Dzisiaj znowu brat do mnie zadzwonił, co juz na bank nie jest czymś normalnym aby zdazalo sie to dwa dni pod rzad. Więc sie go spytałem o co biega, bo dzisiaj wszyscy jacyś tacy nadzwyczaj mili i chętni do rozmowy ze mna.
A on odparł że nie wie o czym mowie i żebym nie popadal w skrajnosc, następnie zakończył rozmowę. Gadalem tez ze wspollokatorem prowodyrem całego zajścia. Powiedziałem wprost o co biega, czy ma mi cos do powiedzenia. Powiedziałem mu tez ze sie ostro schlalem i niewiele pamietam z zeszlej soboty. A on tylko odparł ze wszystko jest OK żebym sie niczym nie martwił i to z takim przekonaniem ze uwiezylem.
Az w koncu zgupialem...
Jest jednak cos dziwnego, za każdym razem jak przechodzi kolo mojego pokoju wchodzi i sie pyta co robię i sie rozgląda podejrzliwie po pokoju. A przed wejściem bierze głęboki wdech i ma taka przejęta minę.
Więc są dwie opcje:
1. Ktos mu powiedział ze jest kretynem i robi bezsens, nikt mi nic nie powie bo sie boi o mnie 97% szans
2. Pokielbasilo mi sie i nic takiego nie miało miejsca co oznacza ze mam chorobę psychiczna z omamami słuchowymi np
schizofrenia 2%.
3. To wszystko to tylko jedno wielkie nieporozumienie 1%
Więc nic mi nie pozostało jak tylko isc dalej i realizować swoje plany. Zacznę od nie picia z Nim, ukrócenia kontaktu do minimum. I moze w koncu znajde kobietę, nowych lojalnych znajomych, co z fobia społeczna za granica na peryferiach naprawde nie jest łatwe. Za pare miesięcy przeprowadzka i zaczynam 100 procentowe życie z dala od fermenciarzy.
A tak na marginesie to powiedzenie ze przyjaciół poznaje sie tylko w biedzie do mojej osoby pasuje jak ulał.
No jeszcze kwestia jak ludzie sie beda zachowywać w pracy w stosunku do mnie, jeśli to beda podwładni to ich przycisne i sie zamkna, jak jeden z szefów to udam greka i tyle. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Fajnie jest sie wyglądać wiedząc ze ktos wysłucha i pomoże. Mam nadzieje ze to mój ostatni post tutaj.
Dzieki za wsparcie!!
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź