Serwisy Medforum

Reklama

Forum: Psychiatria - grupa dla rodziny i pacjenta

(3)

Temat: toksyczny związek?? (339)

  • 27-06-2008 19:43:00


    06-04-2008 o 00:19, gość :

    Jestem w związku 8 miesięcy.. może to mało..ale przez ten czas wydarzyło się bardzo dużo. Kiedy go poznałam, był cudowny, opiekuńczy, czuły, okazujący zainteresowanie i troskę niemal na każdym kroku. Praktycznie zżyliśmy się bardzo szybko, nić porozumienia i uczucia nawiązana po tak krótkim czasie jeszcze potęgowała nasze przekonanie, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Bywały drobne sprzeczki, ale kończyły się zgodą, a on reagował tak, jak powinien - kiedy zawinił, to przeprosił, mówil też o swoich oczekiwaniach, o tym, co jemu przeszkadza, więc zawsze dochodzilismy do porozumienia. Adorował mnie i pielęgnował związek. W ciągu ostatniego miesiąca wszystko stanęlo na głowie. Nie wiem, czy to moja uległość i chęć łagodzenia wszelkich nieporozumień doprowadziła do tego, że zaczął sobie na coraz więcej pozwalać, czy może po prostu wyszedł z niego prawdziwy charakter. Stał się wulgarny, przestał brać pod uwagę moje zdanie. W tej chwili praktycznie doszło do sytuacji, że ja boję się zwrócić mu o cokolwiek uwagę, bo wiem jak się to skończy. Jak zwykle uniesie się, a jego chora chyba duma nie pozwoli na to, zeby sie do czegokolwiek przyznać..Nie szanuje moich odczuć...ciężko mi nawet powiedzieć, że jakieś jego zachowanie mnie zabolało, że mnie rani.. bo albo ucina rozmowę, albo powołuje się na ostateczne argumenty - "że skoro tak go postrzegam, tak jest mi źle, to powinnam się zastanowić nad tym, czy to ma sens". Mówił, że on szuka związku, w którym nie będzie kobieta generowała niepotrzebnych problemów, która będzie stroną łagodzącą i ustępującą. Ale na miłość Boską, nie da się zawsze ustępować, nie wtedy, kiedy mnie rani.. Chyba mam w końcu coś do powiedzenia.. Problem polega na tym, ze on zawsze obraca sytuację w ten sposób, że to ja go uraziłam, że to ja się czepiam (tak..wciąż słyszę, ze się czepiam..każde moje wymaganie, czy zwrócenie uwagi to czepianie). Mówi, że kocha..że mu zależy..a z drugiej strony jakby manipuluje mną, stawia mnie na pozycji poddanej - nie mającej prawa się o nic obruszyć, o nic zwrócić uwagi.. Ostatnio zrobił mi awanturę o to, ze kiedy jechalismy razem samochodem..on kierował, szukaliśmy drogi i zadzwonil do mnie pan, z którym była umówiona na spotkanie o pracę (właśnie tam jechaliśmy), tłumaczył mi przez tel. drogę, on (mój chłopak) powiedział,żebym dała mu go do tel. więc powiedziałam tamtemu człowiekowi, że dam do telefonu kierowcę, to lepiej się dogadają co do drogi. Zrobił mi później (mój chłopak) awanturę, że nazwałam go kierowcą, przeklinał przy tym, że go nie szanuje, że jak ma robic za kierowcę, to już nigdy mnie nigdzie nie zawiezie itd. i powiedział, że teraz jak będziemy gdzieś razem i ktoś zadzwoni, to będzie mowil, ze jest u zanjomej tudzież koleżanki.. Przeraził mnie.. nie takiego go znałam, nie wiem co się z nim dzieje, dlaczego mnie rani ostatnio, nie liczy się z moim zdaniem, dlaczego pozwala sobie na więcej. Dodam tylko, że nie ma możliwości przeporwadzenia z nim normalnej rozmowy i powiedzenia, co mnie boli, bo od razu reaguje bardzo nerwowo, ucina rozmowe, wychodzi itd. Ostro też raz już próbowałam, to było jeszcze gorzej.. Dochodzę do wniosku, że ma apodyktyczny charakter, ogromną dumę osobistą, którą byle czym można urazić, jest wybuchowy i egoistyczny.. Ale kocham go nad życie, i nie może do mnie dotzreć, ze po 7 miesiacach bajki, jakiej naprawdę nigdy nie doznałam wcześniej, burzy się to wszystko, dzięki czemu byłam szczęśliwa.. Nie mam siły podjąć decyzji o rozstaniu.. ale zaczynam się bać o to, co będzie dalej, zaczynam się czuć nieszanowana w tym związku.. Jak rozmawiać z tym człowiekiem? Do jakich argumentów się odwoływać? co robić? ( choć niby odpowiedź wydaje się oczywista).
    Ostatnia edycja: 27-06-2008 19:43:00
  • 27-06-2008 20:07:00

