użytkowników online: 3431

Psychiatria - grupa dla rodziny i pacjenta

Najnowsze na forum
Oceń forum: 
 (3.1)

      Psychiatria - grupa dla rodziny i pacjenta

       O grupie Forum  Wiadomości (289) Artykuły (84) Porady (15) Społeczność (1368) Szukaj  
                     

      Forum - Psychiatria - grupa dla rodziny i pacjenta

      Problemy małżeńskie [91]

      • Najnowszy komentarz w tym wątku
      •  
      • Dodano: 13-08-2011, 23:44
      •  
      •  
      •  
      •  
      cześć,
      moje małżeństwo zawaliło się w ciągu 4 miesięcy.Nigdy nie był to wzorowy związek ale jakoś pchaliśmy tą bidę do przodu.Mam 52 lata nasze małżeństwo to 28 wspólnych lat.I co i okazuje się że to nic nie znaczy.Mamy jednego syna i to chyba jest największy problem.Okazuje się że synusiowi można wszystko.Daliśmy synowi praktycznie to co chciał.Poszedł na studia do Krakowa na UJ po roku zabrałem go bo ponoć za trudne poszedł zaocznie na wat żeby nie tracić roku na czwartym roku porzucił studia po prostu nie napisał pracy inżynierskiej o tym że już nie studiuje na wat-cie poinformował mnie rok jak przestał studiować w miedzy czasie studiował na UMCS niestety znów nie skończył będąc na piątym roku.przez rok czasu zwodził nas że nie ma czasu pojechać po dyplom że musi napisać jakąś prace na fakultet pedagogiczny że dokumenty wysłano do archiwum i musi pisać podanie.karmił nas i wszystkich znajomych oraz całą rodzinę takimi bzdetami.Oczywiście przez cały czas nie przeszkadzało mu brać pieniądze o de mnie czy od żony Gdy prawda wyszła na jaw zarządałem oby wyprowadził się do swojego mieszkania 30 parę kilometrów od nas,tym bardziej że dostał pracę z pensją około średniej krajowej.I co i ojciec be bo chce synusia z domu wyrzucić.Kłótnie wyzywanie od zwyrodniałych ojców i najgorszych mężów.Efekt jest taki że od dwóch miesięcy mamusia z synkiem jest razem a jako zwyrodniały ojciec sam sobie gotuje piorę itp.Syn mnie nie zna Zona zresztą tak samo.Myślę że już tyle powiedzieliśmy sobie przykrych rzeczy że nie wiem czy napewno chcę ratować ten związek Mieszkanie syna jest po moim ojcu ostatnio usłyszałem że nie życzy sobie abym tam jeździł.Boli mnie to mocno bo wszystkie zarobione pieniądze szły na jego utrzymanie.Prowadziłem dwa sklepy więc jakieś tam pieniądze były.Teraz sytuacja się odwróciła musiałem pójść do pracy za minimalną pensje.Oczywiście według syna i żony to mój problem a nie ich oni sobie radzą.Rachunki do płacenia są moje. I zostałem sam i co wy na to? Jarema
      • Dodano: 08-10-2007, 04:18
      •  
      •  
      •  
      •  
      Witam

      Postanowiłem opisać moje problemy ponieważ nie mam pojęcia jak sobie z nimi radzić, a szukałem już niemal wszędzie rozwiązania. Sprawa wygląda tak:

