Zaloguj
Reklama

Forum: Psychiatria - grupa dla rodziny i pacjenta

Temat: Jak skutecznie popełnić samobójstwo? (13061)

Zaloguj się , aby skorzystać z poniższych opcji:


odpowiedz nowy wątek
ulubione
  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Wiesz, ja to już mam chyba za sobą. My potrzebujemy umierać, by na nowo się odradzać. Coś w nas umiera, gdy kończymy podstawówkę, matura też jest takim kresem, koniec przyjaźni, etc, itd. Tak naprawdę my ciągle umieramy. Nasz naskórek obumiera, by się odradzać raz po raz. Duchowo tez potrzebujemy umierać, by stara tożsamość mogła odchodzić po kawałku. Dzięki Bogu i wszystkim jego Archaniołom w niebiesiech ) za tę książkę, która wyjaśniła mi, że mogę doświadczyć śmierci nie pozbywając się ciała. 3 grudnia czułem całym sobą, że to koniec. Z perspektywy wiem, że na jakimś poziomie świadomość, którą uzyskałem dzięki Hillmanowi pomogła mi wyjść cało z tego doświadczenia. Dziś wiem, że to najmocniejsze, jak do tej pory, doświadczenie spowodowało przełom: moja stara tożsamość z traumami, nadużyciami i dramatami z dzieciństwa odeszła do historii. Pracowałem intensywnie z moją terapeutką od 3 lat nad tym wszystkim i wreszcie nastąpił przełom. Mam całkowitą świadomość tej dawnej części i jest dla mnie b.ważna, ale czuje NOWE. I te nowe rzeczy już się wydarzają. Polecam tę książkę serdecznie i z całą powagą. pozdrawiam

  • Reklama
  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    To teraz zrobiło mi się cieplej
    Cieszę się z tego wszystkiego co napisałeś, będę trzymała kciuki za Ciebie

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    A co z Tobą?? Skąd u Ciebie taka potrzeba?? Jesteś po przejściach???

  • Reklama
  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Nie wiem nawet czy już po.. Jeśli tak, to pozostało mi zmaganie się z konsekwencjami wszystkiego co się wokół mnie działo. Czasem się zastanawiam, czy nie przestrzeliłam, czy nie powinnam odpuścić sobie analizowania wszystkiego co się działo i po prostu iść dalej z klapkami na oczach dla własnego dobra. Ale po przekroczeniu jakiejś granicy wrażliwości na świat trudno jest obrosnąć skałą. To długa historia i głupio by mi było Ciebie nią zanudzać, zwłaszcza wiedząc, że nie było Ci łatwo. Nie mniej jednak dziękuję serdecznie, całkiem serio, że spytałeś

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Jeśli jest życie po śmierci to warto się zabić. Jeśli go nie ma, to samobójstwo zakończy wszelkie problemy. Tak czy inaczej śmierć jest wybawieniem. Do niej przecież zmierzamy więc odradzanie komuś samobójstwa jest głupotą. Cierpienie najbliższych? A jakie ono ma znaczenie? - minie również wraz z ich śmiercią.
    Okłamują i zniewalają nas wszyscy: religie i ich kapłani, władze, nauczyciele... Samobójstwo jest jedynym WOLNYM czynem i dlatego wszyscy tak się boją, że inni popełnią samobójstwo, bo nie będzie można już nimi sterować!

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?

    Pozwól, by Ten, kto dał Ci życie, zabrał je.

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość
    Treść zablokowana przez moderatora
  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?

