Zaloguj
Reklama

Forum: Psychiatria - grupa dla rodziny i pacjenta

Temat: Jak skutecznie popełnić samobójstwo? (13061)

Zaloguj się , aby skorzystać z poniższych opcji:


odpowiedz nowy wątek
ulubione
  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Może warto spróbować rozmiawiać z kimś innym... Zawsze znajdzie się gdzieś osoba, która wysłucha, która nie będzie oceniać.. Nie rezygnuj z tego od razu.
    Zawsze jest tak, że problemy innych wydają się ludziom błahe, dlatego tak łatwo im jest oceniać- po pozorach. Owszem są ludzie, którzy potrafią zrobić z igły widły, ale to odosobnione przypadki.
    Dobrze że widzisz jaki byłeś dotąd, możesz zatem to zmienić. Nigdy nie jest za późno na zmiany.
    Nie tylko Ty miałeś marzenia i plany, każdy je ma... ale życie to nie koncert życzeń, przekonałam się mimo mojego młodego wieku. Czasem nieźle daje w kość, wystawia na próbę... dlatego życzę Tobie, pomimo wszystko, dużo sił wytrwania. Pozdrawiam.

    Aga G

  • Reklama
  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Dzięki za słowa, szczere.
    Ale widzisz, ja naprawdę nie chcę rozmawiać. I choć może wydawać się to dziwne, bo trafiłem i piszę w tym wątku, to jednak jest mi to już obojętne. Ciekaw byłem co ludzie piszą na ten temat, jak sobie radzą i czy ktoś jeszcze podchodzi do tego jak ja.
    Pewnie, że są marzenia, a życie leci swoim torem. Prawda jest taka, że ja prawie ziściłem swoje marzenia. Można powiedzieć, że miałem wszystko. Wyjechałem, dobra praca, cudowna dziewczyna, której chyba nie doceniałem. I wszystko umknęło mi z rąk. Straciłem dziewczynę, na której opierało się moje życie i dla której zrobiłbym wszystko i robiłem.

    Ktoś powie, jej, tego kwiata to pół świata. Może i tak. Ale ja naprawdę wierzyłem w miłość, w nią, nas i cały ten "póki śmierć nas nie rozłączy".
    I tak legło to wszystko w gruzach, więc naprawdę nawet mi śię nie chce nic, tym bardziej szukać kogoś, skoro dalej kocham jedną i tą samą osobę a wiem, że nie będziemy razem.

    I wytrwam... jeszcze kilka dni.

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Każde rozstanie boli, zarówno jak traci się swoją drugą połówkę, jak i- wydawać by się mogło- zwykłego przyjaciela. Najlepszym lekarstwem jest czas... nie leczy on w prawdzie ran, ale chociaż przyzwyczaja do bólu. Wiem to z autopsji, dlatego pozwolę sobie pomądrzyć się.
    Hm... A może jest minimalna szansa na odzyskanie Twojej dziewczyny... Wiesz już na pewno, że nic z tego nie będzie? Może spróbuj coś zrobić, jeśli ją kochasz...

    Wytrwasz jeszcze kilka dni, a potem co?

    Mamy w sobie więcej sił, niż nam się wydaje. Oby nie zabrakło jej Tobie.

    Aga G

  • Reklama
  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Czas nie leczy ran, masz rację. On po prostu zabija... powoli ale skutecznie. Dzień po dniu.
    Bardzo próbowałem to wszystko naprawić. Ale nie dane mi jest chyba. Nawet nie wiedziałem, że drugi człowiek, którego znasz całe życie może się tak zmienić, być całkiem inną osobą. A mimo tego nie potrafię bez niej funkcjonować normalnie.

    Jak pisałem na początku, wszystko można zaplanować, tak by było dobrze. Dlatego wytrwam, bo wiem że to już niedługo.

    A.

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Być może ona zmieniała się wcześniej, ale kochając ją bezgranicznie, bezwarunkowo, nie zauważyłeś tego. Ja przez taką właśnie miłość nie zauważyłam kiedy mój wtedy już narzeczony przestał mnie kochać, po 9 latach... Ale nie mówmy o mnie.


    Nie wiem czego Tobie życzyć skoro wszystko już zaplanowałeś.. Może wiary, ze wszystko jeszcze się odmieni, może iskierki nadziei, że będzie lepiej...
    Strasznie mi przykro...

    Aga G

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    No widzisz, coś jednak mamy wspólnego... prawie.
    Ja tylko 10 lat związku.
    A jak Ty sobie poradziłaś z tym?

    jak wolisz nie musimy o tym pisać wogóle... albo tutaj.