      Jestem żonaty od 4 lat, mam córkę półtora roczną. Na początku było fajnie, miałem dziewczynę którą kochałem i obdarzałem uczuciem jak nikogo na świecie, choć zastanawiające dla mnie było, że ona sama nie potrafiła pokazać mi swojego uczucia. Zanim wzięliśmy ślub trzykrotnie zrywałem związek bo za każdym razem na pytanie "dlaczego ze mną jesteś?" nie uzyskiwałem odpowiedzi od niej. Ale ponieważ zawsze była w stanie mi wszystko wyjaśnić w zupełnie inny sposób niż inni uwierzyłem, że nasze życie będzie piękne i usłane różami. Smutna prawda zaczęła się po ślubie. Teściowa miała się wyprowadzić od nas po najdalej roku, ale jakoś tkwi do dzisiaj w mieszkaniu i ani myśli odejść. Jej własny syn nawet jej unika i nie zaprasza do siebie, choć miała z nim mieszkać bo ma dom dwukondygnacyjny 240m2 a nasze mieszkanie ...w zasadzie jej mieszkanie ma 60m2. Ale mieszkamy razem od czterech lat. Moje życie zaczęło ulegać od ślubu zmianom. Najpierw teściowa wraz z małżonką zniszczyli mnie wśród mojej rodziny i bliskich, potem zaczął się prawdziwy koszmar. Okazało się, że żona uznaje tylko zdanie swojej mamusi i ją tylko szanuje, a ja znajduję się na szarym końcu listy osób do których ona ma szacunek. Codziennie słyszę jedynie wytyczne i dyrektywy. Cały czas czuję się jak gówniarz w piaskownicy którego ktoś usiłuje nauczyć wszystkiego. Moje myślenie jest z założenia złe, moje opinie się nie liczą, moje zdanie też się nie liczy, wszystko co powiem jest źle i nawet jak wyjdę z inicjatywą to i tak jej mamusia ma lepszą opcję. Jak przestawię kwiatek w pokoju to chwilę później wraca na swoje miejsce bez zbędnych pytań dlaczego go przestawiłem. Wręcz przeciwnie, czasem słyszałem "nigdy więcej tego nie rób!". Prawdziwe oblicze mojej żony ujrzałem dopiero teraz. Jest taka sama jak swoja mamusia, jest pozerem, manipuluje ludźmi, jest nieszczera, śmieje się człowiekowi prosto w twarz a potem obraża go opowiadając o nim innym ludziom. Trochę to dziwne, bo w końcu jest psychologiem i powinna wiedzieć czego nie należy robić, ale najwyraźniej nie ma to dla niej znaczenia. Jej mama jest emerytowanym nauczycielem fizyki więc z założenia "mózg Einsteina" i nie ma co się z nią równać. Nasze życie małżeńskie wygląda teraz tak: wracam z pracy, żona idzie do WC (średni czas 30 minut) potem idzie do wanny (średni czas 60 minut), potem przez 15 minut wymienia ze mną uwagi na temat "co tam w pracy", po czym idzie spać do swojego pokoju. Przychodzi wekend i wtedy uświadamiam sobie, że jeżeli rozmawiamy dłużej niż 15 minut zaczynamy się kłócić o byle co. Każde z nas ma inne zdanie ale zawsze to JA muszę przyjąć jej opcję. Pożycie małżeńskie jest w stanie zera absolutnego do tego stopnia, że nawet jak chciałem ją przytulić, impulsywnie wychodziła bo akurat o czymś sobie przypominała. Ponadto na pytanie "czy wiesz co to jest miłość i uczucie?" odpowiedziała mi "nie wiem bo nie ma to definicji!". Wszysto dla niej musi mieć definicje, wszystko musi być z definicji. A ja w chwili obecnej jestem wyczerpany psychicznie. Schudłem 20 kg, waże obecnie 67kg, nie mogę spać, cierpię na bezsenność a jak już zasnę to śnią mi się sny jak z kronik sci-fi, ponadto trzęsą mi się ręce, mam huśtawkę nastroju, łatwo wpadam w stan znerwicowania, mam częste bezdechy i duszności, czasem odnoszę wrażenie, że w moim organiźmie wysiadł termostat bo na zmianę mam napływy gorąca i zimna, pot z czoła mi płynie, ból głowy jest nie do zniesienia (naprawdę czasem myślę o samobójstwie z powodu silnego bólu w przedniej części głowy), coraz częściej mam agresywne myśli, idąc ulicą czekam na zaczepkę jakichś typów bo mam chęć kogoś porządnie zlać, całe moje ciało drży, nie potrafię siedzieć spokojnie żeby choćby nie machać nogą lub stukać palcami o stół, obgryzam paznokcie, jestem w stanie wbić sobie nóż w rękę bo totalnie zignoruję ból, nie mam ochoty z nikim rozmawiać ani się spotykać, do tego codziennie budzę się z krwią w nosie lub krwotok przychodzi chwilę po wstaniu z łózka. (Robiłem badania krwi niedawno i wyszło, że jestem okazem zdrowia ... więc o co tu chodzi?!).

      W chwili obecnej przyjąłem opcję taką, że będę asertywny i jeżeli z jakąś opcją proponowaną mi przez żonę się nie zgodzę to powiem o tym wprost i nie dam się wodzić za nos, choć jak to kiedyś określiła "możesz się nie zgodzić ale potem urządzę ci piekło".

