Psychiatria - grupa dla rodziny i pacjenta

Najnowsze na forum
Oceń forum: 
 (3.7)
      Psychiatria - grupa dla rodziny i pacjenta
       O grupie Forum  Wiadomości (260) Artykuły (49) Porady (9) Społeczność (682) Szukaj  
                     

      Forum - Psychiatria - grupa dla rodziny i pacjenta

      toksyczny związek?? [338]

      • Najnowszy komentarz w tym wątku
      •  
      • Dodano: 08-02-2012, 18:25
      •  
      •  
      •  
      •  
      polecam ci książki S.forward,np.szantaż emocjonalny i inne jej tytuły
      Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź
      • Dodano: 25-08-2006, 13:53
      •  
      •  
      •  
      •  
      witam

      ta opowiesc bedzie trcohe dluga ale nie wiem co ja mam zrobic :/

      jestem z Nim ponad 3 lata na pocztaku bylo super, motyle w brzuszku i wogole smile potem jak obiecywal ze po mojej maturze zamieszkamy razemis ie zareczymy to juz wogoel bylo ekstra...

      keidy on ise obronil a ja juz bylam na 1 roku,,,, kazal pzrestac mi mwoic o zareczynach i takich rzeczach... zaczelo sie wiele rzeczy psuc bo ja zaczelam meic do neigo zal i pretensje o wiele rzeczy....

      w tym roku rozeszlismy sie, chcialam odejsc i doeszlam... bardzo tesknilam wiec po 2 msc znowu spotykamy sie, zamieskzlaismy ze soba, ale ejst okropnie, o wszystkos ie klocimy, wogoel nei wpsolzyjemy, on wiecznie mowi ze on robi wsyztskoz eby bylo ok, a ja tylkos ie kloce...

      owszem jestem osoba nerowowa ale wiele trzeba zeby wyprowadzic mnie z rownowagi... a jemu udaje sie to w kilka minut.....

      on nic nie planuje w zyciu ani nic... ja jestem osoba zoragnizowana, do tego pedantyczna... za to on nie :/

      czasami amam wrazenie ze dzialamy na siebei destruktywnie...

      jaksi czas temu kazal wyprowadzic mi sie :/ zostalam... bo go kocham, ale jestem wyniszczona psychicznie....

      nie wiem czy mam odejsc czy cos naparwiac tutaj ?

      cry
      Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź, łącznie oddano 4 głosy
      Oddano 4 głosy
      • Dodano: 25-08-2006, 16:26
      •  
      •  
      •  
      •  
      Widzisz, doskonale Cię rozumiem. Poswięciłam swoje ostatnie 4 lata człowiekowi którego b. kochałam. Na palcach jednej reki moznaby policzyć ile z tego dni było cudownych, reszta to bul, cierpienie i samotność. Mimo to nie potrafiłam od niego odejść, kochałam go do granic możliwości. Ten destrukcyjny związek wykańczał mnie z dnia na dzień, dzień po dniu. Miesiąc temu nastąpiło "chirurgiczne cięcie", postanowiłam się ratować bo mam dopiero 32lata. Teraz jest ogromna tęsknota, jeszcze większa samotność ale jednocześnie jest wiara, że tym razem się uda.

      Poradzę Ci jedno, ratuj się puki jeszcze nie masz zobowiązań. Zawsze jest szansa, że wkoncu się uda. Prubuj, może choć jednej z nas się uda.....
      Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź
      • Dodano: 28-08-2006, 19:24
      •  
      •  
      •  
      •  
      zadziwiające,że 4 lata w związku a dobre chwile można policzyć na palcu jednej ręki- a może lepiej zastanowić się co ci daje takie,,poświęcanie się" - chyba że masz zamiar pretendować do szybkiej beatyfikacji.. jeśli nie to pewnie są inne korzyści bycia świętej za życia.. ohyda.
      Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź
      • Dodano: 29-08-2006, 08:33
      •  
      •  
      •  
      •  
      witam,

