w ten weekend staram się ustalić na czym stoję i wpadam w coraz większą rozpacz.
Postaram się krótko.
Obecnie jestem pacjentką szpitala (na przepustce). Przed weekendem zatelefonował do mnie pracodawca oświadczając mi, że umowa ze mną"powinna" być (powinna-bo nie była zbyt przekonana o swojej racji) rozwiązana z dn. 07...lutego. Tak, tak-lutego. Czyli miesiąc temu.
Podstawa-art. 53 kp czyli upłynęło 182 dni od początku mojej nieobecności i przebywania na L4.
Z tego ostatnie 3 miesiące byłam w szpitalu i nie miałam pojęcia że muszę składać wnioski o świadczenie rehabilit, że jest ten termin 182 dni...nie miałam pojęcia ...-a ponieważ jestem osobą samotną, nikt mi nie podpowiedział, że muszę czegoś dopilnować.
teraz nie wiem co robić. Nadal jestem w trakcie leczenia...a przecież moje ubezpieczenie wygasło-o ile faktycznie rozwiązano ze mną umowę....o ile można rozwiązać w taki sposób umowę i nie poinformować o tym przez miesiąc pracownika-nie wiem...
przecież gdybym wiedziała zarejestrowałabym się w UP, żeby być ubezpieczona-ale żeby się zarejestrować potrzebne jest świadectwo pracy...a świadectwo jest wystawiane gdy rozwiąże się umowę-a ja świadectwa nadal nie otrzymałam. Wyjęłam ze skrzynki awizo datowane na 04,03 -nawet jeśli to świadectwo pracy to chyba nie może być wysłane z takim poślizgiem???(wg przełożonej straciłam pracę z dn. 07,02)
podpowiedzcie mi proszę....nawet nie wiem o co zapytać.
Czy nie mogę już przebywać w szpitalu?
czy pracodawca miał prawo tak postąpić? chodzi mi tu przede wsz. o poinformowanie mnie o rozwiązaniu umowy...miesiąc po fakcie?
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź
