      Proszę o jakąkolwiek radę. Zależy mi na córce, ale wiem, że nawet jak wyprowadzę się dla odetchnienia choćby na miesiąc to nie wrócę tutaj z całą stanowczością. Na córkę też nigdy nie spojrzę bo zawsze będę widział kobietę tyrana z którą zmarnowałem kilka lat swojego życia a która bezczelnie mnie oszukała. Teraz widzę jaka jest naprawdę i nie toleruję tego. chcę rozwodu ale ona nie wyraża na to zgody. Dlatego przyjąłem opcję, że teraz to JA jej urządzę piekło, może sama wyjdzie z propozycją rozwodu. Dla niej i jej mamusi mężczyzna jest potrzebny tylko do rozpłodu i zarabiania pieniędzy a uczucie ....uczucie jest niedefiniowalne zatem nieprawdziwe. Polećcie mi jakieś silne leki na uspokojenie bez recepty albo dajcie radę co mogę w tej syuacji zrobić bo w tej chwili jest mi zupełnie obojętne co się wydarzy. Jedno jest pewne, albo niedługo dostanę zawału (niczym mąż teściowej) albo wyprowadzę się stąd na dobre. A może znaleźć kochankę która będzie rozumiała "definicję" uczucia?!
      [addsig]
      • Dodano: 08-10-2007, 23:54
      •  
      •  
      •  
      •  
      Trudna sprawa, najlepszym rozwiązaniem byłoby mieszkać samemu, bez teściowej bo tu tkwi problem. Tymczasem sytuację trzeba opanować tzn.spróbuj brac leki na nerwy, idź do lekarza zapisze xanax, uspokoisz się.



      Potem rozmowa z żoną i teściową o rozwodzie o Twoim samopoczuciu i zdrowiu. Ale najwazniejsze teraz to Twoje podleczenie, by te przykre objawy minęły.

      Zapytaj się żony czy Cię kocha wprost, jak tak to rozmowa ma sens jak nie to pakuj manatki i koniec, ja nie mogłabym żyć bez miłości.

      To tyle, serdecznie Cie pozdrawiam życząc wszelkiej pomyślności w życiu osobstym.

      Gośka
      • Dodano: 09-10-2007, 09:29
      •  
      •  
      •  
      •  
      Nie tak.

      Problem jest złożony i szantażem ani lekami nie da się go rozwiązać.

      Xanax prowadzi w konsekwencji do lekouzależnienia a niezdrowa sytuacja rodzinna i domowa pozostanie taka sama.

      Piszesz, ze byłeś zakochany a Twoja kandydatka na żonę, nie potrafiła okazać uczucia. To błędy wychowawcze z okresu dzieciństwa. Nie okazano jej uczucia i nie nauczono go okazywać innym. Nie wiadomo też jaki był stosunek jej matki do swojego męża, a żony, ojca. Jesli był on drugo-, albo i trzecio-planowa osobą w tym związku, na takiej samej pozycji bęzdiesz Ty w oczach swojej żony, bo to także model związku, jaki wyniosła z domu.

      Teściowa, jak wynika z Twego opisu, to osoba apodyktyczna nie pozwalająca Wam, na podejmowanie indywidualnych decyzji i na prowadzenie życia według swojego schematu. Nie jest to sytuacja do przyjęcia na dłuższą metę. Bycie pod wspólnym dachem z tak toksyczna osobą, grozi niestety w konsekwencji rozpadem związku.

      Musisz porozmawiać z zoną poważnie na temat terapii małżeńskiej.

      Wtedy wyjaśnią sie przyczyny zachowania żony, oraz dowiecie sie gdzie i w czym tkwi błąd. Co należy skorygować, co zupełnie zmienic.

      Jedno jest pewne.Matka Twojej wybranki losu z pewnością nie pójdzie na terapię i nie przyjmie opcji zmiany postawy. To tkwi głęboko w niej i potrzeba dominacji została utrwalona przez lata jej życia.

      Więc jedyne rozwiązanie, to izolacja, oraz nauczenie się życia we dwoje. Bez ingerencji mamy i wyeliminowania bakcyli, jakie Twoja zona od niej przejęła.

      To może sie stać tylko za pomocą terapii. Sami możecie mieć problemy. Pewne sprawy musi nam ktoś znający temat uzmysłowić i wskazać drogę do przemiany.

