Zaloguj
Reklama

Światło rzucone na depresję pod innym kątem…

Autor/autorzy opracowania:

Kategorie ICD:


Światło rzucone na depresję pod innym kątem…
Fot. pantherstock
(5)

Katastroficzne byłoby stwierdzenie, że z powodu zaburzeń depresyjnych cierpi cała ludzka populacja. Nieprawdą również byłoby określenie tej choroby jako nieuleczalnej. Nie można również powiedzieć, że gorszy nastrój, czy zimowa chandra, to od razu schorzenie, które trzeba leczyć. Co można w takim razie, na obecnym stanie wiedzy, powiedzieć z pewnością? Jak żyć z depresją, aby życie smakować, a nie tylko z utęsknieniem czekać na koniec każdego dnia? Jakich zasad należy przestrzegać, aby leczenie miało szansę być skuteczne? Na powyższe pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym artykule.

Depresja w wymiarze społecznym

Doniesienia odnośnie rozpowszechnia epizodu dużej depresji (Major Depression Disorder, MDD) są co najmniej niepokojące – wg EZOP (Epidemiologia Zaburzeń Psychiatrycznych i Dostępność Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej) ok. 3% osób w wieku 18-64 lata cierpi z powodu tego zaburzenia. 3% w tej grupie wiekowej, przekładając na liczby, to ponad 750 tys. osób! Takie dane nie mogą przejść bez echa. Każda z tych osób cierpi, a choroba wyklucza ją z życia społecznego i zawodowego. Konieczne jest, aby uzmysłowić sobie fakt, że MDD to nie chwilowy gorszy nastrój, to nie jesienno-zimowa chandra, czy smutek w reakcji na przykre wydarzenie. Tzw. „duża depresja” to bardzo poważna i bardzo konkretna choroba, która wyklucza. Sprawia, że człowiek nie ma motywacji choćby do wstania rano z łóżka i przygotowania sobie śniadania, nie mówiąc już o dalszej aktywności w pracy, czy w domu. Pociąga za sobą ogromne spustoszenie, także finansowe, w skali społeczeństwa – chorujący na depresję mają średnio 4 razy więcej dni absencji chorobowej w pracy, w porównaniu do osób zdrowych. Przekłada się to w prosty sposób na gospodarkę, koszty społeczne, rozwojowe. Wydaje się więc koniecznością, aby leczenie depresji uznać za sprawę priorytetową w polskim systemie zdrowotnym.

Depresja = zły nastrój?

Dlaczego więc, pomimo takich konkretnych, bardzo negatywnych danych, w społeczeństwie wciąż pokutuje przekonanie, że depresja i zły nastrój to właściwie słowa równoznaczne? Język danego społeczeństwa ma to do siebie, że z łatwością przyjmuje sformułowania potoczne, jako ogólnie obowiązujące. Dlatego otwierając karty Słownika Języka Polskiego (SJP) znajdziemy:

Depresja
«chorobliwe, głębokie i długotrwałe przygnębienie»
«obszar leżący poniżej poziomu morza»

Oczywiście, SJP nie jest może encyklopedią chorób psychicznych, jednak wydaje się stosownym, aby zawierał prawidłowe znaczenie danego słowa, a nie pół-prawidłowe. Półprawda to, ostatecznie, brak prawdy. Dlatego tak ważne jest podkreślanie (w mediach, w kampaniach społecznych, w wypowiedziach publicznych, na ulotkach), że depresja to nie chorobliwe, głębokie i długotrwałe przygnębienie, ale bardzo szerokie spektrum objawów, którego obniżony nastrój jest tylko jedną ze składowych. 

Spektrum objawów depresji

Cierpiący na depresję człowiek doświadcza, zasadniczo, objawów w trzech płaszczyznach:

  1. Chorobliwie obniżony nastrój. Anhedonia, czyli niezdolność do przeżywania radości z rzeczy, które wcześniej wywoływały uśmiech w sposób naturalny. 
    Zwracam uwagę: niezdolność do przeżywania pozytywnych emocji to nie przygnębienie! 
    Negatywne postrzeganie własnej osoby aż do urojeniowego przekonania o własnej winie i konieczności poniesienia surowej kary.
     
  2. Zaburzenia rytmu okołodobowego. Bezsenność (albo nadmierna senność) jest częstą maską depresji! Po nieprzespanej nocy pojawia się ospałość w ciągu dnia.
     
  3. Obniżony napęd życiowy. Ale nie „nic mi się chce”, a bardziej „nie mam siły, żeby wstać z łóżka”, „na samą myśl o spotkaniu z przyjaciółmi chowam się głębiej pod kołdrę”, „nie dbam o swój wygląd”, „seks jest ostatnią czynnością, na którą mam ochotę”.

Oczywiście objawy obejmują znacznie więcej sfer życia. Chorzy zgłaszają problemy z koncentracją, przewlekłe zmęczenie, utrata zainteresowań, niezamierzony spadek (albo wzrost) masy ciała i inne. Nie chcę tutaj wymieniać poszczególnych objawów, a raczej zwrócić uwagę na mylność przekonania, że depresja to to samo, co chandra. 

fot. panthermedia

Czy leczyć? Jak leczyć?