    Wszystko co tu przeczytałam upewniło mnie tylko,ze tez jestem w toksycznym związku.Aż dziw,że to mi sie też przytrafiło,bo nie jestem młodą dziewczyną jak większosć z Was i myślałam,że po 10 letnim nieudanym małżeństwie i 12 letnim konkubinacie mam już pewne doświadczenia.Ale tamto to była bajka.Panowie moze nie byli trafieni(mam pecha do mężczyzn typu bluszcz),chętnie dawali sie utrzymywać sami nic nie dając w zamian ale byli uprzejmi i nieszkodliwi.Gdy rozstałam się z panem który nie chciał się dokładac do życia bo twierdził,że "tylko tu czasowo przebywa"(12 lat), zalogowałam sie na Sympatii i tam znalazła miłość swojego zycia.To co tu opisaliscie to standart.Miłość,szczęście,czułość jakiej w życiu nie zaznałam a potem koniec-przykre słowa,awantury o byle co,odreagowywanie na mnie swoich złych nastrojów itd.Na szczęście chyba nie bije.Ale i tak boli.Robiłam wszystko aby było dobrze,chciałam aby był szczęśliwy,ubrałam go,kupiłam auto i laptopa.Ale i tak jest żle.Wszystko jest moja winą,wyprowadza się co 5 min, nie ma z nim żadnej dyskusji,bo zaraz wychodzi z domu,nigdy nie przeprasza.Mówi,że nie jesteśmy dla siebie i wspólna przyszłość nie istnieje a to wszystko przeplata chwilami czułosci,super seksu i wyznaniami-jesteś jedyna,na zawsze,kocham Cię.Mam już prawie rok takiej jazdy.Nigdy w życiu nie płakałam tyle co ostatnio.Do tego jeszcze nie toleruje mojego 14 letniego syna.Masakra.Wiem co trzeba zrobić-rozstać sie ale podobnie jak wy wszyscy mówię-kocham nad życie,nie wyobrażam sobie życia bez niego,nie mam siły.To on ciągle odchodzi a ja go błagam,tłumaczę i zatrzymuje.Nie mam już szacunku dla samej siebie.Nie wiedziałam,że można dac się tak upodlić.Jestem strasznie samotna przy nim.Odizolował mnie od rodziny i przyjaciół bo nikt mu sie nie podobał.Za dwa dni mamy swoją pierwsza rocznicę.30 czerwca a ja wiem,że nie powinno być ich już więcej.Jak odejść,jak zapomnieć,jak przestać kochać jeśli przez 45 lat nie kochało się tak mocno i myślało się,że to jest oto ta druga połówka.Ostatnio zrobił mi awanturę,że mu nie powiedziałam o swoich imieninach.Chore.Szkoda,że nie ma grupy wsparcia dla takich osób jak my.Chętnie bym sobie z Wami wszystkimi pogadała.Ale i tak dziękuje Wam,ze tu byliscie i opisaliście swoje przezycia.Poczułam się lepiej wiedząc,że w swej niedoli nie jestem sama i że macie identyczne odczucia.Serdecznie pozdrawiam.Kasia

    Ostatnia edycja: 27-06-2008 20:07:00
  • 04-07-2008 03:45:00

    Ja tkwie w toksycznym związku juz prawie 2 lata. Napoczatku szaleliśmy za sobą, kochaliśmy się..to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ja kochałam i kocham go coraz bardziej, zamieniło się to wrecz w obsesję-bez niego nie mogę oddychac...marzę o tym zeby miec z nim dzieci wziasc slub...

    słyszę jedynie że mnie uwielbia, o planach na przyszłość nie ma mowy kazda rozmowa konczy się awanturą . To ja muszę dostosować swoje życie do niego, czekam na niego 2 godziny jak obieca ze bedzie za 20 minn..,wysyłam pieniądze kiedy nie ma jak wrócic do domu bo zabalował z kolegami w hiszpani trochę za bardzo..błagam żeby się ze mną kochał ale najczęsciej i tak mnie odtraca... ...teraz doszła do tego inna kobieta,nie wiem czy sie spotykali, znalazłam tylko usunięte maile...byłam zawsze silną kobietą, realizowałam się zawodowo godząc to ze studiami,pracowałam charytatywnie,miałam liczne grono przyjaciół i byłam zawsze uśmiechnięta..teraz biorę psychotropy antydepresyjne i chopdze na terapie, nie potrafię wyjsc z tego koszmaru a najgorsze ujest to że nie chce i to zabija resztki zycia we mnie....