      No i jeszcze jedno. To stworzenia życiowej harmonii we dwoje, jak do tanga, trzeba dwojga zgodnych i chętnych serc.

      Walczcie o siebie i swoją córeczkę, by kiedyś ona, na skutek przekazanych złych wartości życiowych i wychowana w patologicznych relacjach rodzinnych, nie miała problemów w swoim dorosłym potem życiu.

      Życzę Wam szczerze powodzenia.

      Uwierz mi. Problemy są nieodłącznym atrybutem życia i należy je rozwiązywać.









      • Dodano: 10-10-2007, 13:38
      •  
      •  
      •  
      •  
      Zapytaj sie zony czy jesli wynajmiesz dla was mieszkanie to sie z toba wyprowadzi?Jesli nie bedzie chciala to masz odpowiedz i wtedy juz chyba bedziesz wiedzial co masz robic.
      • Dodano: 10-10-2007, 14:25
      •  
      •  
      •  
      •  
      Zupełnie zgadzam się z osobą, która rozpoczęła swój wpis od słów.. NIE TAK.

      Bardzo dojrzała odpowiedź. Nie poprawią się między Wami stosunki dopóty, dopóki nie zaczniecie życia we dwoje. Również terapia małżeńska jest w tym przypadku najważniejszym elementem do uzyskania harmonii.

      Jak mój poprzednik również zgadzam się odnośnie kwestii dziecka. Jak dotąd wychowuje się w rodzinie o patologicznych relacjach i już od pierwszych miesięcy życia schemat jaki sobie utrwala z kolei jej kiedyś może komplikować życie.

      Jeżeli chodzi o wszelkie neuroleptyki, barbiturany itp... nie bierz. Najprościej sięgnąć po tabletkę, ale później będzie coraz trudniej bez niej. Uważam, że to ostateczność. Ureguluj swoje sprawy i zobaczysz, że samopoczucie się poprawi. Jesteś po prostu pod wpływem przewlekłej sytuacji stresowej. Trzymam kciuki. Odezwij się.

      Małgośka
      • Dodano: 10-10-2007, 14:27
      •  
      •  
      •  
      •  
      Zupełnie zgadzam się z osobą, która rozpoczęła swój wpis od słów.. NIE TAK.

      Bardzo dojrzała odpowiedź. Nie poprawią się między Wami stosunki dopóty, dopóki nie zaczniecie życia we dwoje. Również terapia małżeńska jest w tym przypadku najważniejszym elementem do uzyskania harmonii.

      Jak mój poprzednik również zgadzam się odnośnie kwestii dziecka. Jak dotąd wychowuje się w rodzinie o patologicznych relacjach i już od pierwszych miesięcy życia schemat jaki sobie utrwala z kolei jej kiedyś może komplikować życie.

      Jeżeli chodzi o wszelkie neuroleptyki, barbiturany itp... nie bierz. Najprościej sięgnąć po tabletkę, ale później będzie coraz trudniej bez niej. Uważam, że to ostateczność. Ureguluj swoje sprawy i zobaczysz, że samopoczucie się poprawi. Jesteś po prostu pod wpływem przewlekłej sytuacji stresowej. Trzymam kciuki. Odezwij się.

      Małgośka
      • Dodano: 10-10-2007, 20:18
      •  
      •  
      •  
      •  
      Witam

      Dziękuję za rady. Z całą pewnością wyciągnę stosowne wnioski.

      Dodatkowe wyjaśnienia. Żona nigdy nie "wyprze" się swojej mamy. Dała mi przykład, kiedy to chciałem wyjechać w drugi koniec kraju do pracy gdzie bym zdecdowanie bardziej rozwijał się zawodowo. Oczywiście wymyśliła 100 powodów aby tego nie robić, ale jeden tylko był z tego morał "nie chcę być daleko od swojej mamusi". Obecna sytuacja skłania mnie do sprowadzenia się do jednego rozwiązania: aby poczuła co ja czuję będę postępował względem niej tak samo jak ona względem mnie. Na chwilę obecną odnosi to powoli pewne rezultaty, ponieważ zauważyła, że coś się we mnie zmieniło. Jej podejście do mnie stało się w tej chwili bardziej "słodkie", choć abym zaczął to oceniać w kategorii uczucia, daleka droga.

