmiennictwie doniesień na temat uzależniania od Internetu natknąłem się na opinie, iż te zaburzenia są bliższe schorzeniom z grupy F40-F49 niż F10-F19. Pojawiały się poglądy, iż może to być forma zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych

BH: Tak. Jednak jeśli uzależnienie od Sieci zaliczyć do OCD, to uzależnienie od alkoholu lub kokainy też można zaliczyć do tych zaburzeń. Oprócz składowej czysto chemicznej istotną rolę w tych uzależnieniach od substancji psychoaktywnych odgrywa również składowa kontekstualna: np. niektóre scenki biesiadne lub filmy ze scenkami używania narkotyków mogą wywoływać głód substancji. Także składowe: apetytywna i konsumacyjna są podobne w uzależnieniach i niektórych natręctwach. A także element wyuczonego skojarzenia, że mimo „obiektywnej” absurdalności lub szkodliwości zachowań kompulsywnych poddanie się im daje przyjemność a przynajmniej usuwa przykrość zmagania się z pokusą.

MM: Jednak w przypadku np. alkoholizmu w pewnym momencie wytwarza się uzależnienie somatyczne, związane ze zmianami czynnościowymi w organizmie.

BH: Zmiany te są jednak dość dyskretne (no, może poza objawami wegetatywnymi) i u ludzi dość słabo przebadane. Czy podobnych jakościowo zmian nie ma u uzależnionych od przyjemności innych niż spowodowane substancjami psychoaktywnymi? Czy u kogoś, kto pozostaje pod wpływem przewlekłego stresu, związanego z pracą, jakieś neurosteroidy nie uszkadzają np. hipokampa, w taki sposób, iż ta osoba staje się bardziej organiczna. Nie wiemy. A skuteczność leków serotoninergicznych jest zbliżona w niektórych uzależnieniach i OCD. Czyżby to wynik wspólnych mechanizmów patogenetycznych? Wiele doświadczeń na zwierzętach to potwierdza.

MM: Czy brak takiej wiedzy jest związany z brakiem metod diagnostycznych o odpowiedniej czułości?

BH: Nie tylko. Narzędzia diagnostyczne są wtórne do potrzeb wynikających z teorii. A ta potrzebuje odświeżającego spojrzenia. Brakuje też badań prospektywnych, które by te teorie potwierdziły.
Wracając do Internetu. Jest to faktycznie medium, które potrafi wciągnąć. Tyle, że jeśli za nim idą pieniądze, jest traktowane jako sprawa pozytywna. Z kolei jeśli inna osoba spędza tyle samo godzin przed komputerem, tylko jeszcze wydaje pieniądze na, niestety bardzo drogie, połączenia, to już jest interpretowane jako rzecz negatywna. Tu wchodzi w grę czynnik ekonomiczny, który nie może różnicować co jest normalnym a co patologicznym sposobem korzystania z Internetu.
Po koniec lat 70-tych w jednym z bardziej szacownych czasopism psychiatrycznych, w numerze kwietniowym opublikowano artykuł o uzależnieniu od komputera. Nie przez przypadek praca ukazała się w kwietniu. Był to numer prima aprilisowy. Tam napisano w sposób parodystyczny, ale używając poważnego, naukowego aparatu pojęciowego, że ktoś kto korzysta z komputera może się od tego uzależnić. Przez analogię do innych schorzeń pisano o RFM (Rapid Finger Movement) etc. Używano tam tej samej terminologii co do opisu uzależnień i natręctw. Wtedy artykuł ten był tekstem satyrycznym, kabaretowym. Streszczając go nie mogłem dokończyć zdania - tak duże rozbawienie wzbudzał. Na tamte czasy był to tekst wręcz absurdalny. Wiele lat później artykuły pisane tym samym językiem nie mają już charakteru kabaretowej wypowiedzi. Mają raczej sens pseudonaukowy rzadziej: naukowy. Treść prawie ta sama, ale już teraz nikt się z tego nie śmieje. I może tylko tego „rapid finger movement” już nikt nie wspomina.

MM: Dziękuję za rozmowę
Biegniemy sprawdzić, czy nie ma czegoś ciekawego w naszej skrzynce e-mailowej???

Dr n.med. Bogusław Habrat
jest kierownikiem Zespołu Profilaktyki i Leczenia Uzależnień
Instytut Psychiatrii i Neurologii
Warszawa

(0)
Reklama
Komentarze