Zaloguj
Reklama

Wywiad z Arnhild Lauveng, autorką książki "Byłam po drugiej stronie lustra"

Autor/autorzy opracowania:

Recenzenci:

  • Maciej Matuszczyk

Źródło tekstu:

  • Potral Psychiatria OnLine

Adres www źródła:

Kategorie ICD:


Wywiad z Arnhild Lauveng, autorką książki
Fot. Pantherstock
(5)

Wywiad z Arnhild Lauveng przeprowadzony 2.12.2007 r. w Krakowie, w Pensjonacie „U Pana Cogito“

PK.: Czytając Pani książkę pierwszy raz zetknąłem się z tym, by ktoś chorował na zaburzenie psychotyczne z kręgu schizofrenii, a potem pracował w psychiatrii z pacjentami psychotycznymi, następnie zaś przedstawił swe doświadczenie z obu tych perspektyw jednocześnie, opisując je w autobiograficznej książce.

AL.: To co pan powiedział było dla mnie ważne.

PK.: Obowiązujący w Polsce model leczenia zaburzeń psychotycznych jest biologiczny, co najwyżej oparty na koncepcji podatności na zranienie, a farmakoterapia przeważa nad psychospołecznymi metodami terapeutycznymi. Jedynie w Krakowie i Warszawie oraz kilku innych, większych miastach działają ośrodki takie jak Oddział Dzienny Kliniki Psychiatrii Dorosłych Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego kierowany przez współorganizatorów Pani dzisiejszego spotkania autorskiego - dr Andrzeja Cechnickiego i mgr Annę Bielańską, w których chorzy mają dostęp do całościowego, psychospołecznego systemu rozumienia i leczenia zaburzeń psychotycznych. A jak to wygląda w Norwegii?

AL.: Są różne środowiska w Norwegii. Często słyszę, że albo postawiono mi błędną diagnozę, albo ktoś wyraża taki pogląd, że nie jestem zdrowa i będę miała nawrót. Wiadomo, że psychoterapia behawioralno-poznawcza powoduje zmianę w funkcjonowaniu mózgu osoby chorej na schizofrenię. Dla mnie wyzdrowienie było procesem radosnego uczenia się i wcale nie obawiam się, że mogłabym go zapomnieć, tak jak nie mogłabym zapomnieć umiejętności jazdy na rowerze.

PK.: Jak w Norwegii wygląda leczenie psychiatryczne w kontekście strategii marketingowej firm farmaceutycznych?

AL.: Bardzo długo miały one ogromny wpływ na przebieg leczenia i stosowanie przez lekarzy określonych leków. Obecnie obowiązują bardzo ścisłe zasady, co lekarz może przyjąć od firmy i w sensie prawnym jest to uregulowane. Nadal jednak farmakoterapia jest dominującą metodą leczenia zaburzeń psychotycznych. Bardzo wielu pacjentom mówi się, że będą musieli brać leki do końca życia. Nie jestem przeciwniczką leków, kiedy są absolutnie niezbędne i uważam że, najlepiej aby ten sam lekarz który je zastosował, w porozumieniu z pacjentem odstawił je, gdy tylko będzie to możliwe. A jednocześnie nigdy nie należy przerywać leczenia nagle, bez konsultacji z lekarzem. Nie chcę być odebrana jako przeciwniczka farmakoterapii, ani jako jej zwolenniczka. Chodzi o to, by nie tworzyć tworzyć systemu, w którym zakłada się, że wszyscy pacjenci muszą brać leki przez cały czas, do końca życia.

PK.: Pisze Pani dużo o psychodynamicznym rozumieniu znaczenia swych objawów. Miała Pani kilkoro terapeutów różniących się pani zdaniem podejściem. Czy ktoś z nich pracował z Panią psychodynamicznie lub psychoanalitycznie?

AL.: Miałam rzeczywiście wielu terapeutów. Różnili się nie tyle stylem pracy, lecz stopniem współpracy, jaki udało im się nawiązać z innymi instytucjami, np. ułatwiającymi zabezpieczenie warunków bytowych (mieszkanie, utrzymanie - od renty do pracy), urzędem pracy czy indywidualnym asystentem przydzielonym przez władze gminy w porozumieniu z terapeutą w celu podejmowania różnych aktywności (np. wspólne wyjście na zakupy czy do kawiarni). Wszystko zależy od dopomożenia pacjentowi w opanowaniu umiejętności życiowych. Czasem wydaje mi się, że sama terapia behawioralno-poznawcza mogłaby mi nie pomóc, gdyby nie było współpracy z instytucjami wraz z praktyczną nauką umiejętności życiowych trudnych dla mnie podczas choroby.

PK.: Czy pracując z pacjentami korzysta Pani z doświadczenia bycia pacjentką, np. odwołując się do swych wewnętrznych przeżyć z okresu choroby?

AL.: Nie ukrywam tego, że chorowałam. Przecież niektórzy ludzie czytali moją książkę i jeżeli oni pytają to odpowiadam. Nie jest to żadna tajemnica, ale ja nie jestem ważna w procesie terapii - pacjent jest ważny.