Odpowiedź na drugie pytanie jest znacznie prostsza – leczyć! Depresja jest chorobą. To truizm, ale niestety wciąż nie dla wszystkich. Niektóre choroby, jak zwykłe przeziębienie, po krótkim czasie same mijają (najczęściej bez względu na przyjmowane leki), nie pozostawiając po sobie żadnych skutków. Z depresją jest jednak zdecydowanie inaczej. Nieleczona cechuje się stosunkowo wysoką śmiertelnością – nie zabija oczywiście niski poziom serotoniny w układzie nerwowym, ale próby samobójcze, które czasami są skuteczne, już jak najbardziej. To oczywiście najbardziej drastyczny, niestety możliwy, scenariusz. Osoba cierpiąca z powodu depresji „umiera” już wcześniej. Społecznie, zawodowo, stopniowo coraz szczelniej zamykając się w czterech ścianach i swoich negatywnych przeżyciach. To nie jest stan, który można zlekceważyć, to stan, który absolutnie wymaga natychmiastowej interwencji medycznej.

Niestety, chory na depresję rzadko zgłasza się sam do lekarza psychiatry, aby szukać pomocy. Częściej wybierze się do lekarza pierwszego kontaktu, szukając porady z powodu problemów ze snem, trudności z koncentracją, czy przewlekłego lęku (który bardzo często towarzyszy depresji), a także…bojąc się stygmatyzacji. W Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że leczenie u psychiatry to powód do wstydu. Czasem tak wielkiego, że uniemożliwiającego rozpoczęcie leczenia. Rozwiązanie problemu jest o tyle trudniejsze, o ile wmówimy sobie, że zostaliśmy z nim całkowicie sami. Że nie ma wsparcia, skutecznego rozwiązania, czy choćby osoby, która poniesie troski razem z nami. Lekarz psychiatra jest w tym momencie właściwą osobą. Nowoczesne leczenie depresji opiera się na farmakologii, która jest coraz bardziej skuteczna. Jednak nawet najlepszy lek nie zadziała, jeśli nie będzie przyjmowany regularnie, a właśnie systematyczność i regularność są podstawą w leczeniu depresji. Dlatego tak ważne jest udanie się do odpowiedniego lekarza, który wytłumaczy możliwe działania niepożądane leków, podpowie jak sobie z nimi poradzić i zmobilizuje do podtrzymania leczenia.

Prawidłowo przyjmowane leki pozwalają na poprawę stanu psychicznego już po 3-4 tygodniach. Oczywiście niezbędne jest regularne przyjmowanie przepisanych leków, nawet pomimo początkowego wrażenia ich nieskuteczności albo wręcz możliwego pogorszenia stanu. Zakończenie leczenia również należy skonsultować z lekarzem psychiatrą. Przy pierwszym epizodzie depresji, leki należy przyjmować jeszcze kilka miesięcy po ustąpieniu choroby. Zbyt wczesne, samodzielne odstawienie leków, najczęściej skutkuje szybkim nawrotem, często z bardziej nasilonymi objawami. Dochodzi w takiej sytuacji do niepełnej remisji objawów – odbudowany zostaje napęd życiowy, a nastrój pozostaje obniżony, co skutkuje zwiększonym ryzykiem czynu suicydalnego.

Podsumowanie

Różnego kalibru dane statystyczne wieszczą jednogłośnie – zaburzenie depresyjne wyrasta na jedno z najczęstszych schorzeń, z jakimi zmagają się setki tysięcy osób w Polsce. Dane mówią o 3%, ale można sądzić, że jest to liczba niedoszacowana, ponieważ sama depresja często przybiera różne maski somatyczne – zaburzenia snu, problemy z koncentracją, przewlekłe zespoły bólowe. Depresję, mimo że jest to schorzenie poważne, niewiele przypominające chwilowy „dołek” czy zimową chandrę, można (i należy) z powodzeniem leczyć! Istnieje wiele leków, które odpowiednio dobrane do konkretnego pacjenta i regularnie przyjmowane, w stosunkowo niedługim czasie skutkują wyraźną poprawą stanu psychicznego. Oprócz farmakologii zalecane jest także leczenie wspomagające – psychoterapia, fototerapia (w zależności od podtypu depresji). Z tych wszystkich opcji terapeutycznych należy korzystać, ponieważ nieleczona depresja grozi poważnymi powikłaniami, a nawet może doprowadzić do śmierci. Nie do przecenienia jest także rola rodziny i bliskich osób z otoczenia pacjenta. Zaniepokojenie przedłużającym się wyraźnie obniżonym nastrojem, postępującą izolacją społeczną, stopniową utratą zainteresowań, powinno poskutkować zaprowadzeniem chorego do lekarza psychiatry.

(5)
Reklama
Komentarze