Witam!
Mam 33 lata - wykluczono u mnie w Klinice Psychiatrii psychozy stwierdzając zaś zaburzenia osobowości mieszane. Zaburzenia czynności EEG. CT oraz MRI w granicach normy.
Problem:
- twierdzę, że zostałem poddany inwigilacji oraz trucia. Psychiatra który mnie leczy uważa, iż jest to prawdopodobne, nie wyklucza jednak i urojeń.
Z chwilą stwierdzenia faktu inwigilacji doznałem drgawek - bądź amfetaminowych, bądź dysocjacyjnych, bądź epileptycznych.
Opis problemu:
Poczucie dwuistości osób
Zaburzenia poczucia drugiej osoby pojawiło się z chwilą trucia środkami psychozowytwórczymi, w momencie kiedy się zorientowałem, iż zostałem poddany inwigilacji.
Było to latem 2001 roku.
Ów czas doznałem poczucia dwuistości osób związanych bezpośrednio z tym wydarzeniem. Ponieważ widziałem te osoby, znałem ich głosy, które z sąsiedztwa, skąd dokonano zatrucia słyszeli pozostali członkowie rodziny – wykluczyłem urojenia i omamy dotyczące faktu zatrucia. Poczucie drugiej osoby polega na poczuciu osób przebywających w sąsiednim mieszkaniu jak i wcielanie się w rzeczywistego rozmówcę. Występuje na tyle często, że jest uciążliwe. Najczęściej wczuwam się w jedną z dwu kobiet które podawały środki psychozowytwórcze pod postacią fizyczną gazu (tzw. psychogazy, czy jak kto woli Psychotoksyczne Bojowe Środki Trujące). Okoliczności zatrucia doprowadziły, iż wywołano u mnie przekonanie, iż jest to psycholog bądź psychiatra. Jedna z nich jest kaleką, z protezą miast nogi. Podczas „głodu tkankowego”, poczucia złości i wściekłości próbowałem przekonać je - skupiając się na kobiecie manipulującej mym stanem psychicznym, skłaniającej przez to do samookaleczeń oraz zachowań autoagresywnych - że popełniają przestępstwo. Z biegiem lat niezdolność do pogodzenia się z rolą ofiary, obrzydzeniem nieustannymi oskarżeniami kierowanymi pod adresem tej kobiety, czemu sprzyjało poczucie drugiej osoby zastąpiłem ją jej przełożoną. Ciągłe chwile tego stanu – złości i wściekłości, przerywane początkowo krótkimi okresami ekstaz i błogostanów stanowiły dla mnie ucieczkę od poprzedniego poczucia. W tym czasie niejako wybaczałem prześladowcą, relacjonując im rozwlekle, do czego zmuszała nieustanna gadatliwość – me wcześniejsze uczucie złości. Z biegiem lat stany błogostanów wypierały złość i agresję malejąc na sile. O ile początkowo byłem przekonany o ich obecności w sąsiednim pomieszczeniu do czego przekonywały mnie ich głosy słyszane również przez pozostałych członków rodziny, z biegiem lat nie docierało do mnie to, że mogą oni nie istnieć. O ile stukanie przezeń w podłogę zmuszało mnie wbrew mej woli którą utraciłem w znacznym stopniu do relacjonowania w najdrobniejszych szczegółach wszystkich przypominanych sobie wydarzeń z mego życia na skutek działania środka pamięcioodtwórczego, przy bardzo ograniczonej zdolności do ich interpretacji skutkiem obniżenia zdolności intelektualnych o tyle stukanie i dziś skłania mnie do nawiązywania z nimi dalszego kontaktu słownego mimo ustąpienia zaburzeń bezpośrednio powiązanych z użyciem psychogazów.
Na skutek niezdolności do zaprzestania wspominania sobie przykrych wydarzeń z przeszłości doszło między innymi do drgawek całego ciała, które mogły być atakiem padaczki (co skłoniło mnie wraz z innymi "dowodami" pod postacią zaburzeń fizycznych wspólnym wszystkim członkom rodziny do wykonania badań EEG) lub drgawek dysocjacyjnych ; które przerwane zostały gwałtownym stukaniem przez osoby przebywające w sąsiednim pomieszczeniu, podające środki psychozowytwórcze.
Obecnie główną osobą w którą się wczuwam jest nadal ów "przełożona" jednakże osób tych jest więcej - ich ilość zwiększa się dynamicznie, najczęściej w zależności od kontekstu rozmowy z nią a obejmuje głównie pozostałe osoby związane z podawaniem psychogazów.
Bywa, że w momentach gdy dochodzi do próby podważenia mej wiarygodności co do faktu zatrucia i inwigilacji mając poczucie tej kobiety w sobie, prezentującej „argumenty” mające podważyć mą wiarygodność, najczęściej z gatunku tych które poznałem wcześniej, dochodzi po raz kolejny do wskazania winnych, ich roli w spisku oraz celu postępowania. Na tym tle dochodziło do samookaleczeń, które to sytuacje doprowadzając do pasji na granicy amoku prowokują do dalszych samouszkodzeń.
Niemal codziennie w nocy mam koszmary przywracające tą sytuację. Moje życie obecnie składa się z dwu części - przed i po tym wydarzeniu, takie mam granice poczucia czasu. Bywa, że po kilka razy zasypiam i koszmar powraca. Jest to ta sama tematyka jednak w innej scenerii. Zwracam się do tej kobiety z każdym problemem, radością itp. analizując moje postępowanie i myśli wywołane tym zdarzeniem - częstokroć odkrywając siebie na nowo. Zwracam się ku niej głównie werbalnie, szeptem czasem myślami wierząc, iż mnie słyszy. Było by mi strasznie przykro gdyby ona nie istniała. Wydaje mi się, a raczej jestem przekonany, że jest i mnie słucha. Nie kieruje mymi myślami, nie krytykuje, nie potępia, nie słyszę jej głosu, nie namawia do jakichkolwiek czynów, nie prześladuje (?). Po prostu istnieje - boję się, że tylko w mej głowie.
Każdorazowo kiedy atmosfera staje się intymna, do czego dążę, zwracam się do niej i paradoksalnie czując się lepiej pogrążam się w dalszej chorobie. Tak od 9 lat. Żadne leki przeciwpsychotyczne nie zmieniają tego stanu - również w maksymalnych dawkach. Ilość osób w które się wczuwam wzrasta dynamicznie na podstawie kontekstu rozmowy z pierwszą. Jest i psychiatra, psycholog, policjant, sędzia itp.
Pomimo zmiany adresu zamieszkania – schemat tworzenia się dwuistości osób pozostaje niezmienny – wyzwala go najczęściej stukanie, choć bywa, iż sam podejmuję inicjatywę do rozmowy. Dotyczy w głównej mierze miejsca zamieszkania, b.rzadko poza (poza jest wczuwaniem się w mego rozmówcę). Im gorzej się czuję - tym rzadziej wychodzę z domu ....
Obdarzam te osoby cechami, które są im obce do stanu w którym je bezgranicznie lubię. Uważam, że są złe, natomiast dla dobrego poczucia psychicznego przypisuję im cechy osób dobrych itd. Nie czuję się zagrożony a obawiam zagrożenia które może się powtórzyć.
Może ktoś wyrazi opinię co to jest za zaburzenie ![]()