PK.: W jakiego typu placówce obecnie Pani pracuje?

AL.: Pracuję w takiej specjalnej grupie pomocy doraźnej w kryzysie, w nagłych sytuacjach wyjeżdżam też do domu pacjenta. Funkcjonuje to w strukturze szpitala psychiatrycznego. Prócz tego prowadzę psychoterapię w gabinecie i mam mnóstwo pracy naukowej. Prowadzę też wykłady i szkolenia.

PK.: Z jakim odbiorem spotkała się Pani książka w Norwegii?

AL.: Zasadniczo dobrym. Otrzymałam wiele wspierających opinii. Szczególnie wielu pacjentów mówiło, że to daje nadzieję. Osoby leczące też. Oczywiście nie wszyscy wierzą, że jestem zdrowa. Czytałam też wypowiedzi ludzi ze środowiska medycznego, że to co napisałam, to głupota.

PK.: A z jakim odbiorem spotkała się Pani ze strony osób spoza środowiska psychiatrycznego, pacjentów i ich rodzin - od ludzi zupełnie nie związanych z problematyką chorób psychicznych?

AL.: Miałam kilka informacji zwrotnych, że to świetna książka. Niektórzy widzieli w tym odbicie swych, niekoniecznie chorobowych, przeżyć. Że to ważne. I również takie, że czują, że po przeczytaniu książki mogą te reakcje stygmatyzacji zmniejszyć. Jednym z mych celów było pokazanie, że jesteśmy podobni, że przeżywamy różne rzeczy niekoniecznie będąc chorym.

PK.: Jak wygląda kampania przeciw stygmatyzacji i wykluczeniu społecznemu osób chorujących psychicznie w Norwegii?

AL.: Są prowadzone akcje medialne. W ramach tych kampanii wiele publicznie znanych osób ujawniło fakt chorowania na chorobę psychiczną. Mieliśmy nawet premiera, który ujawnił to, że choruje na depresję i wrócił po długim zwolnieniu chorobowym do pracy na tym stanowisku. W Norwegii akcje te były pod patronatem rządowym, finansowane z budżetu państwowego.

PK.: Czy w Norwegii, jak wynika z daty edytorskiej praw autorskich w polskim wydaniu, książka ukazała się też w tym roku, bo jeśli tak, to znaczyłoby, że została bardzo szybko przetłumaczona?

AL.: Nie. Książka ukazała się w 2005. Natomiast w 2006 ukazała się „Zbyteczna jak róża“, a teraz przygotowuję do wydania kolejną.

PK.: Czy oprócz polskiej edycji Pani książka zosŧała wydana w innych krajach?

AL.: W Holandii wiosną - też szybko. Po świętach ukazuje się w Niemczech i wyjdzie przekład hiszpański w krajach Ameryki Południowej, a w zeszłym tygodniu prawa autorskie zostały sprzedane do Danii.

PK.: Czytelnikami naszego portalu Psychiatria OnLine sa zarówno psychiatrzy, psycholodzy, psychoterapeuci oraz inni pracownicy z sektora ochrony zdrowia psychicznego, pacjenci, ich rodziny, jak i ludzie nie związani w żaden sposób z tą dziedziną, a jedynie poszukujący informacji. Czy chciałaby Pani powiedzieć dziś w naszej rozmowie coś specjalnego dla nich?

AL.: Nie wiem czy to jest coś co trafi do polskiego czytelnika... Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że stygmatyzacja jest bardzo szkodliwym zjawiskiem i łatwo wtedy stracić nadzieję w pracy z pacjentem. Nawet jeśli nie wszyscy mogą być całkowicie zdrowi, to dzięki takiemu podejściu (przeciwstawnemu stygmatyzacji - przyp. PK) można wiele zyskać. A jeśli kogoś będziemy postrzegać tylko w kategoriach etykiety diagnostycznej, to możemy zagubić możliwość rozumienia specyfiki jego przeżyć. Bo niebezpieczeństwo stawiania diagnozy może prowadzić do rutynowego traktowania pacjenta w procesie terapeutycznym. Natomiast jeśli my, nie patrząc przez pryzmat diagnozy, spróbujemy zrozumieć świat jego przeżyć, to możemy pomóc tej chorej osobie i może to prowadzić do wyleczenia.

PK.: Dziękuję Pani za rozmowę.

AL.: Bardzo dobrze zrobiło mi spotkanie z Panem. Cieszę się, że istnieją w Polsce osoby gotowe podważać utarte schematy, myśleć alternatywnie i pracować nad tym. Proszę poruszać skostniałe struktury. Psychiatria jako taka jest zbyt często nacechowana niechęcią do myślenia nowymi ścieżkami, przełamywania schematów, współtworzą ją ludzie trzymający się utartych wzorców.

Książka jest dostępna na stronie http://fiso.org.pl/wydawnictwo/

(5)
Reklama
Komentarze