      Nie chcę dokonywać diametralnych zmian w swoim życiu choć wiem, że wyprowadzenie się choćby na jakiś czas pozwoliło by mi otrząsnąć się z tego i dokonać regulacji organizmu. Ale na chwilę obecną postanowiłem wskazać żonie na tle doświadczalnym co przeżywam i dlaczego.

      Ponieważ ona jest posychologiem, nie mam już zaufania do tych ludzi i dlatego raczej nie skuszę się na terapię małżeńską. Ponadto biorąc pod uwagę jej skłonności do manipulacji ludźmi odegrała by zaraz rolę pokrzywdzonej przez los, dlatego nie skorzystam z tej metody.

      Niestety muszę przyznać, że jako psycholog marnie jej idzie interpretacja pewnych zachowań człowieka. Choć ratuje ją tylko to, że rodziny się nie bada. Ale widząc mnie zawsze źle ocenia mój nastrój i oprócz tego na siłe mi wmawia, że problem który ona dostrzegła jest jedynie prawdziwym i słusznym, a to co ja mówię to wyłącznie fikcja czy zwykłe złudzenie.

      Znalazłem odskocznię w postaci pracy gdzie mogę liczyć na dowartościowanie i relaks (wbrew dużemu wysiłkowi fizycznemu), natomiast dajęjej odczuć to co sam czuję. A na efekty trzeba będzie poczekać kilka tygodni. Ale w końcu ...całe życie przede mną.

      Dziękuję za odpowiedzi

      Pozdrawiam[addsig]
      • Dodano: 11-10-2007, 10:21
      •  
      •  
      •  
      •  
      Ojej, Komarcin77, chcesz zastosować prawo Vendety, oko za oko, ząb za ząb ? No, ale jesli odniesiesz skutek.......................................

      Proponowałam Ci wyżej terapię. Patrzysz jednak na grupę psychologów przez pryzmat swoje żony. Wiesz, nie znam jej i trudno mi ocenić jej kompetencje. Ale powiem Ci jedno. lepiej nauczać stu jak żyć i postępować, niż samemu stosować sie do swoich rad. Często, jeśli ktoś inny uzmysłowi nam, coś, co jest dla nas bardzo oczywiste, odbieramy to inaczej. Nawet, jeśli zagadnienia sa nam dobrze znane, jesli nie obce nam zasady jakimi rządzi się ludzka psychika, oraz prawa natury, które dyktują pewne zależności, to jednak jesteśmy wciąż jednymi z wielu ludzi o tak samo słabej i podatnej na manipulacje psychice, bez względu na profesję.

      Czy widziałeś chirurga który sam wykonuje sobie zabieg operacyjny?

      Pokaż mi fizjoterapeutę masującego siebie. nawet interniści, którzy doskonale wiedza co im dolega, konsultują swój i swoich bliskich stan z kolegami z "branży".

      Przecież psycholodzy też mają swoich superwizjerów. Więc ta dziedzina nauki przwiduje słabosci tych ludzi..

      Po za tym, Ty i Twoja zona, to nie relacja psycholog pacjent, ale mąż i żona. Czyli dwoje ludzi o różnych spojrzeniach na życie i różnych oczekiwaniach. mimo profesji, jest człowiekiem podatnym na wpływ środowiska i różnych czynników, co sama nie zawsze będzie w stanie realnie ocenić, mimo wiedzy jaką w tym temacie posiada.

      Uwierz mi, że mimo wszystko, warto udać sie po poradę. Nie w swoim środowisku, bo to rozumiem, ale poszukajcie pomocy po za miejscem zamieszkania.

      Może ktoś uzmysłowi żonie, ze jednak matka jest bardzo ważną osoba w życiu człowieka, ale jest też jeszcze coś, co także jest bardzo istotne, czyli rodzina jaką założyła. Jej dziecko, którego ona także jest matka i musi mieć zdrowy dom, oraz mąż, który ja kocha.

      Przecież mieszkanie oddzielnie z mamą nie musi oznaczać Wyrzekania sie jej. Nie o to przecież chodzi. Lecz o to, byście mogli decydować i żyć razem, a nie razem obok siebie, lub z teściową w środku.

      Odpłacając pięknym za nadobne, możesz uzyskać krótkotrwały efekt. jeśli żona nie zrozumie istotnych spraw, nie osiągniecie harmonii, wszystko wróci do normy, bo bez uzmysłowienia sobie przyczyny problemu, przyjmuje się pozę aktorska. a jak można długo grać, jeśli wnętrze dyktuje inną rolę?