    A.

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Świetnie Cię rozumiem A. Dwa tygodnie temu rozstałam się z moim chłopakiem. Byliśmy z sobą 6 lat, przy czym kochałam go… kocham od zawsze, odkąd sięgam pamięcią. Moje życie to on. Odeszłam, bo ranił mnie straszliwie, wciąż (takie odnoszę wrażenie) wystawiał mnie na próby. Jakby miarą mojej miłości miało być to, ile ran jestem w stanie uzbierać i wytrzymać, ile ciosów jestem w stanie przyjąć. Jakby sprawdzał czy i kiedy odejdę. Jakby się upewniał. A tymczasem jedynie, co zmierzył to to, jak on sam kocha mnie. Nie miałam wyboru, tak przynajmniej myślałam, że nie mam. On czuje się bardzo skrzywdzony i w ogóle nie rozumie o co mi chodzi. Ma do mnie żal i jeśli mielibyśmy kiedykolwiek wrócić do siebie, to ja miałabym się o to postarać. A tymczasem to on powinien zawalczyć o mnie, on powinien zaleczyć moje rany i starać się o wybaczenie. I co z tego, skoro płaczę ja? Pierwszy raz w życiu nie mam żadnych planów na przyszłość. Każde miejsce, każdy przedmiot, ludzie i wydarzenia dookoła przypominają mi o nim, o tym, jak niesamowicie ważny i potrzebny mi jest. Człowiek wie, kiedy trafia na „tą” osobę. On nią właśnie jest. Z tym, że ja nie będę go o nic błagać, choć mam na to ochotę straszną, mogłabym stale, jak pies leżeć na jego wycieraczce, byleby tylko był w pobliżu. Lecz wiem, że nawet, jeśli wziąłby mnie z powrotem, to kim wtedy byłabym dla niego? Nikim. Żebrakiem, który dla odrobiny uczucia zniesie wszystko. Już teraz czuję się gówno warta, bo nie dość, że okazywał mi zainteresowanie od święta, to jeszcze pozwolił odejść pytając jedynie, czy ja na pewno tego chcę. I choć wiem, że on darzy mnie uczuciem, to jednak na tyle słabym, albo on sam jest tak słaby i głupi, że nie zrobi nawet jednego kroku bym wróciła. I to mnie zabija! Serce chce mi się wyrwać z piersi! Nie chcę żyć, nie mogę żyć z nim, nie chcę żyć wcale! Nie ma świata poza nim, poza nim nie ma niczego. Wszystkie moje wspomnienia, wszystko, co mi bliskie jest z nim związane. Ma psa, którego pokochałam, jak własnego, a teraz już go nie zobaczę. Pokój, w którym spędziliśmy tyle czasu stał się moim pokojem. Okolica, w której mieszka, jest moją. I nagle ucięte, nie ma niczego, same gruzy, żal i tęsknota niewyobrażalna. Nie chcę żyć. Ludzie mi mówią „jesteś młoda, jeszcze kogoś spotkasz, zasługujesz na kogoś lepszego”. A ja Wam mówię, że nie chcę nikogo innego. Jest tylko on jeden. Wiem, co mówię. To nie jest żadne młodzieńcze zauroczenie, ani przejściowe zakochanie. Miłość najprawdziwsza, jaka trafia się raz w życiu, to właśnie ta jedna mi pisana. Pozostaje mi tylko maleńka iskierka nadziei, że może… I czekam, ale ten czas tak się strasznie wlecze i jak na razie wcale nie leczy, wręcz przeciwnie- tęsknię z każdym dniem coraz bardziej. Za chwilę zacznę wierzyć, że cała ta sytuacja to naprawdę moja wina i pójdę kajać się przed nim. Byłam dziś na cmentarzu, na grobie jego taty. Do niego poszłam po pomoc. Bo wśród żywych to ratunku ja nie widzę żadnego. Chciałabym odejść, nie cierpieć, nie myśleć nie przeżywać tego wszystkiego, zakończyć tę gehennę. Ale mam mamę i braci, wiem, że będzie im trudno po moim odejściu i tylko to mnie powstrzymuje. Wiele osób tu na forum krzyczało „egości!”, a to nieprawda. Chciałabym umieć przygotować moją mamę, chciałabym, żeby zrozumiała, że ja innego wyjścia nie widzę i pozwoliła mi odejść. Wiem, że ona mnie kocha i widzi dla mnie inne rozwiązanie, ale ja go nie widzę. Nie boję się śmierci, ani nie jest mi żal śpiewu ptaków, firmy niezałożonej, dzieci nieurodzonych. Bez niego to wszystko i tak nie istnieje.