      tak sie nad tym mocno zastanawialam, on prosi mnei zebym byla kochana i wogole, ale ja jestem caly czas, i w ten weekend okazalam mu cale swoej serce to odplacil mi awantura i tym ze zalalm sie lzami... bo nie potrafil zrozumiec ze moze boje sie jechac autem w trase... a on moglby mniej pic na weselu zeby jechac na drugi dzien :/

      no coz.... takei zycie

      powiem Wam szczerze ze ogolem jestem kobieta o silnym charakterze i w pracy czy znajomi czy rodizna nikt nie wchodzi mi na glowe, nikt nawet slowa nei powie, a On poprostu wchdozi mi na glowe... i nie potrafie mu sie postawic.....



      teraz mowi ze ozenil bys ie zemna gdybym nie byla taka czy taka...



      wczoraj nie wytrzymalam :/ jeszcze jego matka i jej meiszanie sie do tego, i to czego nei moge zniesc ze jest to straszny mamisynek,



      czy u Was tez tak jest ze te wasze drugie polowki sa tak mocno uzaleznione od rodzicow?? icon_cry.gif
      Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź
      • Dodano: 30-08-2006, 19:53
      •  
      •  
      •  
      •  
      na to wygląda, że on jest poważnie zaburzony... dla własnego dobra uciekaj - jeśli sama czujesz, że nie dasz rady odejść, to poszukaj profesjonalnego wsparcia dla siebie np. dobrego psychologa. Zasługujesz na szacunek i miłość - pamiętaj o tym! Powodzenia!!
      Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź
      • Dodano: 31-08-2006, 08:27
      •  
      •  
      •  
      •  
      ale gdzie i do kogo mam pojsc? i co pwoeidziec? ze jestem w chorym zwiazku i nei umiem odejsc??

      gdzie moge isc w Warszawie??
      Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź
      • Dodano: 31-08-2006, 16:49
      •  
      •  
      •  
      •  
      widze że dzisiejsi ludzie promuja tylko ludzi zdrowych i kompletnie psychicznie fajych

      a te kobiety są z tymi męrzczyznami dlatego że ich kochają

      a wypowiedzi na tym forum zazwyczaj brzmią

      olej go i szukaj dalej jesteś wspaniała zasługujesz na szczęscie czyli kogoś kto będzie super a co jeśli ty kiedyś wpadniesz w dołek jeśli ten dołek spowoduje że będziesz niemiła dla otoczenie będziesz sie o wszystko kłucić czy w drugą strone też byś tak chciała nie można być z drugim człowiekiem tylko wtedy jak jest fajny a uciekać jak sie sypie trzeba mu tylko powiedzieć co czujesz trzeba mu pomóc bo kto mu pomoże jeśli nie osoba która go kocha
      Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź, łącznie oddano 1 głos
      Oddano 1 głos
      • Dodano: 01-09-2006, 08:31
      •  
      •  
      •  
      •  
      nie mozna byc tez z osoba ktora wysysa z ciebei wszelka radosc i chec do istanienia !!
      Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź
      • Dodano: 01-09-2006, 11:43
      •  
      •  
      •  
      •  
      po przeczytaniu tego nie dosyc krodkiego forym zastanawiam się czy ty juz dzis nie potrzebujesz porady u psychologa. Uważam że jesteś tak prezsiąknięta ta całą sytuacją za każdym razem popełniasz takie same błedy a GDZIE WYCIĄGNIETE WNIOSKI???? chociaż jeden z tej sytuacji. Jestem dorosła osobą sama 4 lata przechodziłam ten problem ale z kazdej podobnej sytuacji wyciągałam wnioski i nie powtarzałam tych samych blędow. Miłość jest piękna i różowa czasami zagrzmi i popada deszcz, ale nie w taki sposób. Zastanów się nas sobą i dalszym życiem w tym związku. czasami ludzie myslą iz ciąża rozwiąze prolbemy wcale nie jest to prawdą, czasami są jeszcze gorsze co w głowie się nie mieści. radze porozmawiać z kimś bliskim, a decyzje podjąc sama.
      Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź
      • Dodano: 01-09-2006, 13:32
      •  
      •  
      •  
      •  
      witam... to może ja Wam coś powiem o toksycznym związku...

      rok temu udało mi się zakończyć czymś co było toksycznym związkiem? a może to już były schody do piekła? nie wiem

      wyszłam za mąż za chlopaka 5 lat straszego, znaliśmy się od przysłowiowej piskownicy, nasi rodzice przyjaźnili sie, ojcowie prowadzili wspólny interes. Odkad pamietam (pozwolcie że nie bede wymawiala jego imienia) zawsze był przy mnie. Razem do szkoly, liceum, wszędzie chodzilismy razem. Treaz po latach, wiem że nigdy tego człowieka nie kochałam, ale za to kochałam rodziców...i nie chciałam ich nigdy zawieść, ani sprawić im przykrości... wszyscy mówili nam jaka to jestesmy szcześliwa parą, jakiego to ja nie mam szczęścia.. i do ślubu wszystko było w porzadku... nie narzekałam... było nam ze sobą dobrze...

      Jak skończyłam liceum, doslzismy do wniosku, ze sie poobierzemy, on dostał sie na studia, ja też chcialam zaczac studium, ale łśub był wązniejszy niż moja kariera... zreszta powtarzal mi ciagle, ze nie musze pracowac i nie moge pracowac... bo ktos musi byc w domu...

      dwa lata małzentwa przeszło... było spokojnie...

      moj maz nadal sie kształcił, wyjezdzał... ja siedzialam w domu...

      jak obronił magistra przejał firme naszych rodzicow, a ja? nadal siedzialam w domu-z psemn, kotem i papuzka...

      nasze malzenstwo byl eek tylko na papierze... zero seksu, rozmowy od czasu do czasu...ja mialam swoje pasje i tym sie zajmowalam- on mial ciagle wyjazdy i sprawy w firmie... w dodatku pojawil sie alkohol.. moj teraz juz były maz zaczał naduzywac alkoholu... mialam wtedy 26 lat... a czulam sie taka samotna, chcialam miec dzieci, kochajacego meza i zwykla szarą codziennosc... nie zalezalo mi na firmie, pieniazkach, chcialam miec zwykle zycie...

      pamietam ten dzien, jak sie upomnialam o to...

      maz rzucil sie na mnie z piesciami...

      zepchnął ze schodów...

      zamilkłam...

      alkohol był czestym gosciem w naszym domu, a agresja męza coraz czesciej malowała na moim ciele piękne krajobrazy...

      prztrwałam w takim zwiazku ponad 20 lat..

      co sklonilo mnie do odejscia? popatrzylam w lustro pewnego dnia...

      i wiecie co zobaczyłam? nie rozkwitajaca, pelna seksu kobiete tuz po 40-stece, tylko zmeczona zyciem, pomarszcozną 80-letnią babcie...to bylo jak impuls... odeszlam... zaczynam oddychac samodzielenie... ciezko jest... ale wiem ze dam rade...

      odpowiednia terapia u psychoterapeuty..i chec do zmian na lepsze.. uratowaly moje zycie.. teraz dopiero zaczynam tworzyc i ukladac zycie po swojemu... wiem, ze dzieci nigdy nie bede miala.. ale moze jeszce rafie na czlowieka, ktory otoczy mnie odrobiną ciepła..

      przerwijcie wszystkie toskyczne zwiazki wszyscy ktorzy w nich tkwicie!! to nie ma sensu! zyciue jest za piekne i za krótkie aby tkwic w czyms, co jest gorsze niż smierć...!!!
      Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź, łącznie oddano 3 głosy
      Oddano 3 głosy

      Podobne dyskusje

      Komentowane konferencje