Opiszę swoje \"przypadki\" z Zolpiciem. Zacząłem go brać pod koniec 2004 roku, kiedy zmarła mi babcia i nie mogłem spać. Od samego początku działał na mnie jakoś dziwnie : nie spałem po nim natychmiast, lecz czułem się po nim (kiedy zaczynał działać) super. Świat był po nim piękny i po godzinie chciało mi się spać. Więc brałem go tak 3 miesiące i kiedy go nagle zabrakło (nie dopilnowałem) w nocy potwornie chciało mi się spać, ale nie mogłem usnąć. Tej nocy myślałem, że rozniosę dom. Następnego dnia poszedłem do doktora, który przepisał mi jego zapas. I tak trwało to przez 2 lata. Aż zacząłem mieć objawy abstynencyjne w dzień!!! Musiałem zacząć brać go w dzień - nie chciało mi się spać, ale, że działa on tylko 2 godziny, więc brałem go coraz więcej. Wiem, że nikt nie weźmie tego na serio, ale we wrześniu 2007 potrafiłem brać 100 tabletek Zolpicu na dobę. W październiku zdecydowałem się na detoks w szpitalu psychiatrycznym. Co się działo tego pisać nie muszę - od nerwowości po ataki padaczki z rozbitym łukiem brwiowym. Ale jakoś się udało. Teraz biorę 300 mg Promazyny + 1200 mg Neurotopu i jakoś udało mi się odstawić Zolpic. Na sen brałem wiele leków, ale żaden nie był takim shitem i tak nie uzależniał, jak Zolpic (Zolpidem). To g...o powinno być zakazane!