Witam!
Od jakiegoś czasu mam dziwny problem z jedzeniem. Przynajmniej do pewnego momentu uważałam, ze to chodzi o jedzenie, ale po pewnej audycji radiowej i wizycie u psychologa dowiedziałam sie, że problem tkwi we mnie. Otóż napięcie i stres rozładowuję poprzez napadowe objadanie się. Jak komuś o tym mówię, to zawsze się śmieje i mówi, że przeciez jestem szczupła. To prawda, ale dzieje się tak dlatego, ze po takim objadaniu się mam silne wyrzuty sumienia, że zjadłam za dużo (i w ogóle zjadłam choć wcale nie byłam głodna-jestem w stanie zjeść w stresie obiad, dwie tabliczki czekolady, drożdżówkę!!!). Potem nie jem nic albo intensywnie ćwiczę, żeby to jakoś spalić. Jakieś pół roku temu bylam u psychologa, kóry powiedział mi, że problem tkwi prawdopodobnie w braku akceptacji siebie i tzw.zajadaniu problemów. Skierował mnie na następną wizytę, na którą się nie stawiłam, gdyż polecił mi zdecydowac się na terapię grupową, czego koszmarnie się bałam. Potem poznałam wspaniałego człowieka, z którym jestem do dziś 

Zawsze uważałam, że jak już znajdę TĄ drugą połówkę, to na pewno łatwo mi będzie myśleć, że nie mogę objadać się, bo chcę wyglądać ładnie i jakby co to schudnę właśnie dla niego. Nic bardziej błędnego. Przez jakiś czas mimo problemów z przejadaniem się, potrafiłam to kontrolować. Ale teraz jest znów to samo. Mało tego-chodze poddenerwowana i jak czegoś nie zjem to wściekam się na wszystkich. Wczoraj np. byłam niemiła dla mojego chłopaka, choć nie było żadnego powodu. Zaobserwowałam to już nie pierwszy raz i ostatnio nawet zapytał się mnie o co chodzi, więc mu powiedziałam tak ogólnie na czym polega mój problem. Powiedział, żebym poszłam do psychologa, bo to po prostu nałóg i inaczej sobie z tym nie poradzę. Dziś od rana (choć jest święto i piękna pogoda)byłam wściekła na wszystko, złościłam się na innych i ogólnie jestem poddenerwowana. Wiem , że nie moge rozładować tych emocji inaczej jak się nie najeść, ale postanowiłam z tym walczyć i nie jesć za dużo a zwłaszcza słodyczy i jestem po prostu znerwicowana;/ To beznadziejne, bo wiem, że ludzie mają poważniejsze problemy zdrowotne ode mnie, ale ja sobie z tym czymś nie moge poradzić. Najgorsze jak są u mnie goście i ja nie myślę o niczym innym przy stole, tylko żeby się opchać slodyczami. Więc jak już wszyscy wychodzą, to np. jem pół tortu!!! A potem biegam!!!Najgorsze, że jak np. nie mogę się najeść to jestem bardzo niemiła dla otoczenia. Obawiam się, żeby to nie zaszkodziło mojej relacji z chłopakiem. Dlatego mu powiedziałam o tym problemie, ale on postrzega to jak każda inna osoba, kórej o tym mówiłam: "tak na prawdę to jesteś to w stanie kontrolować, a to na co cierpisz nazywa się "łakomstwem"". Jak sobie z tym poradzić???Prosze o pomoc!!!