Cześć Magda. Jestem od Ciebie równo 10 lat starszy, co nie znaczy, że nie rozumiem jak duży masz problem i jak bardzo ciężko jest Ci się z nim uporać. Ja na szczęście nie miałem podobnych problemów z woreczkiem, czy żółcią, natomiast doskonale rozumiem czym jest
nerwica o podłożu depresyjnym. Mając lat 20 przeżyłem bardzo pewne wydarzenie. Można powiedzieć, że rozbiło mnie one nieprawdopodobnie. Załamałem się psychicznie i popadłem w taką pustkę i bezradność, że szybko moim organizmem "zaopiekowała się" nerwica. Zdarzenie o którym piszę nie dotyczyła ani śmierci bliskiej osoby, ani czegoś równie tragicznego. Dotyczyło upokorzenia, dla mnie niewiarygodnego upokorzenia, a, że jestem człowiekiem wrażliwym lub nadwrażliwym łatwo mnie rozbić (chodzi o sprawy uczuciowe, nie będę tego ukrywał). Przechodząc jednak do następstw, kilka tygodni potężnego załamania emocjonalnego (napiszę wprost: ciężkiej
depresji) i za jakiś czas stałem się wrakiem człowieka (co najgorsze: dosłownie!). Organizm zaczął mi szwankować, wmawiałem sobie najprzeróżniejsze choroby, jedną nogą widziałem już siebie na tamtym świecie (całe ciało miałem nasiąknięte bólem, nie wiedziałem co się dzieje: rozszywający ból klatki piersiowej, serce pędziło jak szalone, łopatki, stawy, kręgosłup, żołądek, duszności, zawroty głowy, dziwne pulsowanie całego ciała, nawet dostawałem plam na brzuchu po jedzeniu!). Przeszedłem mnóstwo specjalistycznych badań, drogich (nigdy nie czekałem w wielomiesięcznych kolejkach u lekarza, miałem trochę grosza i leczyłem się prywatnie), krew badałem regularnie co tydzień, wiele miesięcy jałowego dochodzenia co mi dolega, jałowych kuracji lekami typu antybiotyki na bakterie w żołądku i po licznych wizytach w szpitalach lekarze powiedzieli mi wprost: "Panu nic nie dolega, pan ma wszystkie wyniki książkowe, żadnych odchyleń od normy, jest pan fizycznie zdrów jak ryba". A ja nie dowierzałem, jak można być zdrowym, jak wszystko boli mnie niemiłosiernie i końca katorg i cierpień nie widać. Później lekarze poszli w drugą stronę, pytali: "Czy przeszedł pan w ostatnim czasie jakieś traumatyczne zdarzenie, jakieś załamanie nerwowe?". Początkowo zaprzeczałem, później powoli zacząłem się otwierać. "To nerwica" - usłyszałem. Nerwica potrafi ujawniać się w ten sposób, że emocje przechodzą w zaburzenia somatyczne. Dla mnie to było niepojęte, dziś wiem, że "jak choruje dusza, to może cierpieć ciało". Ten konkretny przypadek obrazuje nerwicę wegetatywną, a te wszystkie bóle dodatkowo nasilały we mnie lęk i nakręcałem się powoli żegnając się ze światem. Dziś wiem, że miałem nerwicę objawiającą się w taki sposób. Tamte somatyczne wspomnienia na szczęście minęły, ale nie wyzbyłem się nerwicy. Cały czas ją mam, objawy są różne (m.in. natrętne myśli i przymusowe kompulsje czyli tzw. rytuały; a wszystko to z napięcia). Może to mój błąd i okaz bezsilności, ale nie radząc sobie z tym wszystkim ocierałem się o alkoholizm. I nade wszystko fobia społeczna. To o czym napisałaś, strach przed wyjściem z domu, u mnie paraliż psychiczny podczas rozmów z innymi ludźmi, także takimi których znałem od lat. A to wszystko powstało na kanwie depresji. Kiedyś byłem zupełnie innym człowiekiem, towarzyskim i otwartym, dziś zżera mnie irracjonalny lęk. Czy przebyta
depresja niesie ze sobą nerwicę, a ta z kolei przynosi fobię społeczną i każde niepowodzenia ją jeszcze dodatkowo pogłębia? Z moich doświadczeń napiszę, zdecydowanie tak. To są moje przeżycia, na pocieszenie, że nie jesteś sama ze swoim problemem i co więcej, lekarze twierdzą, że z tego da się wyjść. Trzymam za Ciebie kciuki i ciepło Ciebie pozdrawiam.
Głosowałaś/eś już na tę wypowiedź