    Ostatnia edycja: 04-07-2008 03:45:00
  • 04-07-2008 03:52:00

    Ja tkwie w toksycznym związku juz prawie 2 lata. Napoczatku szaleliśmy za sobą, kochaliśmy się..to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ja kochałam i kocham go coraz bardziej, zamieniło się to wrecz w obsesję-bez niego nie mogę oddychac...marzę o tym zeby miec z nim dzieci wziasc slub...

    słyszę jedynie że mnie uwielbia, o planach na przyszłość nie ma mowy kazda rozmowa konczy się awanturą . To ja muszę dostosować swoje życie do niego, czekam na niego 2 godziny jak obieca ze bedzie za 20 minn..,wysyłam pieniądze kiedy nie ma jak wrócic do domu bo zabalował z kolegami w hiszpani trochę za bardzo..błagam żeby się ze mną kochał ale najczęsciej i tak mnie odtraca... ...teraz doszła do tego inna kobieta,nie wiem czy sie spotykali, znalazłam tylko usunięte maile...byłam zawsze silną kobietą, realizowałam się zawodowo godząc to ze studiami,pracowałam charytatywnie,miałam liczne grono przyjaciół i byłam zawsze uśmiechnięta..teraz biorę psychotropy antydepresyjne i chopdze na terapie, nie potrafię wyjsc z tego koszmaru a najgorsze ujest to że nie chce i to zabija resztki zycia we mnie....

    Ostatnia edycja: 04-07-2008 03:52:00
  • Początkująca
    Zalogowani użytkownicy mają możliwość budowania własnego statusu na forach grupy Medforum.
    Po napisaniu odpowiedniej ilości postów przy avatarze pojawi się odpowiedni status.
      Początkujący/ca - mniej niż 100 postów
      Wtajemniczony/na - pomiędzy 101 a 300 postów
      Forumowicz/ka - pomiędzy 301 a 1200 postów
      Komentator/ka - pomiędzy 1201 a 3600 postów
      Lider/ka opinii - pomiędzy 3601 a 6000 postów
      VIP - więcej niż 6001 postów
    06-07-2008 20:05:00

    tez mam problemjestem z chlopakiem od roku.na poczatku dobrze nam sie ukladalo on byl milutki i zalezalo mu bardziej niz mi.jednak ma problem z odmawianiem picia, jak juz zacznie pic to pije az sie uchla i wtedy potrafi mi nawrzucac.na trzezwo tylko ze w klotni nazwal mnie gląbem ja z kolei gdy poklocimy sie pisze do bylego albo nawet sie z nim spotkam.ja mam taki problem a on z tym piciem.mowie mu ze razem damy rade to wszystko zwalczyc.ale to dziala na 2 tygodnie,potem znow kltnia o glupoty,chyba to jest toksyczny zwiazek bo jak zrywamy to i tak ze soba piszemy niewiem juz co robic

    Ostatnia edycja: 06-07-2008 20:05:00

    madzia

  • 07-07-2008 11:14:00

    jestem z nim od poczatku tego roku....nie wiem po co...nie potrafie sobie tego odpowiedziec.on mnie niszczy psychicznie i fizycznie.jego wyzwiskom nie ma konca.po 5 minutach potrafi placzac jak male dziecko mowic mi ze mnie kocha....to jest chore.czuje ze wdepnelam w cos najgorszego co moglo mi sie przytrafic.zyje jak w marazmie,nie czuje kompletnie nic,nie ma radosci nic.po co my wszystkie to robimy???facetom odejscie zajmuje 5 minut.przeczytalam kilka postow wyzej...niby inteligentne fajne kobiety ktore na pewno daly by sobie rade, a jednak.intuicja mi mowila dawno zebym uciekala jak najdalej jak sie da....czekalam ...od miesiaca zrasta mi sie zebro....przez niego nie jestem szczesliwa przede wszystkim sama ze soba,a to chyba najgorsze,bo jeszce troche bede musiala ze soba pobyc....

    Ostatnia edycja: 07-07-2008 11:14:00
  • 09-07-2008 13:20:00

    Przeczytałam to forum od deski do deski.. nie mogłam uwierzyć, że tyle ludzi ma ten sam problem.. nie będę kopiować tu swojej historii.. powiem tylko, że odeszłam.. bardzo pomogła mi przyjaciółka, u której zamieszkałam... która pomaga mi stanąć na nogi.. mam tylko nadzieję, że już niedługo będę potrafiła znów oddychać, śmiać się, otworzyć się ponownie na ludzi ))

    nie tracę nadziei.. bo teraz wstając rano, chociaż sama, potrafię spojrzeć w słońce i zobaczyć światełko w tunelu, potrafię znów marzyć)))

    głowa do góry dziewczyny!! z dnia na dzień będzie coraz lepiej!!

