Jak wyżej - chcę umrzeć. Nie potrafię walczyć z moimi lękami (mam fobię społeczną), z masą głupich myśli, z brakiem jakichkolwiek perspektyw na przyszłość i brakiem motywacji oraz ochoty do podjęcia walki... Chociaż leczę się u psychologa od niedawna, to jednak nic nie robię, by zmienić swój stan. Przychodzę, pogadam z panią psycholog, nawet mówię jej o planach zabicia się, ale ona jakoś nie robi sobie z tego problemu i tylko mówi, że nienawidzę samego siebie, bo nikt mi nie okazywał i nie okazuje miłości, etc. To prawda, ale tylko z tą miłością, bo nienawiści do samego siebie nie czuję. Mimo to chcę zakończyć swoją marną wegetację, mam już dość siedzenia w domu i nicnierobienia.
Tylko po co ja o tym piszę? Chyba chcę, by mi ktoś pomógł. A raczej na pewno chcę. Sam sobie nie potrafię pomóc, szczerze mówiąc nie chce mi się... Zawsze oczekuję, że ktoś coś zrobi za mnie, to dzięki mojej mamusi, która od dziecka we wszystkim mnie wyręczała...