    Witam serdecznie. Mój stan ducha ciągnie się od ponad 4 lat, czyli zaraz po tym jak skończyłem 19lat. W tamtych czasach zacząłem studia, by zmienić je już 3 razy... nie potrafiłem odnaleźć tego co chce robić. Przez ten czas zauważyłem, że moja podatność na alkohol wzrasta, a pretensje w stosunku do rodziców powodują moje oddalanie się od nich- chce zaznaczyć pretensje głównie o nic. Wynikające z moich stanów pod wpływem, a później z mojego tchórzostwo. Niejednokrotnie usiadłem, rozmawiałem z mamą i pytałem się co mam zrobić, by takim nie być... Może właśnie teraz zacznę od początku, aby naświetlić z czego ta moja sytuacja mogła wynikać, mogła a nie musiała. Tuż przed początkiem tych zdarzeń byłem normalnym facetem, który miał swoje pasje, zainteresowania i problemy- całkiem normalne.
    Zaczęło się od zdrady, a później jeszcze jednej której już nie wybaczyłem. Doszukiwałem się problemu w sobie w tym, że za mało dawałem z siebie, nigdy nie usłyszałem od partnerki, że jest ze mnie dumna i właśnie dlatego doszedłem do wniosku, że to moja wina(z czym mam problem do dzis-ale to później) Skończyłem 19lat, byłem zdradzony i w stanie agonii emocjonalnej. Ale nie winie nikogo za brak pomocy, bo odtrącałem każdą pomocną dłoń. Listopadowy wieczór mój tato był w pracy, mama w domu, a ja zamknąłem się z ćwiartką wódki w łazience, bo wiedziałem że inaczej tchórzostwo wygra, musiałem iść w zaparte, a bez wódki nie dałbym rady. Skończyłem butelkę, wziąłem żyletkę i zacząłem masować nią najpierw swoje przedramiona, by oswoić się z myslą, że zaraz będzie mi lżej już na zawsze. Pierwszy ruch potem drugi, trzeci, krew była wszędzie. Ja już leżałem z twarzą we krwi, woda się przelewała. Wtedy moja mama zaczęła się dobijać do drzwi, a ja poczułem że tak nie chce, że muszę działać i coś z tym zrobić, nie mogłem jednak się ruszyć. Uratował mnie tata, który wrócił z pracy i wszedł z drzwiami do łazienki... Po interwencji stwierdziłem, że sobie z tym nie poradzę, ale chciałem by pomogła mi osoba z zewnątrz tj. psychiatra. Skorzystałem prawie natychmiast z usług i czułem jak wracają do mnie siły... wszystkie rozmowy które z nim odbyłem, dodały mi pewnego rodzaju pewności siebie. Nasze "rozmowy" bo tak nazywalismy nasze spotkania, skończyły się po 20 sesjach. Początkowo dwa razy w tygodniu, później raz. W końcu powiedzieliśmy sobie Do widzenia. Po pewnym czasie może po 3 miesiącach zadzwonił do mnie mój terapeuta, spytał się jak się miewam, a na końcu powiedział coś co wtedy dodało mi jeszcze więcej sił, a teraz mi ciąży . Powiedział - 'wierzę w Pana, Panie Łukaszu, ma Pan wielki potencjał' . Do tej pory nie wiem czy to było szczere, prawdziwe. Czy może tak w psychiatrii jest przyjęte i jest to pewien schemat. Początkowo było wszystko w porządku. Miałem fantastyczną trójkę przyjaciół, prawdziwych przyjaciół. Po chwili jednak się zaczęło to czego najbardziej w życiu żałuję i nie wiem do tej pory co mam z tym zrobić. Z człowieka z zasadami, uczuciowego, pełnego pomysłów przerodziłem się w coś czego nie potrafię nazwać bo nie wiem jak się tego pozbyć... Spotkałem przypadkiem kolegę z podstawówki, z ktorym nigdy nie chcialem mieć jakiegoś specjalnego kontaktu ze względu na jego mało imponujący tryb życia taki jaki zapamiętałem. Poszliśmy na piwo, pogadaliśmy, potraktowałem to jako spotkanie po latach. Wtedy miałem pracę i studia, mieszkałem dalej z rodzicami. Wymieniwszy się numerami telefonów, może po tygodniu owy kolega zadzwonił. Poszliśmy na imprezę, było spokojnie, pokazał mi swoje towarzystwo bawiłem się tak jak zawsze, bez upijania się, bez afer, ludzie mnie lubili. Po miesiącu chodziliśmy już raz, dwa razy w tygodniu na imprezy, zaniedbałem najbliższych. Ale wiedziałem, że to był mój wybór. Zabrał mnie do swoich znajomych gdzie pojawiły się narkotyki, była to moja pierwsza próba zażycia narkotyków- była to amfetamina. Wtedy też piliśmy tak dużo, że nie skłamię jeśli wlaliśmy w siebie wannę alkoholu. Na następny dzień miałem jakiś metaliczny posmak w ustach do tego zimne poty i stany lękowe. Nie wychodziłem z łóżka, straciłem pracę, straciłem studia... to był początek tego nowego mnie, którego teraz tak się obawiam. Przyjaciele dalej byli przy mnie, natomiast ja wchodziłem w