    Ostatnia edycja: 09-07-2008 13:20:00
  • 13-07-2008 10:33:00

    Witam jestem facetem.Tkwiłem w toksycznym związku przez 8 miesięcy. Zakochałem sie bez pamięci,ale niestety w złej osobie. Ciągłe kłamstwa,oszustwa,niejasności,wybuchy gniewu i chorobliwa zazdrość. Wiele razy jej wybaczyłem,obiecywała,że sie zmieni...chwilowo było dobrze,by znowu wracało to samo. Ona jest artystką,mieszkamy 2 km od siebie,jej mama jest histeryczką-straszne awantury w domu i krzyki. Jej mama zwymyslała mnie i moja rodzinę.Dla miłości przebaczyłem. U niej w domu byłem tylko 2 razy i to sam musiałem sie wprosić! Pierwszy raz po poł roku,ponieważ zasłanała się malowidełkiem w swoim pokoju ze swoim byłym...stek kłamstw,cierpienia,proszenia...a ona uparta i zawsze stawia na swoim...nawet poprosiłem ją o kompromis,dała słowo,ale jak sie okazało nie było nic warte...ja mam 24 lata,ona 19. Nie jesteśmy juz razem bo wszystko zaczeło sie tak nawarstwiać,że było już nie do wytrzymania...ona ma już innego,wszedzie daje opisy jak go bardzo kocha,jaka jest szczęsliwa...ale nie daje z nim fotek,bo mówi,że go znam ja wciąż ją kocham,choć wiem,że to zła kobieta była...nie wiem czy to z powodu,że jest taka piękna? po rozstaniu powiedziała mi,że mnie zniszczy i właśnie to robi...robi wszystko mi na złość i chce mnie zdołować psychicznie,bo wie co ja czuję...ja też sie związałem z inną osobą,ale to była chyba ucieczka w zapomnienie...nie czuję tego co do tamtej...najgorsze,że boje się,że już nigdy się tak nie zakocham..że mam juz to za sobą...przerażajace uczucie...

    Ostatnia edycja: 13-07-2008 10:33:00
  • 13-07-2008 11:59:00

    Witam.....to ciężki problem dla każdego...ja powoli...a dokładnie od półtora roku wydostaję się z takiego związku...Kto nigdy nie był w takim związku nie zrozumie tego dlaczego nie można odejść jeśli partner nas krzywdzi....Mi jest o tyle łatwiej...że nie mam z nim dzieci i aktualnie pracuje za granica... Tylko jest inny problem....jego rodzina z która sie zaprzyjaznilam...a oni mojego faceta uwazaja za wspanialego faceta....i chce mnie oczernic przed nimi.....Dla nich jest w porzadku....i przy nich staje sie calkiem innym czlowiekiem....Ma 1000 twarzy dla kazdego odpowiednia.... Zycze wszystkim powodzenia i wyrwania sie z piekla " toksycznego zwiazku"

    Ostatnia edycja: 13-07-2008 11:59:00
  • 16-07-2008 18:13:00

    Tak czytam od początku wasze historie i nie moge uwieżyć ile jest ludzi krzywdzonych i krzywdzących. I po co? Ja też jestem w toksycznym związku i ciągle słysze to twoja wina! Mamy dziecko a ja jestem w nizaciekawej sytuacji materalnej, poprostu jak odejdę do będę mieć problemy emocjonalne jak każda i w dodatku umrzemy z głodu (razem z moją cóką). Moja mama umarła tata mało zarabia i zajmuje się moim niepełnosprawnym bratem ja mama 22 lata chce studiować ale mam roczną córkę. u mnie w mieście nie ma żłobka więc do pracy też nie mogę pójść. To dopiero jest kanał.

    Ostatnia edycja: 16-07-2008 18:13:00
  • Zaloguj się , aby dodać odpowiedź

Zobacz inne dyskusje

  • laura93334
    Wątek: Moj chlopak
    Witam, mam powazne problemy z chlopakiem. Nie wiem juz jak sb z tym radzic. Ma on pewne...
  • paawlas
    Witam wszystkichOd pewnego czasu dzieje się ze mną coś, czego nie potrafię...
  • laleczkaa
    Wątek: zaburzenie?
    Witam mam problem ze sobą a więc poznałam chłopaka przez internet...
  • hellomygoody
    dla osoby w wieku 14 lat
    Forum: NFZ
  • Polecamy

    http://static2.medforum.pl/cache/logos/pe0068478_schody_pacjent_ojoimages_cr-W300H200.jpgFot. ojoimagesCzy można trafić do szpitala...
    Przyjęcie do do szpitala bez zgody – jest to przyjęcie bez...
    Twoja sugestia