Już nie daję sobie rady w życiu, jadąc autobusem do szkoły chcę umrzeć, tesknie za moją dziewczyną chociaż zdradzałem ją, wiem że jej nie kocham lubie jej obecność i tyle. Chciałbym się zakochać, chociażby w niej na nowo. siedząc w domu myśle o życiu po życiu straciłem wiare w cokolwiek nawet w moich przyjaciół, pragnę śmierci. W moim życiu dość się nacierpiałem, gdy byłem mały ojciec pił, jestem z rodziny wielodzietnej i nigdy nie było dla mnie na luksusy. W dodatku rodzice teraz nie pracują wiec przez całe wakacje pracowałem za granicą po 16h żeby zarobić na siebie, śmiali się tam ze mnie bo byłem najmłodszy, chcieli się mnie pozbyć 2 miesiace mnie dręczyli, nawet usłyszałem że jestem najwiekszym błędem mojego ojca, że mam szybciej lepiej pracować chociaż inni pierwszoroczni byli gorsi odemnie, uwzieli się na mnie zostałem wybrany. Odrzucali mnie. W szkole próbowałem spotkać się z jakaś dziewczyną, zostałem odrzucony. Moja matka jedzie teraz do pracy przez 4 miesiące będę musiał prać, gotować, robić sobie kanapki, zajmować się domem ponieważ rodzeństwo juz nie mieszka z nami. Przed wakacjami byłem na ataraksie ponieważ miałem nerwice. Ostatnio często płaczę z byle powodu gdy jestem sam. Jestem w klasie maturalnej dużo nauki jestem dość zdolny nie mam problemów w szkole. Myślałem dziś o samookaleczniu ale tego nie zrobiłem. Pragnę by inni cierpieli tak jak ja, chcę żeby byli biedni, odrzucani, nieszczęśliwi, samotni, żeby czuli ból. Czasami myśle jakby to było gdybym kogoś zabił. Ale nie zrobię tego. Unoszę się często agresją dużo spraw mnie denerwuje, np. jak matka się coś pyta, to od tak mnie złość napada, czasami na moją dziewczynę, często w szkole ale się hamuję, nie chce mieć problemów. Pragnę pomocy, co mam zrobić czuję się zrównany z gównem po tym wszystkim. Kiedys byłem szcześliwy teraz nie wiem co to znaczy.
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź