Będzie to mój pierwszy wpis tutaj, niemniej muszę podzielić się z Wami tym, co we mnie tkwi, gdyż moje życie jest istną karykaturą prawdziwego życia.
Mam obecnie już prawie 25 lat, po raz pierwszy wylądowałem u psychiatry w wieku 20 lat, rozpoznał epizod depresyjny i przepisał fluoksetynę, która nie dała żadnych rezultatów (pomimo czteromiesięcznego leczenia). Zaprzestałem wizyt, czas mijał a ja czułem, że moje uczucia względem innych stają się coraz bardziej błahe. Obecnie nie czuję względem innych żadnych uczuć, moja dziewczyna robi mi wyrzuty, że nie okazuję jej uczucia, a ja po prostu nie odczuwam niczego innego poza obojętnością. Zatapiam się we własny świat przemyśleń, marzeń, czas trwonię na filmach, grach, książkach, nie odczuwam wyrzutów sumienia, jest mi obojętne, co myślą o mnie inni... Od pól roku znów jestem pod opieką psychiatryczną (zażywam Setaloft, 75 mg na dobę i guzik mi on daje) i dodatkowo psychologiczną (przeprowadzono test NEO-FFI, wspomnę o dwóch wynikach - NEU 10, EKS 0).
Studiuję polonistykę, ślęczę właśnie nad magisterką, co idzie mi niezwykle opornie, gdyż chciałbym ją już mieć z głowy, a dokładniej - napisać w ciągu dnia i już mieć to z głowy. Brak mi cierpliwości, sumienności (wynik z NEO-FFI tragicznie niski), czuję potrzebę ciągłych przeskoków myślowych i czynnościowych.
Poza dziewczyną nie mam absolutnie żadnych przyjaciół i znajomych, wśród ludzi poruszam się w miarę pewnie, jednak unikam wszelkich znajomych twarzy, nie przepadam za zgromadzeniami rodzinnymi ani w ogóle za jakimikolwiek spotkaniami towarzyskimi. Jest mi dobrze że samym sobie, ale męczą mnie naciski na mnie dotyczące zmiany sposobu życia.
Najbardziej denerwuje mnie moja dziewczyna, która ubzdurała sobie jakiś własny model życia i chce, abym realizował go wraz z nią. Oczywiście, moje zdanie się nie liczy (np. chce mieć trójkę dzieci i nie ma na to rady a ja - jako jedynak - nie przepadam za dziećmi). Mam też wrażenie, że moje kiepskie samopoczucie wiąże się właśnie z nią, że ona tylko utwierdza mnie w przekonaniu tego, jak mało znaczący jestem i jak mało znaczą moje opinie. Nie będę ukrywał tego, iż nawet seks mnie nie kręci, nie pociąga mnie.
Wracając do tematu - sam już nie wiem, co to jest. Póki co rozpoznano
depresję lękową, elementy fobii społecznej no i neurotyzm. Nie wiem, czy przypadkiem nie jest to dystymia czy tez jeszcze coś poważniejszego - wspomniane zaburzenie osobowości.
Oczywiście nie pracuję, gdyż nie czuję się na siłach, zresztą prawie na nic nie czuję się na siłach, radości nie daje mi nic, no, może wspomniane oglądanie filmów czy czytanie książek.
No i to tyle. Ma ktoś podobnie, podobne stany kogoś dręczą?
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź, łącznie oddano 10 głosów
Oddano 10 głosów