najgorsze bagno mego życia. Spotykałem się dalej z tym moim "przyjacielem" Nie miałem pracy, zmieniłem studia zacząłem kłamać, oszukiwać ludzi, zdarzyło się okraść rodziców. Zacząłem pożyczać pieniądze od ludzi, bo po kilku miesiącach moje oszczędności były już w wątrobie było to jakieś 12 tys zł... nie ćpałem, tylko piłem, ale piłem już na umór, poczułem kieliszek i butelka musiała się skończyć. Przyszedł moment, myślałem że przełomowy. Uderzyłem człowieka, który mnie zaczepiał, normalnie bym poszedł czy się odwrócił i olał całą sytuację. Jednak chodząc na imprezy z "przyjacielem" poznając jego wpływowe z pozoru towarzystwo, poczułem się złudnie pewny, ważny. Uderzyłem wtedy tego faceta, wylądowałem na izbie wytrzeźwień, potem sprawa w sądzie, tato musiał płacić za prawnika, grzywna, bez wyroku w zawieszeniu. Sędzina stwierdziła, że skoro kiedyś pracowałem w wolontariacie, pomagałem dzieciom z hematologii to musiał to być jednorazowy wyskok. Po tym zdarzeniu dalej chlałem, bawiłem się z nim, byłem dłużny już około 500zł, oddałem jednak te pieniądze. Pracowałem, studiowałem już zaocznie. Rodzice łożyli na moje studia, na moje życie właściwie też, bo ja całą pensje przechlałem w 2-3dni na "przyjaciela" na jego znajomych. Żyłem w zakłamaniu, że wszystko jest w należytym porządku. Zakłamaniu bo wewnętrznie wiedziałem, że jest do dupy. Że kazdy dzien tolerancji przeze mnie takiego stanu przybliża mnie do totalnego upadku. Przyszedł kolejny moment, myślałem że będzie przełomowy(ale myliłem się strasznie) Impreza u mojej przyjaciółki, a ten moj "przyjaciel" którego wziąłem ze sobą, okradł jej chłopaka, okazało się że miał już wyrok za paserstwo... Ja się wstydziłem, przeprosiłem przyjaciółkę i ... i dalej spotykałem się z nim. Moi przyjaciele tego już nie wytrzymali i słusznie przestali się mną interesować.Mieli swoje życie, poukładane,pracę czy też szkołę. Ja znów w między czasie studia w odstawkę, praca w odstawkę . Zawieszony totalnie w świecie alkoholu, imprez i kilkudniowych eskapad z "przyjacielem" Tak mijał mi ten czas, ukrywałem się nie chciałem spotkać moich dawnych przyjaciół. Bo nie wiedziałem co mogę im powiedzieć o swoim życiu, jedynie mółbym kłamać. Było mi wstyd przed samym sobą, ale dalej staczałem się po równi pochyłej. Nastawiałem, miałem brudne spodnie, buty. Ze schludnego faceta stałem się menelem. Wiedziałem, że to już koniec. "przyjaciel" kiedyś przyszedł chciał mi się odstawić, okradł ojca z całym portfelem. Wylądowaliśmy w hotelu, super zabawa, alkohol, kobiety ale nie chciałem korzystać z ich usług, bo to była jedyna zasada której chyba się jeszcze trzymałem-szacunek do kobiet. Jedyne diabelskie pocieszenie, powiedziałem im wtedy coś tak absurdalnego i żałosnego "jestem człowiekiem zasad". Sprawy się potyczyły jakoś... znów nie było kasy, nie było perspektyw znów studia, pracy brak... Później dostałem polisę posagową, sądziłem się z PZU i zamiast 400zł dostałem 22tys zł... myslałem, że zrobię coś z tym konstruktywnego. Minęły 3 tygodnie nie miałem z tych pieniędzy ani złotówki... ani grosza. Nie płakałem jednak z tego powodu, chodź ręce mi opadły, że jego znajomym pożyczyłem pieniądze, których do tej pory nie zobaczyłem. Wtedy chlaliśmy okrutnie. Miałem torsje kiedy tylko otwierałem piwo czy butelke wódki. Wyciągałem papierosa, nie włożywszy go ust, także wymiotowałem. Pierwszy kieliszek, drugi i szło już... Jest dziś 13.12.2011... siedzę w domu czekam na swoją Ukochaną, ale nie wiem czy chce jej marnować życie. Staram się teraz z całego serca, szukam pracy, szukam jej całymi dniami, dalej mieszkam z rodzicami. Ona jest 2 lata starsza, skończyła studia pracuję i zostawiła dla mnie 4 letni związek. Początkowo czułem od niej wsparcie, powiedziałem jej o wszystkim co się wydarzyło, a teraz mi mówi żebym spiął dupę, żebym się nie użalał. Ostatnio jej przyjaciółka uświadomiła mnie, że jestem, nikim że nic jej nie mogę dać. To jest niestety prawda. Mimo tego, że jestem szczęsliwy to zarazem mam świadomość, że mogę jej tylko zmarnować życie. Dziś pojawiła się we mnie pierwszy raz od wtedy myśl samobójcza, starałem się ją zabić w zalążku. Czy ja mogę czegokolwiek oczekiwać? Skoro pozwoliłem aby 4 lata życie, fekaliami przeleciało mi przez palce?