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Przez 3 miesiące po tym jak On mnie zostawił było koszmarnie ciężko. Nie myśl sobie, że tak krótko rozpaczałam jego stratę, sama nie wiem ile by to trwało, gdyby nie choroba mojej mamy. Brzmi paradoksalnie, ale niestety tak się stało. Bóg zesłał na mnie kolejne nieszczęście, żebym mogła otrząsnąć się z poprzedniego. Musiałam całkowicie poświęcić uwagę mamie, co też nie było wtedy łatwe, ale dałam radę.

    Zaraz po rozstaniu to wiele bym dała, żeby On do mnie wrócił. Teraz, z perspektywy czasu wiem, że nie potrafiłabym już jemu zaufać. Życie toczy się dalej. On bardzo szybko ułożył sobie życie. Wiem, że jest szczęśliwy, co mnie cieszy, bo zasługuje na to. Mnie próbowano swatać na siłę, potem przypadkiem znalazłam przyjaciela, tylko to niestety nie trwało zbyt długo. Chyba jednak ze mną jest coś nie tak, ale nieważne. A teraz praca, dom, cmentarz, dyskretne pilnowanie mamy... bez większych planów na przyszłość, ale z nadzieją, że jeszcze coś fajnego mi się kiedyś zdarzy. Bo dlaczego mnie miało by ominąć?

    Pozdrawiam Ciebie i życzę nadziei, Aga G

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    "...Człowiek wie, kiedy trafia na „tą” osobę..."
    Właśnie w to wierzyłem. Więc jak tu dalej to ciągnąć skoro coś co trzymało Cię przy życiu i dzięki któremu parło się naprzód okazało się fikcją?

    Najgorsze jest to, że każdy mógłby powiedzieć, że to ona zawaliła, zniszczyła wszystko. A to ja ją prosiłem i błagałem by została. Jakie to jest wszystko chore?
    I to ja zawsze byłem ten "twardy", haha. A tu całkiem na odwrót.

    Dobrze, że Ty sobie jakoś poradziłaś Aga. Lepiej czy gorzej, nie mnie to oceniać, ani też niszczyć Twojej nadziei na lepsze jutro.

    Tylko napisz mi proszę, po co właściwie jesteś tutaj? Na tym forum, wątku?

    A.

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Wiem, że jestem naiwna, możesz mi powiedzieć to wprost. Nie wiem, czy te lepsze jutro kiedyś nadejdzie, ale póki jest nadzieja, to jakoś pcham ten mój wózek... Bo tak naprawdę to nikt nie wie, co nas jeszcze może spotkać w życiu. Los bywa przewrotny, dlaczego ma nas zaskakiwać wciąż na niekorzyść...

    Być może też jest tak, że ta osoba, która wydawała nam się tą jedyną, wcale nią nie była. Zarówno w moim przypadku, jak i podejrzewam w Twoim również (ten długi staż) nasi partnerzy byli pierwszymi. Stąd ta silna więź która nas z nimi łączyła, wszelkie wspomnienia, niezrealizowane wspólne plany i marzenia... A może jak spotkamy kiedyś kogoś, okaże się, że może istnieć jeszcze silniejsze uczucie. Wiem, że to może wydawać się dziwne, ale i tak być może.

    A., nie obwiniaj siebie za to, co się stało. Robiłeś co w Twojej mocy, by została z Tobą, niestety stało się inaczej. Obwinianie się to najgorsza rzecz jaką możesz zrobić, wiem to, choć sama zawsze obwiniam się o wszystkie nieszczęścia tego świata. Ale Tobie dobrze radzę. A facet nie zawsze musi być twardy.

    Po co tutaj jestem...? Zabrzmiało trochę jak zarzut... Ale to dobre pytanie. Na te forum trafiłam gdy moja mama zaczęła chorować, chciałam bliżej poznać tą chorobę, zobaczyć jaki inni sobie radzą. Zaglądam do różnych wątków, może z ciekawości, może żeby zapełnić swój czas... Te forum stało się niewątpliwie częścią mojego życia.

    Powiedz mi, czy to co postanowiłeś jest naprawdę nieuniknione? Może jednak da się coś zrobić? Jak dużo czasu minęło od Twojego rozstania? Może daj sobie jeszcze trochę czasu... ( Ale Tobie marudzę, wybacz.

    Miłej niedzieli, Aga G

Reklama
Zobacz inne dyskusje