      Praca też da ci satysfakcję na krótkJesli sie jej oddasz bez reszty, bez wsparcia partnera, wypalisz sie kiedyś zawodowo i staniesz na rozdrożu, ze spuszczoną głową i brakiem sensu życia.

      Wynika z listu, że jesteś inteligentnym człowiekiem, no i myślącym, a zarazem odpowiedzialnym, bo inaczej nie szukałbyś pomocy by sprostować zagmatwaną ścieżkę ziemskiej egzystencji.

      Działaj z rozsądkiem i dąż do tego, by stworzyć trwałą bazę pod swój związek. Buduj dom oparty na skale, a nie na piachu, bo zmyją Ci go fale.

      Sceptycyzm z pewnością nie będzie filarem, który wzmocni budowlę.

      Czasami warto porozmawiać z kimś, kto na wszystko spojrzy z boku, bez zaangażowania w problem, pominie koligacje i będzie miał powodu, by nami zamanipulować.

      Tak jak piszesz, całe życie przed Tobą, ale pamiętaj, JEDNO życie. To od nas zależy, co z nim zrobimy.

      Czy, kiedy ząb czasu upomni się o swoje prawa, powiemy sobie, wygrałem, wygrałam, mimo kolców, które czasem kaleczyły aż do krwi.

      Czy też spojrzymy wstecz i stwierdzimy, że nie tak wiele zaprzepaściliśmy, nie wykorzystaliśmy limitu szans.

      Pisałam Ci już wcześniej, że problemy są nieodłącznym czynnikiem, wpisanym w nasz życiorys. to tylko kierunek działania prostuje, bądź gmatwa życiowe drogi i egzystencje.

      Pozdrawiam Cię i ponieważ zawsze jestem za ratowaniem związków, namawiam Cię, byś o to walczył. Chyba warto!!!!!

      • Dodano: 11-10-2007, 10:26
      •  
      •  
      •  
      •  
      "że nie tak wiele zaprzepaściliśmy," Cytat



      Przepraszam, miało być "że tak wiele zaprzepaściliśmy,"
      • Dodano: 29-10-2007, 09:41
      •  
      •  
      •  
      •  
      Witam

      Sprawy mają siętak. Zastosowałem "prawo vendetty", co żona zauważyła i wyraziła chęć rozmowy ze mną, bo jednak coś było nie tak. Porozmawiałem z nią szczerze, wyrzuciłem z siebie wszystko co mi leżało na sercu. Nie obyło się bez płaczu ...żony. Ale mimo tego znalazła szybką propozycję zmiany sytuacji na co przystałem. Zmiana dotyczyła w pierwszym rzędzie, zamieszkania tylko we trójkę bez teściowej. Tak więc jesteśmy na etapie poszukiwania kawalerki dla teściowej i jak narazie wszystko idzie po naszej myśli. Druga sprawa dotyczyła naszego pożycia i tutaj też znaleźliśmy rozwiązanie naszego problemu. Suma sumarum odkryliśmy na podstawie szczerej rozmowy co nas tak naprawdę boli i gdzie leży problem. Jeżeli dobrze pójdzie już za rok będziemy mieszkać tylko sami i będzie super. Przewiduję pojawienie się innych problemów ale zawsze będą to NASZE problemy a nie narzucane nam przez osoby trzecie.

      Tak wiec trucie lekami nie jest dobrym pomysłem, doszedłęm do tego wniosku. Jakieś tam analizy psychiatryczne i zebrania w kółku pomocy małżeńskiej też odpadły. Jak widać szczera rozmowa wiele wyjaśniła i zmieniła. Przeprowadziłem tą rozmowę dwa tygodnie temu i od tego czasu wszystko poprawiło się znacznie, wręcz sytuacja uległą odwóceniu o 180 stopni. Jedynie obserwuję niezadowolenie teściowej związane z jej zbliżającym się wyprowadzeniem się od nas za rok, ale gdyby coś miało być nie tak ...mamy jeszcze plan B icon_smile.gif

      Pozdrawiam i dziękuję za rady. Chyba jednak jestem człowiekiem, który musi sam znaleźć istotę problemu i ją wyeliminować, tym nie mniej dziękuję.[addsig]

      Podobne dyskusje

      Komentowane konferencje

        Konkurs na forum
        Konkurs tematyczny