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Trudne pytania zadajesz.. Nie da się na nie jednoznacznie bo nikt nie jest wyrocznią. Nie da się życia poskładać od ręki, to wymaga czasu. Bez względu jednak na to, czy będzie dobrze czy nie, trzeba próbować i walczyć.
    I zdecydowanie nie słuchać opinii "przyjaciółek", to jest jakaś bzdura. Wiem, że to zapada w pamięć gdy ktoś jest wrażliwy i w trudnym momencie życia, ale na prawdę, puszczaj to mimo uszu bo takie uwagi są z sufitu zupełnie.
    Połowę sukcesu masz już na koncie bo jesteś świadom tego co jest nie tak. Nie jestem psychologiem więc nie będę udzielać rad ale z doświadczenia wiem, że trzeba o siebie walczyć. Myślę, że żadne "weź się w garść" nic tu nie da, raczej rozmowa no i zdecydowanie potrzebujesz wsparcia, nie krytyki, bo tej do siebie samego Ci nie brakuje.

    pozdrawiam serdecznie

  • Jak skutecznie popełnić samobójstwo?
    Gość

    Witaj kolego sympatyczny, wiem coś o Twoim problemie bo z niego wyszedłem, nie byłem tak samo jak Ty lub w takim samym stopniu uzależniony od białego, ale miałem ten problem i wiem jak się czujesz, co do Twojej znajomości z dziwczyną, to zaufaj jej w zupełności jeśli stroni od tego typu towarzystwa, zobaczysz że sam dasz radę!! Wierzę głęboko w Ciebie, ja natomiast mam trochę inny problem, hhhhhmmmmmmmm jak to ująć w odpoowiednie słowa nie wiem poprostu będę pisał to co mi ślina na język przyniesie, pewnie nie zastanawiałeś się dłużej nad tym co napisać tylko by miało to sens, tak więc nie mam dziewczyny mam 27 lat mieszkam z rodzicami których mam dość, nie mam pracy od jakiegoś czasu i siedzenia w domu też mam dość!! Chcę się uwolnić od tego wszystkiego raz na zawsze i nie wiem jak mam to zrobić bo mam dość!! Mam dość tego że jestem pedałem ujmę teraz w ładne słowa na czasie "geyem" takie to modne ostatnio:/ ale jestem nim bo taki się urodziłem a nie stałem z biegiem lat jak to mają niektórzy, nie ukrywam tego, kto chce znać prawdę to zna, nie jestem przegiętym cweluchem wyglądam normalnie mówię normalnie i nie śpiewam w poznańskich słowikach Fakt Twój problem jest interesujący, ale może ktoś pomoże i mnie bo jak do tej pory się nie doczekałem pomocy poza swoim lekarzem, który stara się mi pomóc!! Tylko pytanie jeszcze jak?? Bo jak się orientuję to na HIV nie ma lekarstwa, tylko są leki które spowalniają chorobę której wyleczyć do końca się nie da!!!! Może ktoś mi pomoże zrozumieć to że moi rodzice tego nie rozumieją?? Może ktoś pomoże mi wreszcie raz a dobrze do końca? bo ja już rady nie daję!! Najlepsze w tym moim absurdzie jest to że, czytałem o waszych problemach i za wszelką cenę bymn wam pomógł bez najmniejszego problemu jeśli chodzi o odległość zrobiłbym wszystko, tylko teraz pytanie czy ktoś może mi pomóc to wszystko zakończyć co się wydażyło w moim życiu?

Reklama
Zobacz inne dyskusje